Tegoroczna kampania wyborcza w Środzie jest wyjątkowo brutalna. Nie brakuje ataków z różnych stron, złośliwych komentarzy, zapowiedzi procesów. Nie brakuje chamstwa i ciosów poniżej pasa. Nawet, kiedy kurz z pola bitwy opadnie, pozostanie spory niesmak
Najbardziej merytoryczną częścią tej kampanii wyborczej była debata kandydatów w Ośrodku Kultury. Nawet, jeśli wypowiedzi kandydatów ograniczały limity czasowe, a całość rządziła się ścisłymi regułami, to jednak kandydaci wypowiadali się rzeczowo, a wyborca miał możliwość, aby ocenić, kto jest dla niego najlepszym wyborem. To, co dzieje się w internecie, to mała wojna domowa, która potem przenosi się na ulice, na dyskusje na targowisku, czy w domach. Ciągle odnoszę wrażenie, że w tej wojnie najmniej uczestniczą sami wyborcy, którzy przyjęli raczej postawę obserwatorów. Nie znaczy to, że średzianie nie mają swojego zdania. Wręcz przeciwnie. Kiedy ich trochę posłuchać, to oczekiwania i preferencje są widoczne wyraźnie, choć nie zawsze słychać nazwisko kandydata, czy też komitetu wyborczego.
A jednak ciosy poniżej pasa są zjawiskiem nie tylko niepokojącym, ale wręcz bulwersującym. Z dziennikarskiego doświadczenia i poczucia odpowiedzialności za słowo chciałbym, aby głos w debacie publicznej nie był anonimowy. Tym bardziej wtedy, gdy ktoś podnosi zarzuty wielkiego kalibru, wskazuje niemalże przestępczą działalność kontrkandydatów. Zdaję sobie jednak sprawę, że to nierealne. No chyba, że ktoś pójdzie rzeczywiście do sądu, a organy ścigania znajdą, a potem doprowadzą do skazania autorów bulwersujących wpisów.
Mimo napiętej atmosfery, a może tym bardziej ze względu na nią, serdecznie zachęcam do pójścia na wybory. Jestem pewny, że warto, tym bardziej dlatego, że samorząd jest nam najbliższy. A z niedawnego sondażu "Rzeczpospolitej" wynika, że Polacy właśnie samorząd gminy uważają za ten, poprzez który załatwiają najwięcej swoich spraw.
Co ciekawe, badania CBOS zrealizowane na zamówienie Fundacji Batorego pokazują, że aż 81 proc. uprawnionych do głosowania respondentów planuje wziąć udział w wyborach samorządowych. Sami eksperci Fundacji Batorego szacują, że frekwencja wyborcza wyniesie 49 proc. Choć są głosy, że frekwencja będzie wyjątkowo duża, może nawet rekordowa.
Z tego samego badania wynika, że aż 76 proc. osób deklarujących, że pójdzie do urn jest przekonanych, że udział w wyborach jest obowiązkiem każdego Polaka. Najczęściej wyborcy deklarują, że chcą wziąć udział w wyborach będąc przekonani o tym, że głosując na swoich reprezentantów można poprawić sytuację w swojej miejscowości. Mamy wpływ na to, co dzieje się w naszym najbliższym otoczeniu - takie dominuje przekonanie.
Badanie wskazuje, że w zbliżających się wyborach będziemy głosować, aby poprzeć konkretną osobę (47 proc. respondentów), partię (34 proc.) czy komitet wyborczy (23 proc.). W wyborach samorządowych stawiamy więc przede wszystkim na ludzi. Najczęściej wybieraną odpowiedzią na pytanie o to, dlaczego respondent waha się lub nie zamierza wziąć udziału w wyborach samorządowych jest brak zainteresowania polityką (45,3 proc.).
Samorząd to jednak polityka. Tylko, że taka, która ma na nas rzeczywisty wpływ. Tym bardziej warto głosować.
Zbigniew Król
zbigniew.krol@gazetasredzka.pl