Przyszły rok szkolny może się okazać ostatni w historii Keglika. Niepubliczna szkoła, która została powołana do życia jako gimnazjum, po reformie oświatowej dwa lata temu zaczęła funkcjonować jako szkoła podstawowa. Bez pomocy samorządu nie jest jednak w stanie sama znaleźć obiektu, w którym docelowo prowadziłaby zajęcia w szkole 8-klasowej
Od dwóch lata Stowarzyszenie Absolwentów i Sympatyków Liceum Ogólnokształcącego im. Powstańców Wielkopolskich w Środzie szuka obiektu, w którym mogłoby prowadzić szkołę 8-klasową. Poprzednie władze - burmistrz Wojciech Ziętkowski i starosta Marcin Bednarz - jako możliwą lokalizację wymieniały Janowo, tuż za granicami miasta. Miała tam powstać szkoła, do której uczęszczaliby uczniowie z północno - wschodniej części miasta.
Problem w tym, że poza pomysłem, wstępnymi deklaracjami, nic w tej sprawie się nie wydarzyło. Dziś miasto nie planuje budowy takiej szkoły.
Stowarzyszenie na własną rękę szukało innej lokalizacji. Sprawdzało m.in. obiekt po Tesco przy ul. 17 Września, ale koszt adaptacji budynku na cele szkolne był ogromny. Sprawdzano możliwości związane z zakupem budynku przy ul. Wrzesińskiej. Ale tam z kolei brakowało zaplecza dla budynku. Były także inne pomysły. - Rozmawiałam także z osobami zamożnymi z gminy Środa, namawiając ich, aby nowy obiekt dla szkoły potraktowali jako inwestycję. Niestety, nikt nie był zainteresowany - mówi Emilia Ostrowska, dyrektor Keglika i prezes Stowarzyszenia Absolwentów i Sympatyków Liceum Ogólnokształcącego im. Powstańców Wielkopolskich w Środzie.
Stowarzyszenie bardzo liczyło na średzki samorząd. Jeszcze miesiąc temu, jak opowiada Emilia Ostrowska, starosta Ernest Iwańczuk razem z burmistrzem Piotrem Mielochem deklarowali pomoc. Starosta obiecał, że Keglik będzie mógł prowadzić w obiekcie liceum nabór do klasy VI i VII. Niespełna dwa tygodnie temu z tej deklaracji się wycofał.
Starosta potwierdza, że zmienił zdanie. - Ze względu na reformę, Liceum Ogólnokształcące będzie prowadziło nabór do sześciu klas pierwszych. Liceum potrzebuje więc więcej sal. Z tego względu musiałem podjąć taką decyzję. Keglik nie będzie mógł prowadzić naboru do klas prowadzonych w gmachu liceum - mówi starosta Ernest Iwańczuk.
Przypomnijmy, że liceum chce prowadzić nabór do sześciu klas - do trzech będzie skierowana do absolwentów gimnazjów, do trzech do uczniów szkół podstawowych. Ile ostatecznie powstanie klas, okaże się po naborze.
Czy rzeczywiście w liceum w przyszłym roku zabrakłoby miejsca dla Keglika? To już pozostaje sprawą dyskusyjną. Nawet optymistycznie zakładając, że nabór do LO zakończy się pełnym sukcesem i powstanie sześć klas pierwszych, to razem z trzema klasami z Keglika (VI - VIII), oznaczałoby to, że w obiekcie uczy się 15 klas. Dziś jest ich 14, choć izb lekcyjnych potrzeba więcej, gdyż klasy w Kegliku (obecnie klasa VII, VIII i dwie klasy III gimnazjum) są liczne i część zajęć trzeba prowadzić w grupach. Emilia Ostrowska deklarowała, że przy nowym naborze klasy będą mniej liczne, aby takiego dzielenia uniknąć.
Emilia Ostrowska przypomina też, że pewnym okresie kiedy ona była dyrektorem liceum, w szkole uczyły się aż... 24 klasy. Nauka odbywała się jednak wówczas na dwie zmiany.
Sprawa na dzisiaj jest zamknięta. Jeśli starosta nie zmieni zdania, a docelowo samorząd nie pomoże Keglikowi, to zniknie on z mapy oświatowej powiatu średzkiego. A warto pamiętać, że szkoła była bardzo chętnie wybierana przez uczniów, plasowała się w czołówce gimnazjów w Wielkopolsce, szczyciła się niezwykłą skutecznością w korzystaniu z funduszy europejskich. W ciągu swojej dotychczasowej 6-letniej historii pozyskała z funduszy 1,8 mln zł! Uczniowie szkoły co roku wyjeżdżają do krajów Europy, kształcą się i zdobywają liczne umiejętności. Kształcili się przez te lata także nauczyciele. Keglik chciał być bowiem szkołą dwujęzyczną i przygotowywał do tego systematycznie kadrę. Cały trud zniweczyła reforma oświaty. Ale samorząd także do tej pory szkole nie pomógł.
Zbigniew Król
Rozmowa
Nie możemy uczyć na łące
Z Emilią Ostrowską, dyrektor Keglika i prezes Stowarzyszenie Absolwentów i Sympatyków Liceum Ogólnokształcącego im. Powstańców Wielkopolskich w Środzie rozmawiał Zbigniew Król.

