Michał Wolski mieszka w parterowym domu jednorodzinnym w Środzie przy ul. Wawrzyniaka. Od kilku miesięcy na sąsiedniej działce, tuż obok jego domu, powstaje 27-rodzinny blok. Pan Michał jest zrozpaczony inwestycją, która - jak mówi - odziera go z intymności i sprawia, że jego życie w tym miejscu nie będzie już takie samo. A może w ogóle nie będzie możliwe...
Działka u zbiegu ulic Wawrzyniaka i Staszica od dawna była przedmiotem zainteresowania developerów. Przez wiele lat stał tam duży budynek mieszkalny, który nigdy nie został ukończony. Potem developerzy chcieli tam budować kilkupiętrowy blok, ale przeciwko tym planom protestowali mieszkańcy. Sprawa trafiała do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Wysoki blok nie powstał, a działka zmieniła właściciela.

Duży blok za płotem
Obecną inwestycję prowadzi firma z Poznania. Developer otrzymał decyzję o warunkach zabudowy w czerwcu 2017 roku. Decyzję wydał burmistrz Środy.
Zgodnie z nią, na terenie u zbiegu ulic Wawrzyniaka i Staszica może powstać budynek wielorodzinny o wysokości, która nie przekracza 10 m. Budynek od krawędzi jezdni drogi ul. Wawrzyniaka musi znaleźć się w odległości co najmniej 12 m, zaś od ul. Staszica - 14 m.
W decyzji nie określono, w jakiej odległości budynek może powstać od działki sąsiedniej, na której swój dom ma Michał Wolski.
Pan Michał z wagi problemu zdał sobie sprawę dopiero wówczas, kiedy developer rozpoczął pracę tuż przy granicy z jego działką. Był zszokowany, bo w najgorszych snach nie przypuszczał, że tuż przy jego płocie powstanie blok. A przecież wybudował się w rejonie, gdzie miały być budowane jedynie domy jednorodzinne...
- Wielorodzinny budynek, blok 27-lokalowy, powstaje tuż przy granicy z moją działką. Blok ma trzy kondygnacje, a cały szereg balkonów znajduje się wzdłuż mojej nieruchomości. Kto wyjdzie na balkon, będzie mógł zerknąć sobie z bliska na mój taras, czy też nawet do domu - mówi mieszkaniec domu przy ul. Wawrzyniaka. - Sytuacja taka odziera mnie całkowicie z mojej prywatności, do której mam prawo jak każdy inny obywatel tego kraju.
- Czy ja mam prawo wyjść na swój własny taras w przysłowiowych gaciach? Teraz już chyba nie. Tutaj nie da się żyć - dopowiada wyraźnie przygnębiony. I do teraz nie wie, jak to się stało, że nikt mu nie powiedział o tak bliskiej lokalizacji bloku. Przecież protestowałby prędzej. A nie teraz, kiedy budynek w stanie surowym jest już praktycznie gotowy.
Mieszkaniec mówił "Średzkiej", że gdyby wiedział o planowanej lokalizacji bloku walczyłby, aby bliżej jego działki znajdował się parking, który obecnie jest planowany od ulicy Staszica. Wówczas blok byłby odsunięty od jego działki. - Blok było można wyrysować zupełnie w innym miejscu - mówi.

Osiedle domów jednorodzinnych
Pan Michał nie może zrozumieć, kto zdecydował o tak bliskim usytuowaniu bloku, zaledwie - jak sam wylicza - niespełna 4 metry (3,75 m) od granicy jego działki. - Budowę swojego domu rozpocząłem w 2000 roku. W warunkach zabudowy, jakie wówczas otrzymałem napisano, że zgodnie z miejscowym planem szczegółowym zagospodarowania przestrzennego tereny te są przeznaczone pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną. Taką decyzję podjęła Rada Miasta i Gminy Środa już w 1992 roku - mówi.
Dlatego Michał Wolski nie rozumie, jakim prawem dzisiaj buduje się w tym miejscu blok mieszkalny wielorodzinny. Dlaczego blok powstaje między budynkami jednorodzinnymi i to w dodatku w tak bliskiej odległości od prywatnej nieruchomości?
Problem polega jednak na tym, że stare miejscowe plany zagospodarowania straciły ważność. Dziś na takie tereny decyzje o warunkach zabudowy wydaje burmistrz. - Mimo wszystko pytanie, czy gmina na działce u zbiegu ulic Staszica i Wawrzyniaka mogła pozwolić na budowę bloku jest bardzo zasadnie. Od lat walczyliśmy, aby tak się nie stało. A jednak gmina uznała, że może liczyć wysokość nowego budynku od sąsiedniego przedszkola, a nie od domów jednorodzinnych - opowiada nam mieszkaniec innego domu w sąsiedztwie, który wcześniej także walczył z planami budowy w tym miejscu wysokiego bloku.
- W dokumentacji przesłanej mi przez Urząd Miejski nie ma nawet wzmianki, że blok będzie usytuowany tak blisko granicy. Podejmując decyzję o budowie domu w tym miejscu miałem gwarancję Urzędu Miejskiego, że teren jest przeznaczony pod zabudowę jednorodzinną. W innym przypadku nigdy nie inwestowałbym tutaj - mówi mężczyzna.

