To będzie już druga Wielkanoc z Covid-19 w tle. Po raz kolejny z ograniczeniami, bez niektórych obrzędów, bez masowych liturgii. O Świętach Wielkanocnych w czasie epidemii, trudnościach z jakimi zmagają się w ostatnim czasie wierni i przyszłości Kościoła opowiada ks. Karol Świergosz wikariusz parafii Najświętszego Serca Jezusa w Środzie
Krzysztof Kubiak - Jak ksiądz spędził ubiegłoroczną Wielkanoc?
ks. Karol Świergosz - Po Bożemu! Wszelkie sprawy liturgiczne odbywały się normalnie, lecz w skali „mikro", więc raczej nie była to najweselsza Wielkanoc w moim życiu. W kwestii obowiązków było dla mnie bardzo podobnie, wtedy obowiązywało ograniczenie poruszania się więc inaczej wyglądała kwestia chociażby odwiedzin rodziny, które nie wchodziły w grę. Mam nadzieję, że w tym roku będzie lepiej, choć na razie na to się nie zapowiada.
No właśnie, w tym roku zdaje się być dosyć podobnie.
Tak, chociaż na pewno nie będzie tak samo. Już trochę wiemy z czym mamy do czynienia i skala jest inna i też zmęczenie ludzi wszystkimi obostrzeniami jest inne. Wystarczy się przejść po Środzie i poobserwować kwestię przestrzegania zasad, pod tym względem sytuacja jest na pewno diametralnie różna od zeszłorocznej.
Jak się ksiądz odnosi do ograniczeń, limitów obowiązujących w kościołach? Powstała petycja do premiera o zniesienie tych limitów. Pojawiają się też głosy, że takie obostrzenia to dążenie do zniszczenia Kościoła.
Trudno znaleźć w tym wszystkim informacje, które byłyby pozbawione dużych emocji. Z jednej strony pojawia się pytanie o adekwatność i sensowność tych limitów, ale nie jestem specjalistą, ani epidemiologiem, by się o tym szerzej wypowiedzieć. Czy dąży to do zniszczenia Kościoła? To jest jakieś zamykanie potrzeby, którą katolicy bez wątpienia mają, zwłaszcza w sytuacji najważniejszych Świąt w całym roku liturgicznym. Policzono, że przy obecnych limitach mniej więcej 2-3 procent katolików będzie mogło uczestniczyć w tych obrzędach. My postaramy się maksymalnie ułatwić obecność w kościele, czy to chociażby przygotowując krzesła na zewnątrz świątyni, aby każdy kto chce przeżyć te Święta jak najbardziej pobożnie miał taką szansę. Można to oczywiście wykorzystać jako atak na kościół, jeśli ktoś będzie chciał to będzie sprawdzał czy ten limit jest przestrzegany. Choć chciałbym, żeby z taką samą gorliwością traktowano wszystkie inne miejsca, gdzie gromadzą się ludzie. Będąc w jednym z marketów ostatnio sam widziałem brak przestrzegania tych limitów i dystansu. Nie szedłbym jednak tak daleko w tych rozważaniach, choć jako prawnik z wykształcenia zastanawiam się, na ile wprowadzanie ograniczeń w swobodzie kultu religijnego w formie rozporządzenia jest legalne; a to poważna wątpliwość z punktu widzenia prawnego. Trudno tu znaleźć właściwą miarę.
Jak w tym roku będą wyglądały obchody Świąt i Triduum Paschalnego, co ze święconką?
Oprócz zmniejszonego limitu miejsc i pewnych zmian w liturgii - np. nie będzie obrzędu umywania nóg w Wielki Czwartek czy adoracji krzyża w Wielki Piątek przez ucałowanie, to całość będzie wyglądała tak, jak zwykle. W sprawie święconki, to odbywać się będzie na zewnątrz kościoła.

W jaki sposób kontrolowane są limity wiernych?
