Dramatyczne sceny rozegrały się we wtorek w jednym z mieszkań w bloku przy ul. Czerwonego Krzyża. Na podstawie nakazu prokuratorskiego do 27-metrowego mieszkania weszli strażacy, policjanci, przedstawiciele Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami oraz wielu innych służb. W środku znaleźli właścicielkę mieszkania, która mieszkała w strasznych warunkach z 14 psami i 9 kotami
Właścicielka mieszkania domówiła wpuszczenia służb. Drzwi musiał otworzyć ślusarz...

Nigdy czegoś takiego nie widziałam
Jak relacjonuje nam osoba, która była obecna podczas akcji, wychudzone, wystraszone zwierzęta znajdowały się w fatalnym stanie, niektóre leżały we własnych ekskrementach. W stertach różnych przedmiotów, śmieci, które właścicielka magazynowała zapewne od dłuższego czasu, znaleziono szkielet psa... Przedstawiciele służb mówią o przeraźliwym smrodzie i trudnych do opisania warunkach. - Nigdy czegoś takiego nie widziałam - powiedziała nam jedna z nich. W środku interweniujący zobaczyli gratowisko, stery śmieci, brud...
Do mieszkania w bloku przy ul. Czerwonego Krzyża służby weszły na podstawie nakazu prokuratorskiego. Prokuratura Rejonowa w Środzie wydała nakaz zatrzymania mienia i przeszukania mieszkania. W tym momencie chodziło przede wszystkim o czasowe przejęcie wychudzonych, żyjących w opłakanych warunkach psach i kotach.
W sumie inspektorzy Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami i pracownicy schroniska dla zwierząt zabezpieczyli 14 psów i 9 kotów. Wszystkimi zajął się lekarz weterynarz.

Dwa kontenery śmieci
Akcja służb zaczęła się o godz. 6:00 i zakończyła około 11:00. Brali w niej udział także policjanci, funkcjonariusze straży pożarnej i straży miejskiej, inspektorzy Powiatowej Stacji Sanitarno - Epidemiologicznej, pracownicy Ośrodka Pomocy Społecznej, spółki LUKS i Zakładu Gospodarki Komunalnej.
Już wcześniej mieszkanka odmawiała otwarcia drzwi i prawie nigdy nie wpuszczała nikogo do środka. Tak było i teraz. Nakaz prokuratorski nie poskutkował. Interweniujący byli przygotowani na każdą okoliczność. Mieszkanie i blok zabezpieczali strażacy, gdyby doszło do sytuacji kryzysowej związanej z reakcją kobiety. W gotowości były także służby medyczne.
Mieszkanie znajduje się na czwartym piętrze. W całej akcji chodziło więc także o to, aby mieszkance bloku nic się nie stało. Bez wątpienia wymaga ona pomocy.
Służby starały się uprzątnąć, choć w części, mieszkanie. W sumie wywieziono prawie dwa kontenery śmieci. To tylko część tego, co zapewne należałby wywieźć z mieszkania.
Prokurator zdecydował się wydać nakaz umożliwiający wejście do mieszkania po interwencjach wspólnoty mieszkaniowej i Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Teraz prokuratura zapewne postawi mieszkance zarzut z art. 35 ustawy o ochronie zwierząt, który mówi m.in. o odpowiedzialności karnej za zabijanie albo znęcanie się nad zwierzęciem.
- Będziemy chcieli występować w tej sprawie jako strona, która reprezentuje poszkodowane zwierzęta. Takie możliwości daje nam prawo - mówi Paula Koczorowska, prezes średzkiego oddziału TOZ.
Na zlecenie wspólnoty mieszkaniowej zaraz po akcji wyspecjalizowane służby zdezynfekowały klatkę schodową. Ale dezynfekcji i deratyzacji wymagać może także samo mieszkanie kobiety.

Interwencje od 10 - 14 lat
Z naszych informacji wynika, że mieszkańcy bloku przy ul. Czerwonego Krzyża interweniowali w sprawie mieszkanki już od wielu lat. Pierwsze sygnały dotyczące uciążliwego mieszkańca pojawiły się 10 -14 lat temu. Mieszkańcy skarżyli się na smród, zwłaszcza w okresie letnim. Uciążliwe zapachy było czuć w przewodach wentylacyjnych, a także od drugiego piętra na klatce schodowej. Mieszkańcy wiedzieli, że kobieta przyprowadza kolejne zwierzęta, bali się zagrożenia robactwem, a w konsekwencji chorobami.
Kobieta jest właścicielką mieszkania, a to powoduje, że wspólnota ma związane ręce. - Wielokrotne interwencje w praktycznie wszystkich inspekcjach i służbach przez lata nie dawały żadnego skutku - mówi Magdalena Ritter, która prezesem wspólnoty jest od lipca ubiegłego roku.
Wspólnota interweniowała także dlatego, że mieszkanka nie miała ważnych przeglądów kominowych i wentylacyjnych. Dlatego też, po interwencji zarządu wspólnoty, pozwoliła wejść do środka osobie uprawnionej do wykonania przeglądów. To, co zobaczył w środku zaszokowało go, a zarząd wspólnoty mieszkaniowej jeszcze bardziej zdeterminowało do działań, by nie narażać na niebezpieczeństwo innych mieszkańców.
Ostatecznie pomogła dopiero decyzja prokuratora.
- Chcielibyśmy pomóc mieszkance bloku. Ale najpierw musiałaby się ona na to zgodzić - mówi prezes Magdalena Ritter. Jeśli nie dojdzie do przełomu, mieszkańcy obawiają się, że kobieta nadal będzie gromadzić w mieszkaniu różne przedmioty i stanowić zagrożenie dla innych.
Z mieszkanką bloku nie udało nam się porozmawiać.
(kóz)