Olgierd Lewandowski, społecznik, prawnik, wykładowca, mieszkaniec gminy Krzykosy, stara się zwrócić uwagę samorządu powiatowego na sprawy szeroko rozumianej sfery wykluczenia komunikacyjnego i informatycznego, które dotknęło dużą grupę mieszkańców powiatu średzkiego. Napisał w tej sprawie do przewodniczącego Rady Powiatu Piotra Kasprzaka. Sam przewodniczący na ostatniej sesji zlecił przyjrzenie się temu poważnemu problemowi
"Przed kilku laty prowadzono na terenie powiatu średzkiego prace zmierzające do zapewnienia mieszkańcom internetu szerokopasmowego poprzez doprowadzenie światłowodu do domów i zakładów pracy. Jak się obecnie okazuje, system ten jest w dużej mierze fasadowy i niepełny, przestarzały i pozorny" - napisał Olgierd Lewandowski do przewodniczącego Rady Powiatu Piotra Kasprzaka.
Mieszkaniec przypomniał, że w dobie pandemii i konieczności "prowadzenia dużej aktywności w obszarze pracy zdalnej, nauki na odległość, e-medycyny (zdalna rejestracja, diagnostyka i odbiór wyników diagnostyki), korzystania z zalet e-administracji samorządowej jak też rządowej", szybki internet to podstawa. Dziś możliwość dostępu do internetu, łącz szerokopasmowych nie jest już luksusem, zbędną fanaberią, ale dobrem podstawowym umożliwiającym sprawne i bezpieczne funkcjonowanie społeczeństwa.
"Pozbawienie takiego dostępu lub jego niezapewnienie, w tej szczególnej chwili jest niekiedy wobec osób schorowanych, z grup ryzyka podatnych na zakażenie wręcz sprowadzeniem takiego niebezpieczeństwa albowiem zmusza obywateli do opuszczania swoich miejsc zamieszkania i kontaktowania się z innymi osobami, często chorymi bezobjawowo. Brak takich rozwiązań w dobie licznych gospodarczych obostrzeń i ograniczeń pozbawia możliwości zarobkowania przedsiębiorców np. w obszarze popularnych ostatnio sklepów internetowych, czy logistyki transportu" - wskazuje społecznik.
Według jego obliczeń, w samym Pięczkowie problem dostępności do internetu może dotyczyć nawet 90 domostw, a ponad 300 w pozostałej części gminy Krzykosy. W całym powiecie mówimy być może stali tysięcy wykluczonych cyfrowo.
"Pozwalam więc sobie na koniec wyrazić przekonanie, że jeżeli moja konstatacja i analiza problemu jest prawdziwa, to przemnożona przez kilkaset takich przypadków pozwala sądzić, że straty jakie ponoszą mieszkańcy powiatu, ich uciążliwości w codziennym bytowaniu, a także straty jakie ponosi w dalszym planie gospodarka są naprawdę poważne i wymagają pochylenia się odpowiednich instytucji nad ujawnionym problemem. Dlatego zwracam się z gorącą prośbą o zainicjowanie prac mogących poprawić tę sytuację nie tylko w moim przypadku, ale całej naszej społeczności, o działania dla dobra wspólnego" - zwrócił się Olgierd Lewandowski do przewodniczącego Rady Powiatu. Zadeklarował też swoją pomoc nie tylko w prezentacji problemu przed Radą Powiatu, czy zainteresowanymi instytucjami, lecz także w nagłośnieniu problematyki wykluczenia społecznego w mediach.
(k)

Rozmowa
Kilometr od światłowodu
Zbigniew Król - Dostęp do internetu, to zapewne temat rzeka. Pan zdecydował się ostatnio zwrócić o pomoc do radnych powiatowych, bo czuje się pan wykluczony?
Olgierd Lewandowski - Nie ukrywam, że przez ostatnie dwa lata walczyłem z pewną abstrakcyjną dla mnie niemożnością posiadania w domu szybkiego Internetu. Obecnie walczę, by mieć jakikolwiek internet. Kilka lat temu prowadzono w powiecie szeroko zakrojone prace mające w zamierzeniu doprowadzić internet dobrej jakości do każdego domu w powiecie. Takie były hasła. Mnie zabrakło do pełnego szczęścia dosłownie 1000 m, bo tyle mnie dzieli od końca światłowodu.
Do tej pory nie uzyskałem wiarygodnej odpowiedzi na to pytanie. Nie były to na pewno względy ekonomiczne, bo jak mówili mi pracownicy ekip kładących światłowód, zmarnowano tyle pieniędzy przez niedbale i nieprzemyślane prace projektowe, że gdyby dokonać odpowiednio wcześnie rozeznania w uwarunkowaniach terenowych, to dzisiaj nie byłoby tyle osób pozbawionych tego cywilizacyjnego standardu.
Prawdziwy szok przeżyłem wówczas, gdy zaproponowałem Działowi Inwestycji INEI, że sfinansuję te prace, że wyłożę pieniądze. Uzyskałem dwukrotnie odpowiedź, że „nie", bo „nie" i mam się zwrócić ponownie w tej sprawie za rok. Klasyczne pisanie „na Berdyczów". Rozpocząłem prace na łączu radiowym LTE jednego z operatorów.

