Telefon na stanowisku kierowania Komendy Powiatowej Policji w Środzie dzwoni bardzo często. Niektóre zawiadomienia są dramatyczne. Jak to sprzed kilkunastu dni. Zdenerwowana kobieta informowała przez numer 112, że jej mąż chce popełnić samobójstwo. Aspirant Łukasz Regulski, dyżurny średzkiej komendy, przekonał przez telefon mężczyznę, który był już na torach kolejowych, że warto żyć dalej i wrócić do domu...

Aspirant Łukasz Regulski jest dyżurnym komendy w Środzie od początku tego roku. Wcześniej, od lutego 2017 roku, był zastępcą dyżurnego. W policji pracuje już w sumie 16 lat - trzy lata w prewencji w KP w Mosinie i Kórniku, potem 7 lat w Wydziale Kryminalnym w Kórniku, wreszcie ponad 3 lata w Wydziale Kryminalnym w Środzie.
- Dyżurny musi być doświadczonym policjantem, który nie tylko świetnie zna swój fach, ale także potrafi rozmawiać z ludźmi. Musi szybko i sprawnie podejmować decyzje, mieć z jednej strony empatię, z drugiej stanowczość. Choć w pracy obowiązują procedury i wskazują one, jakie trzeba wykonać czynności, to dyżurny musi myśleć nieszablonowo i do każdej sytuacji podchodzić indywidualnie - mówi aspirant Edyta Kwietniewska, oficer prasowy komendanta powiatowego policji w Środzie.

Dramatyczne zgłoszenie
- Otrzymałem zgłoszenie z Centrum Powiadamiania Ratowniczego 112, że mężczyzna, mieszkaniec centrum Środy, chce popełnić samobójstwo. Informacja była bardzo lakoniczna, żadnych szczegółów. Na miejsce natychmiast wysłałem patrol - mówi Łukasz Regulski.
Patrol policji bardzo szybko pojawił się na miejscu. Funkcjonariusze zastali tam żonę potencjalnego samobójcy. Opowiedziała im, że mężczyzna wziął pasek od spodni, chciał się powiesić, ale kiedy zaczęła dzwonić na numer alarmowy 112 wsiadł w samochód i odjechał w nieznanym kierunku. - Sytuacja była skomplikowana - mówi dyżurny KPP.
Żona mężczyzny była w stanie podać tylko markę samochodu i pierwsze litery tablic rejestracyjnych. Dyżurny szybko ustalił pełne numery, a także numer telefonu komórkowego. - Zacząłem dzwonić do niego, ale nie odbierał. Przekazałem też innym patrolom informacje o samochodzie z jasną dyspozycją, że należy go zatrzymać - opowiada Łukasz Regulski.
Telefon mieszkańca Środy był aktywny, ale nie odbierał. Policjant wysłał mu sms, prosząc o pilny kontakt. Szukał go także po nawigacji i nadal dzwonił. Wreszcie mężczyzna odebrał telefon, ale nie chciał powiedzieć, gdzie się znajduje.
- Namawiałem go, aby wrócił do domu, przekonywałem, żeby się uspokoił, bo nic wielkiego się nie stało. On obawiał się, że na miejscu już czeka na niego policja. Próbowałem go uspokoić rozmową. Mówiłem, że są lepsze i gorsze dni. Przekonywałem, aby pomyślał o swoim dziecku - mówi aspirant Łukasz Regulski.
W pewnym momencie mężczyzna rozłączył się. Wiedziałem, że sytuacja jest bardzo poważna, że ten człowiek jest w rejonie torów kolejowych i naprawdę jest załamany - opowiada dyżurny średzkiej policji. Po kolejnych próbach znów się do niego dodzwoniłem Prosiłem, by wrócił do domu, opowiadałem o swojej rodzinie, że mam dzieci, że zawsze warto dla kogoś żyć. Zadziałało - posłuchał mnie.
Dyżurny natychmiast skontaktował się z patrolami policji i zespołem ratownictwa medycznego, które znajdowały się w najbliższej okolicy miejsca zamieszkania mężczyzny. Polecił, aby oddaliły się i nie wywierały na nim presji, by się nie przestraszył i nie zmienił decyzji. Mężczyzna wrócił do domu. Dopiero wówczas wrócił tam patrol policji i karetka pogotowia. Ten pan był już dużo spokojniejszy, zgodził się przyjąć pomoc medyczną.

