Kosić trawniki, czy nie kosić? - oto jest pytanie. Po ostatniej fali upałów część dużych miast w Polsce zdecydowała się przestać kosić, gdyż ich zdaniem koszenie przynosi więcej szkody niż pożytku. W Środzie burmistrz Piotr Mieloch jest jednak zwolennikiem koszenia
Trwające lato daje się miejskiej roślinności mocno w kość. Przycięte trawniki są praktycznie wysuszone, młode drzewa ledwo zipią i nie wiadomo, czy przetrwają. O ile drzewa są jeszcze podlewane, to trawniki miejskie już nie. Decyduje ekonomia, a przede wszystkim racjonalne zużycie wody. Dlatego też część miast rezygnuje z wykaszania trawników i zaczyna planować naturalne łąki na wielu skwerach i w parkach. To dobre rozwiązanie?
- Interwencje miast, takie jak zaprzestanie koszenia trawy, stają się coraz bardziej konieczne, bo zmienia się klimat. Susze będą bardziej intensywne, podobnie jak opady. Dachy, drogi, chodniki, parkingi są nieprzepuszczalne - mówił niedawno „Głosowi Wielkopolskiemu" prof. Zbigniew Kundzewicz, hydrolog i klimatolog z Instytutu Środowiska Rolniczego i Leśnego PAN w Poznaniu. Jego zdaniem, aby zapobiec negatywnym skutkom ekstremalnych warunków pogodowych, w miastach powinno się tworzyć jak najwięcej możliwości zatrzymywania wody.
Zwolennicy koszenia zwracają zwykle uwagę na dwie kluczowe kwestie - alergie oraz estetykę. Ładny trawnik, to trawnik równo przycięty, najlepiej jednolity, bez chwastów i soczyście zielony. O ile jednak nie jest problemem skosić trawę przy samej ziemi, to w środku upalnego lipca jest ona raczej sucha i pożółkła. Jednak mieszkańcy domagają się koszenia.
Drugim ważnym powodem, dla którego w miastach przycina się trawniki jest widoczność. Wysoka trawa w pobliżu skrzyżowań, przejść dla pieszych czy przejazdów tramwajowych, mogłaby stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa pieszych oraz kierowców. W tym wypadku koszenie jest całkowicie uzasadnione, jednak takich miejsc nie ma zbyt wiele, a widoczność ograniczają zdecydowanie częściej źle zaparkowane samochody. Nie jest to argument, który dotyczyłby miejskich skwerów czy podwórek osiedlowych - czytamy w artykule na portalu Ulica Ekologiczna.
Wysoka trawa, oraz współwystępująca na trawnikach roślinność, jest ostoją miejskiej różnorodności biologicznej. Rośliny powszechnie uważane za chwasty, nierzadko pełnią ważne funkcje w stabilizowaniu ekosystemu, np. zapobiegają rozprzestrzenianiu się gatunków inwazyjnych czy zwiększają wilgotność gleby. Niestety, zazwyczaj znacznie gorzej radzą sobie one z krótkim przycinaniem przez kosiarki i mogą nie przetrwać intensywnych zabiegów pielęgnacyjnych.
Wysokie trawy to także doskonałe schronienie dla wielu gatunków owadów, a także innych zwierząt, np. żab, jaszczurek czy jeży. Coraz częściej nie tylko w parkach, ale także wzdłuż ulic i chodników trawniki po raz pierwszy koszone są dopiero latem. Dzięki temu trawy mają szansę zakwitnąć, a całą wiosnę oczy przechodniów cieszą polne kwiaty, które nad wyraz dobrze czują się w warunkach miejskich. Bez trudu zaobserwujemy maki, krwawnik, rumianki czy powój. W parkach dobrą praktyką staje się pozostawianie przestrzeni dzikich, gdzie kosiarki wjeżdżają sporadycznie. Coraz większe uznanie zyskują też kwietne łąki mające przyciągnąć do miast zapylacze.
Naszym zdaniem, warto się zastanowić nad taką praktyką w Środzie. Dziś wystarczy popatrzeć, co dzieje się z częścią naszych parków. Nowe Łazienki, które jeszcze niedawno przyciągały urodą, dziś się wyschniętym ugorem. A takich miejsc jest więcej. Naturalne łąki mają swoje niezaprzeczalne zalety. Bez wątpienia warto zastanawiać się nad zmianą naszych przyzwyczajeń.
(k)