Konieczność posiadania dobrego łącza internetowego dziś jest koniecznością. Chyba bez niego coraz trudniej żyć?
Rzeczywiście. Przyszła pandemia i wszystko się zmieniło. Dzieci i studenci zaczęli się uczyć zdalnie, ludzie także zdalnie pracowali. Do lekarza, do banku, urzędu tylko drogą elektroniczną można się zwrócić. Ci, co mają łącza szerokopasmowe mogą się czuć wygranymi. A cała reszta pracująca na łączach radiowych, tak jak ja na LTE?
Niestety, tego typu sieci przeciążone też przede wszystkim zdalną nauką i pracą stały się niewydolne, transfer danych spadł do tak żałosnych wartości, że wysłanie poczty elektronicznej, dokonanie operacji w banku jest tak utrudnione, że czasami muszę czekać do północy, gdy sieć nie jest tak obciążona, by cokolwiek zrobić w tej materii. Niestety, musiałem przestać pracować zdalnie na uczelni, gdyż zajęcia stały się niemożliwe, a praca z młodzieżą była moją pasją.

Czy pańskim zdaniem problem dotyka wielu ludzi?
W wyniku przypadkowych rozmów na ulicy, w sklepach, także z bankowcami, czy urzędnikami w gminie oraz powiecie dowiedziałem się, że to nie jest jednostkowa tylko moja sprawa, że ludzi, gospodarstw, którzy nie mogą załatwić najprostszych spraw poprzez internet są i mówię to odpowiedzialnie za swe słowa setki w każdej gminie naszego powiatu. Stało się tak, że całkowicie wywróciła nasz styl życia, pracy.
Jesteśmy odizolowani w naszych domach i stamtąd usiłujemy ogarnąć nasze problemy i zadania życiowe. Sieć założona kilka lat temu odpowiadała może w 60 procentach ówczesnemu zapotrzebowaniu, ale nie była to sprawa gardłowa, bo mieszkańcy radzili sobie w inny, tradycyjny sposób.
Teraz nie ma już o tym mowy. Pandemia nie zniknie z dnia na dzień. Widzimy, jak wygląda problem szczepień. Możemy w tych warunkach bytować jeszcze kilka lat. I zadaję teraz pytanie: jak będzie wyglądała nauka i poziom wiedzy dzieci pozbawionych dostępu do szerokopasmowego internetu? Nie pojadą do teatru obejrzeć przedstawienie, inscenizację lektur. Ci, co będą mogli, to obejrzą w domu przedstawienia w internecie. Tam będą szukali możliwości nauki, rozwiązywania zadań, edukacji. A reszta?
Reszta pozbawiona tych szans edukacyjnych nie zdobędzie zawodu na miarę swoich aspiracji i talentów, ich rodzice nie będą mogli pracować zdalnie, nie osiągną dochodów z tej coraz swoich talentów i ambicji. Nie zda matury, będzie miała problemy z rekrutacją na studia. Dotyczy to też dużej liczby kobiet, które mogłyby uzyskać dodatkowe dochody wychowując jednocześnie dzieci. Osoby starsze, seniorzy nie zapiszą się na szczepienia, nie zdobędą zdalnie wyników swoich badań, nie zarejestrują się w przychodni, nie będą leczeni w trybie teleporad. I nie jest tak, że osoby starsze i tak by z tego nie skorzystały. Widzę seniorów w mojej miejscowości, w Pięczkowie, którzy świetnie czują komputery, pożytki z sieci, jest tylko jedno "ale": muszą mieć do tego dostęp. Nie wszyscy mają.

Czyli jednak mamy do czynienia z wykluczeniem cyfrowym, które będzie miało ogromne skutki?
Wykluczenie cyfrowe, wykluczenie informatyczne, które jest już faktem i będzie narastać z każdym miesiącem. Dlatego ośmielony licznymi głosami sąsiadów, znajomych z praktycznie każdej gminy naszego powiatu postanowiłem wywołać temat publicznie. Powiem egoistycznie: ja sobie poradzę, ale trzeba myśleć o innych, o przyszłości naszego społeczeństwa, o tym, co tak ładnie się nazywa, o „naszej małej ojczyźnie".
Sporządziłem stosowne pismo i skierowałem je pod rozwagę do przewodniczącego Rady Powiatu.

I na co pan liczy, czego się pan spodziewa? Jakiej reakcji?
Już się doczekałem bardzo miłej reakcji z otoczenia pana przewodniczącego i obietnicy rzetelnego i sumiennego zajęcia się tą sprawą. Jak dziś widzę, ta obietnica jest realizowana. Wierzę, że wszyscy ludzie dobrej woli, bez względu na poglądy polityczne zajmą się tą sprawą. Jako prawnik często spotykam się ze zwrotem „dla dobra publicznego", u mnie na wsi u przyjaciół słyszę frazę „ku sąsiedzkiej zgodzie", bardzo mi się to podoba. Jestem dobrej myśli.

Czyli optymistycznie?
Oficjalne dane statystyczne podają, że mamy najniższy spadek inwestycji od chyba 25 lat. Inwestycja w likwidację stref wykluczenia cyfrowego jest właśnie inwestycją w przyszłość i zamożność obywateli. Nie ma innej drogi. Każdy, kto będzie myślał inaczej może spotkać się w przyszłości z zarzutem niegospodarności i działania na szkodę nas wszystkich.
Nie sądzę, by ktoś podjął takie ryzyko. Jestem optymistą.