Zbigniew Król - Czy w związku z decyzją starosty, los Keglika jest przesądzony?
Emilia Ostrowska - Taka decyzja oznacza w praktyce wygaszanie szkoły. Nie możemy uczyć na łące, czy na ulicy. Przez ostatnie dwa lata, po wprowadzeniu reformy oświatowej likwidującej gimnazja, istniała obawa likwidacji szkoły. Staraliśmy się temu zapobiec, ale teraz musimy jasno sobie powiedzieć, że bez zapewnienia odpowiednich standardów szkoła nie będzie istnieć. Przez te lata bardzo dbaliśmy o jakość i nie możemy pozwolić sobie na bylejakość.
Kiedy w 2012 roku powstał Keglik, naszym celem było działanie w trzech kierunkach. Po pierwsze, zatrudnianie nauczycieli naszego liceum, którzy tracili pracę z powodu niżu demograficznego i zmniejszania ilości klas. Po drugie chcieliśmy stworzyć gimnazjum, które będzie zapleczem intelektualnym dla LO. Aby pozyskać taką młodzież postanowiliśmy intensywnie pozyskiwać projekty unijne, aby stworzyć szkołę piękną, mądrą i nowoczesną.
Nasi uczniowie otrzymują bezpłatnie tablety, do szkoły przychodzą w mundurkach, do także podkreśla ich identyfikację ze szkołą. Ale przede wszystkim stworzyliśmy warunki, aby uczniowie i nauczyciele mogli brać udział w licznych projektach unijnych, jeździć, poznawać i kształcić się także za granicą. Wszystkie założone cele udało nam się zrealizować.

Jak szkoła funkcjonowała w gmachu liceum?
Staraliśmy się też do liceum dokładać swoją cegiełkę. W ciągu sześciu lat zapłaciliśmy około 200 tys. czynszu. Kupiliśmy niektóre sprzęty, meble. Uczeń Keglika kosztował budżet państwa tyle samo, co uczeń liceum. Dzięki temu mieliśmy możliwość korzystania ze wszystkich klas liceum.
Tak naprawdę Keglik utrzymywał się z subwencji oświatowej, środków, które pozyskiwaliśmy w ramach licznych projektów europejskich i wreszcie dzięki sponsorom, którzy byli nam życzliwi.

Reforma oświaty spadła na Keglika jak grom z jasnego nieba...
Nie byliśmy przygotowani na tak radykalne zmiany w oświacie, jak likwidacja gimnazjów. Szybko przekształciliśmy się w szkołę podstawową, ale mieliśmy świadomość, że potrzebujemy innego miejsca na działalność 8-klasowej szkoły. Szukaliśmy różnych rozwiązań, prowadziliśmy rozmowy z włodarzami powiatu i miasta, którzy, jak deklarowali, widzieli potrzebę istnienia szkoły na terenie powiatu. Bo przecież coroczne wyniki egzaminacyjne świadczyły, że to co robimy ma sens. My też mieliśmy nadzieję, że jesteśmy potrzebni.

Dostała pani obietnicę możliwości prowadzenia naboru w budynku liceum do klasy VI i VII?
Bodajże w grudniu spotkałam się ze starostą, burmistrzem i przewodniczącym Rady Miejskiej. Usłyszałam, że możemy być spokojni i liczyć na pomoc, a także, że będziemy mogli prowadzić nabór do klasy VII i VII. W pierwszym tygodniu ferii starosta wycofał się ze swojej deklaracji.
Informację tę przekazałam już zarządowi stowarzyszenia i nauczycielom. Kiedy zakładaliśmy Keglika wydawało nam się, że tworzymy szkołę na 100 lat, bo to co buduje się z oddaniem wydaje się, że jest zobowiązaniem na całe życie.
Będziemy pracować wytrwale do samego końca. Jeśli nic się nie zmieni, za rok ósma klasa zakończy historię Keglika.