CHOCICZA. Kiedy w lipcu zostało złożone zapytanie na wymianę pokrycia dachowego, w sierpniu dodatkowo po nawałnicy dach został uszkodzony, to chyba nikt nie wierzył w to, że w połowie listopada ten dach nie zostanie naprawiony. A tak, niestety, jest
Zespół Szkół w Chociczy ogłosił zapytanie ofertowe na wymianę pokrycia dachu na budynku Przedszkola Publicznego w Chociczy. Przewodniczący Rady Gminy Waldemar Tomaszewski poinformował, że na sesji 29 czerwca zostały zabezpieczone środki do kwoty 26.500 zł.
11 lipca z pieczątką Zespołu Szkół w Chociczy zostaje umieszczone zapytanie ofertowe, gdzie przedmiotem jest wymiana pokrycia dachowego. Termin wykonania zamówienia to 31 sierpnia. Wpłynęła jedna oferta na kwotę nieco ponad 54 tys. zł (Klimczak z Chwalęcina).
Od początku sprawa dachu w Chociczy „elektryzowała" radnych. - W moim przekonaniu nie było to zrobione tak jak powinno być - stwierdziła radna Agnieszka Król. - Mamy największy problem z dyrektorem szkoły w Chociczy - mówił radny Marek Mroziński, a radna Król zauważa, że „to nic nowego". Padały również słowa o odwołaniu dyrektora Jeziornego, który po raz kolejny postawił Radę Gminy „pod ścianą".
9 listopada na posiedzeniu komisji radny Wincenty Pawelczyk pytał wójta, jak na dziś wygląda sprawa przedszkola w Chociczy. - Nie wiem, czy ta firma, która zaczęła schodzi z budowy, bo wspomniał pan o Ostrowie. Ta pierwsza firma musi zapłacić karę - mówił radny Pawelczyk. Radny Mirosław Ratajczak mówi, że „przecież jakaś firma wygrała przetarg i nic się nie dzieje".
Wójt Aleksander Podemski powiedział, że „ta firma, która zaczęła, to weszła na budowę, przyjechała inspekcja pracy, nie miała jakiegoś kwitu, wstrzymali robotę. Szef pojechał do Poznania, żeby to wszystko „wyprostować" i podziękował za robotę i powiedział „ja już nie mam ochoty dalej robić". Pierwsza firma, która była, tzn. zanim przyszli, to ten główny macher, który tam robił, spadł z dachu i właściwie czekali, szukali kogoś innego. W momencie ogłoszenia przetargu zgłosiła się jedna firma i miał firmę podwykonawczą, którzy kiedyś tu robili, chodzili za robotą, chcieli to robić. Skończyło się jak się skończyło. Ściągamy teraz jakąś firmę z Ostrowa Wlkp., może się uda, ale to nie wiadomo. Jak jest kara, to jest do zapłacenia. Mamy umowę" - powiedział wójt... - Ja nie mam, niech wójt na mnie nie patrzy - powiedziała skarbnik Elżbieta Mnich.
(tom)