Tysiące telefonów
- Tak złożonego przypadku, jak ten sprzed kilkunastu dni, nie było w mojej pracy. Ale spraw trudnych jest wiele. Zdarzają się telefony dotyczące prób samobójczych, poważne interwencje domowe. Moim zadaniem jest szybko i sprawnie reagować - mówi aspirat Łukasz Regulski.
Na stanowisku kierowania KPP dyżur trwa po 12 godzin. W ubiegłym roku średzcy policjanci odnotowali 2228 interwencji, w tym - do końca listopada już 5300! Praktycznie wszystkie zgłoszenia przechodzą przez stanowisko kierowania KPP. Zdarza się, że jednocześnie trzeba zajmować się dwoma - trzema sprawami interwencyjnymi na raz.
Na stanowisku kierowania zawsze pracują dwie osoby, ale w zakres obowiązków wchodzi także nadzór nad pomieszczeniami dla zatrzymanych, przyjmowanie osadzonych i stały nadzór nad tymi osobami. Na stanowisku znajduje się 13 telefonów, w tym na samym biurku dyżurnego aż 6. W sali jest 10 monitorów. Jeśli nie ma na miejscu komendanta, to właśnie dyżurny decyduje o wszystkim, wydaje polecenia, kieruje pracą całej jednostki. Policjanci do niego zgłaszają użycie broni, kajdanek, rozlicza radiowozów i całego sprzętu służbowego. To również dyżurny i jego pomocnik obsługują przychodzących petentów, osoby które chcą zgłosić różne sprawy. To tutaj, na stanowisko dowodzenia wchodzi poczta, telegramy z jednostek policji z kraju, ważne i pilne komunikaty...
Dyżurny powiadamia też komendanta o nadzwyczajnych sprawach. Przekazuje też informację do Komendy Wojewódzkiej Policji. Ale przede wszystkim odbiera wszystkie zgłoszenia. Stanowisko kierowania jest bowiem miejscem rozwiązywania najtrudniejszych spraw, to stanowisko służb ratowniczych. A w każdym razie powinno być.
- Część spraw na pewno można byłoby zgłaszać nie w trybie alarmowym. Zdarzają się telefony o godz. 2:00 w nocy od kogoś, kto ma się zgłosić na przesłuchanie w ciągu dnia i chce przełożyć termin. Zdarzają się pytania, czy długo będzie się stało w korku. Ale zadzwoni też ktoś szukając pomocy prawnej, bo rozwodzi się, czy też chce się dowiedzieć numer postoju taksówek. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca - mówi asp. Edyta Kwietniewska.
Niestety, na numery alarmowe, także ten policyjny, wpływa coraz więcej spraw błahych. W kwestiach dotyczących interwencji dyżurny musi zdecydować, gdzie wysłać patrol. Jeśli w tym samym czasie ma miejsce stłuczka na parkingu i kierowcy wzywają funkcjonariuszy, a także jest interwencja domowa, związana na przykład z przemocą, patrol na pewno skieruje na to drugie miejsce. Kierowcy muszą uzbroić się w cierpliwość i zwyczajnie zaczekać, bo nie jest to sytuacja niebezpieczna, pilna, zagrażająca życiu czy zdrowiu.
- Stres związany z tą pracą jest oczywiście duży. Ale na stanowisku nie ma miejsca na nerwy. Konieczny jest spokój i rzeczowe podejście do osoby, która dzwoni. Przecież, jeśli podniósłbym głos, ktoś się rozłączy, a ja jako policjant nie będę mógł pomóc
- mówi Łukasz Regulski.
(kóz)