KRZYKOSY. Tłumy mieszkańców, przede wszystkim najmłodszych, witały Mikołaja przejeżdżającego przez wszystkie miejscowości gminy Krzykosy. Przez dwa dni, w sobotę i niedzielę, udało mu się przejechać prawie koło każdego domostwa w gminie
- Rok temu po raz pierwszy przy Gminnym Ośrodku Kultury zorganizowaliśmy spotkanie z Mikołajem. Było mnóstwo dzieci. Ale w tym roku z wiadomych względów takie spotkanie było niemożliwe. Wymyśliliśmy więc inną formę. Skoro dzieci nie mogą przyjechać i przyjść do Mikołaja, to Mikołaj przyjedzie do nich - opowiada dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Krzykosach Ryszard Włodarczyk.
Przygotowania trwały prawie miesiąc. Zaangażowało się nie sporo osób: stolarz Michał Bałażyk, który najpierw podarował sklejkę na renifery, potem je wyciął, a wreszcie pomógł w odnowieniu sań, Krzysztof Jankowiak, który pożyczył sanie góralskie, wcześniej wiszące od lat w jego magazynie, plastyk Daria Świat, która pięknie przygotowała same renifery, Zbigniew Gałąska, który przygotował konstrukcję, do której na samochodzie zostały renifery przymocowane oraz Mieczysław Kaczmarek i Mateusz Włodarczyk, którzy wcielili się w elfy. Elfem miał być też Krystian Jóźwiak - z GOK w Krzykosach, ale niestety nie mógł pojawić się podczas przejazdu w sobotę i niedzielę. W rolę Mikołaja wcielił się oczywiście dyrektor Ryszard Włodarczyk.
Konieczne było zakupienie oświetlenia ledowego oraz strojów dla Mikołaja i elfów. To jednak nie wszystko. Zanim przyszła sobota i niedziela, Ryszard Włodarczyk przejechał całą gminę i ustalił trasę. Okazało się, że przejazd z prędkością 10 - 15 km na godzinę zajmuje około 8 godzin. Trasa została zatem podzielona na dwa dni, by począwszy od godziny 16 przejazd zakończyć koło godz. 20:00.
- Kiedy tylko pokazała się informacja na Facebooku, rozdzwoniły się telefony, bo każdy chciał wiedzieć, czy na pewno przejedziemy koło jego domu. Nam zależało, abyśmy byli prawie wszędzie. Musieliśmy zrezygnować tylko z miejsc, gdzie trudniej dojechać lub niemożliwe jest zawrócić - opowiada dyrektor GOK.
W sobotę trasa przejazdu rozpoczęła się w Kaźmierkach i Garbach. Wszędzie na ulicę tłumnie wychodzili domownicy. Pięknie ozdobiony wóz GOK, wyposażony w renifery i sanie, sprawiał wielką radość mieszkańcom. Pomysł okazał się „strzałem w dziesiątkę".
(kóz)