36-letni mężczyzna, mieszkaniec gminy Kostrzyn, utonął na średzkim kąpielisku w ubiegły czwartek, 29 czerwca. Do wypadku doszło zapewne krótko przed godziną 19:00, kiedy na kąpielisku pracowali jeszcze ratownicy
- We wtorek w Zakładzie Medycyny Sądowej w Poznaniu odbyła się sekcja zwłok mężczyzny. Wykazała ona, że przyczyną zgonu było utonięcie - mówi prokurator rejonowy w Środzie Grzegorz Gucze. Prokuratura poleciła zabezpieczenie nagrań z kamer monitoringu oraz dokumentacji kąpieliska, łącznie z informacjami o zabezpieczeniach i ratownikach. W sprawie toczy się śledztwo.
Komenda Powiatowa Policji w Środzie otrzymała zgłoszenie o prawdopodobnym utonięciu mężczyzny o godz. 19:03. To ratowniczka Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego zadzwoniła pod numer alarmowy 112. Ona sama dowiedziała się, że coś się dzieje od 12-letniej dziewczynki, która chwilę wcześniej widziała na powierzchni wody mężczyznę, a chwilę potem nie było po nim śladu.
Mężczyzna z gminy Kostrzyn przyjechał nad Jezioro Średzkie wraz ze swoją konkubiną i jej córką. To właśnie ta 12-latka zwróciła uwagę, że coś się dzieje... Mężczyzna pływał w obrębie kąpieliska, stosunkowo blisko środkowej drabinki po lewej stronie, patrząc od strony plaży. Nie wiadomo, dlaczego zaczął się topić.
Świadek zdarzenia, który w tym czasie znajdował się blisko miejsca tragedii mówi, że przez długi czas nic nie świadczyło, że wydarzyła się tragedia. Ktoś mówił, że wcześniej miała topić się kobieta, ale on tego nie widział. Widział natomiast dziewczynkę, która biegła do ratowniczki. Niedługo potem na miejsce zaczęli zjeżdżać strażacy, policjanci, ratownicy medyczni.
Pierwsi strażacy byli na miejscu o godz. 19:12. Potem dojeżdżały kolejne wozy. Od razu było wiadomo, że w tej sytuacji na ratowanie mężczyzny nie mają szans ratownicy WOPR. Woda w jeziorze nie ma dobrej przezroczystości. Bez sprzętu specjalistycznego nie ma szans, aby kogoś znaleźć pod wodą.
Dlatego też straż natychmiast wezwała płetwonurka ze Specjalistycznej Grupy Wodno - Nurkowej Straży Pożarnej z Poznania. Musiał on dojechać kilkadziesiąt kilometrów. Nad Jeziorem Średzkim zameldował się o godz. 19:45.
Płetwonurek wyłowił mężczyznę około godz. 20:00. 36-latek nie dawał znaków życia. Akcja reanimacyjna nie przyniosła skutku.
Na polecenie prokuratora zabezpieczono zwłoki do badań sekcyjnych.
W czasie akcji ratowniczej w okolicach pomostów i plaży zebrało się wiele osób. Padały pytania, dlaczego utonięcia nie zauważyli ratownicy, którzy pracują do godz. 19:00. - Nie wszystko da się zobaczyć. Tutaj nie było jakiegoś dramatycznego tonięcia. Wszystko odbyło się w absolutnej ciszy - mówi "Średzkiej" świadek akcji ratowniczej. - Więcej pytań pojawia się w stosunku do służb ratowniczych. Okazuje się bowiem, że kąpielisko nie jest do końca bezpieczne. Na pomoc płetwonurka trzeba czekać kilkadziesiąt minut. Może gdyby nie musiał on jechać z tak daleka, udałoby się mężczyznę uratować.
W ostatnich latach w Środzie nie było żadnego utonięcia w jeziorze.
(kóz)