Protest do burmistrza
Pod koniec listopada Michał Wolski złożył protest w tej sprawie do Urzędu Miejskiego. Skarży się w niej, że decyzji o warunkach zabudowy sąsiedniej działki, jaką otrzymał 28 czerwca, nie załączono mapy sytuacyjnej posadowienia bloku mieszkalnego wielorodzinnego, który ma powstać blisko granicy z jego posesją. Mapy - jak twierdzi - nie widział także, gdy był osobiście w biurze w Urzędzie Miejskim.
"Wnoszę protest przeciwko temu, że tak haniebnie i podle potraktowano mnie jako właściciela nieruchomości bezpośrednio sąsiadującego z budowanym blokiem wielorodzinnym. Niezałączenie do dokumentacji mapy sytuacyjnej określającej dokładne miejsce posadowienia ww. budynku (bloku wielorodzinnego) pozbawiło mnie możliwości zweryfikowania i odniesienia się do zamierzonego planu tej budowy" - napisał mieszkaniec w piśmie do burmistrza 27 listopada. - "Dzisiaj postawiono mnie przed faktem dokonanym, pozbawiając mnie prawa do wglądu do dokumentacji, do jakiej miałem prawo jako bezpośredni sąsiad. Dlatego będę się domagał zadośćuczynienia za agresywne pozbawienie mnie prywatności i utratę dużej wartości mojej nieruchomości."
Burmistrz odpisał już 6 grudnia. Wyjaśniał, że warunki zabudowy wydaje się w przypadku braku miejscowego planu zagospodarowania i ustala się w nich kilka najważniejszych parametrów - szerokość elewacji frontowej, wysokość górnej krawędzi elewacji frontowej, wskaźnik powierzchni zabudowy. Decyzja stanowi podstawę do opracowania projektu budowlanego, na podstawie którego starosta wydaje pozwolenie na budowę.
Takie warunki zabudowy wskazują, że to prawo budowlane reguluje, że inwestycja nie może powstać w odległości bliżej niż 4 m od granicy działki sąsiada.
Burmistrz przypomniał także, że mieszkańcowi Środy przysługiwało prawo do odwołania się od decyzji burmistrza, czy też składania własnych wniosków. Ale Michał Wolski z tego prawa nie skorzystał.
- Nie protestowałem, bo przecież nie wiedziałem, że blok powstanie mi pod oknem - mówi mieszkaniec domu jednorodzinnego.
Sylwia Marchwińska, naczelnik Wydziału Geodezji i Gospodarki Przestrzennej w Urzędzie Miejskim w Środzie dopowiada, że decyzja o warunkach zabudowy tylko określa ogólne ramy planowanej inwestycji. I chociaż inwestor w złożonym do urzędu dokumencie wyrysował miejsce, gdzie chce wybudować blok, to i tak należało to traktować jedynie jako koncepcję. Dopiero pozwolenie na budowę określa dokładne miejsce inwestycji.

Starostwo nie uznało go za stronę
Decyzję o pozwoleniu na budowę wydaje starosta. Wydział Budownictwa i Dróg Starostwa Powiatowego Michała Wolskiego nie uznał jednak za stronę i o pozwoleniu go nie poinformował. - Uznalibyśmy go za stronę w chwili, kiedy złożyłby do nas wniosek o to. Wydając pozwolenie na budowę kierujemy się przepisami prawa budowlanego i decyzją o warunkach zabudowy wydaną przez burmistrza. Oznacza to, że zgodnie z prawem inwestycja może powstać w odległości 4 m od granicy działki. I nie ma znaczenia, jak wysoki będzie to budynek - powiedziała "Średzkiej" Elżbieta Dolatowska-Bachorz, kierownik Wydziału Budownictwa i Dróg. Dodaje też, że starostwo nie miało prawa zakwestionować projektu budowlanego, natomiast Michał Wolski ciągle może wnioskować o uznanie go za stronę...
Tylko, co to da?

Dlaczego ktoś mi to zrobił?
Michał Wolski nie wyobraża sobie dalej mieszkać w domu przy ul. Wawrzyniaka. A przecież ten dom to dorobek jego życia. Teraz na pewno stracił on jednak na wartości.
- Ten blok mógł zupełnie inaczej zostać usytuowany. Niech pan sobie teraz wyobrazi sytuację, że napalę w kominku. Mamy w Środzie głównie wiatry zachodnie, a więc cały dym z komina mojego parterowego domu poleci prosto w okna i balkony bloku. Dlaczego nikt o tym nie pomyślał? Przecież to kolejne źródło konfliktów. No, bo ja chyba będę mógł palić w kominku? - pyta zrezygnowany.
Na razie mieszkaniec posesji przy ul. Wawrzyniaka zastanawia się, co zrobić dalej. I od kogo domagać się odszkodowania. - Nikt nie powiedział mi, gdzie powstanie blok. To niewyobrażalne. Dziś moi znajomi i sąsiedzi przechodząc i widząc sąsiedztwo pytają mnie, jak ktoś mógł mi to zrobić. Ja też cięgle się nad tym zastanawiam - mówi Michał Wolski.
Zbigniew Król