Jest tablica z informacją o limicie, ale nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy komuś mówię, że nie może uczestniczyć w liturgii, bo przyszedł jako 24. osoba. Z całym szacunkiem, ale jest priorytet zbawienia. Wzywamy do odpowiedzialności, zwracamy uwagę, aby mieć ograniczenia na względzie i zachęcamy do ich przestrzegania; jednak nie będę się wcielać w policjanta. W zeszłym roku nie dochodziło do takich sytuacji, aby limit był przekraczany; ludzie się bardziej bali. Teraz część osób wróciła do kościoła, więc jak decydować? Kto pierwszy ten lepszy? Nie ma tu dobrej drogi, a moim zadaniem jako księdza jest zapewnienie wszelkich środków potrzebnych wierzącemu do zbawienia. Jeśli ktoś chce z nich skorzystać to będziemy robić wszystko, aby zgodnie z zasadami bezpieczeństwa to umożliwić.
Przychodzą do księdza osoby, które nie radzą sobie na poziomie stricte psychicznym nie mogą poradzić sobie z epidemią?
To problem naszego społeczeństwa w ostatnim czasie. Ja się nie dziwię, jeśli ktoś karmi się wyłącznie tym co jest w mediach, nie wchodzi ze strachu w żadne relacje z innymi, to rzeczywiście to przygnębia. Tak na dłuższą metę nie da się funkcjonować. W kontekście rozmów w konfesjonale, czy też indywidualnych rozmów to tak, zdarzają się takie problemy. Ale to też wiąże się już z przełamaniem tego strachu, wyjścia z domu, przyjścia do księdza. Odwiedzamy też wiele osób starszych i chorych, chociażby teraz przed Świętami, oczywiście wszystko w ramach zasad bezpieczeństwa. Zanosimy takim osobom nie tylko Komunię Świętą, ale także naszą obecność, gdyż oprócz opiekunki czy kogoś, kto robi zakupy niemal nikogo nie spotykają, a to sprzyja depresyjnym myślom.
Co ksiądz mówi takim osobom?
To jest bardzo trudne pytanie. Tak naprawdę dla każdego to są inne słowa. W kwestii chorych, to te osoby odwiedzam w wielu wypadkach już trzeci rok, więc trochę się znamy, a to ułatwia rozmowę. Najważniejsza jest w takich sytuacjach potrzeba odnalezienia sensu. Jeśli zatracę sens, to wyjście na spacer, na balkon wiąże się z pytaniem „po co"? Moim sensem jest służba Bogu i bliźniemu, mam mnóstwo roboty, więc to nadaje sensu wstawaniu, wychodzeniu pomimo zagrożenia. W przypadku osób starszych czasem ich rodziny boją się bardziej zagrożenia niż one same i nie odwiedzają ich w ogóle. To straszne doświadczenie. Ryzyko jest, ale pytanie brzmi: czy większym ryzykiem będzie to, że przez nadmierną ostrożność moja starsza babcia ostatnie chwile życia będzie spędzała sama, czy też, że się zarazi chorobą. Nie chcę nikogo oceniać, bo to jest dramatyczny wybór, to są bardzo trudne sytuacje.
To trochę psychologia.
Tak, chociaż staram się nie wchodzić w kompetencje kogoś kim nie jestem.
Jak epidemia zmieni oblicze Kościoła?
Kościół w swoim rdzeniu się nie zmieni, prawdy, które głosi są niezmienne. Niektórzy mówią, że będziemy mieli do czynienia, zwłaszcza w Polsce, z przejściem z Kościoła masowego do wspólnotowego. Trudno ocenić i prorokować, ale będzie to spore oczyszczenie, będzie to wymagało więcej zaangażowania od nas duszpasterzy, wchodzenia w relacje, w więzi, one będą decydujące. Jak się zmieni Kościół? Ja jestem tylko wikariuszem, to ograniczona perspektywa! (śmiech) Dla mnie jako księdza przyszłość będzie znacznie większym wyzwaniem dla kreatywności, poświęcenia. Trudno dziś coś więcej powiedzieć, jesteśmy w ciągu tej sytuacji, nie wiadomo jak długo to potrwa.