Ostatni tydzień minął pod znakiem protestów dotyczących przymusowego odebrania matce 6-letniej Eleny. Pikiety, głosy oburzenia wylewające się z portali społecznościowych, także hejt w stosunku do kuratorek i policji przeplatały się z realną pomocą. W ciągu zaledwie kilku dni udało się zebrać prawie 150 tys. zł, które miejmy nadzieję, wystarczą na pomoc prawną we Włoszech i koszty sądowe. Dziś, bez względu na to, kto popełnił jakie błędy, najważniejsza jest właśnie pomoc prawna dla Elizy i jej córki
Dramatyczne nagrania z odebrania dziecka zostały już wyświetlone w internecie na różnych stronach i profilach kilkaset razy. Budzą one ogromne emocje, bo widać na nich jak w praktyce wygląda przymusowe odebranie dziecka. Gdyby nie nagranie, nikt z nas by się tego nie dowiedział, a opowieści matki o technikach zdobywania zaufania dziecka, które mają w efekcie doprowadzić do jego odebrania siłą, większość z nas mogłaby uznać za przesycone emocjami fantazje matki. Obserwując to wszystko trudno mi przyjąć do wiadomości niektóre opinie mówiące o tym, że przymusowe odebranie dziecka odbyło się w zgodzie z jego prawami i jego godnością. Podczas takich odbiorów prawa dziecka i jego godność to wartości niestety stojące na dalekim planie.
Dziś jednak pora chłodzić emocje, które zawsze są złym doradcą, by nie doprowadzać do kolejnych tragedii, traum, poczucia braku bezpieczeństwa. Trzeba odłożyć hejt, chęć rewanżu, czy zemsty, a skupić się na tym, co w tej chwili najważniejsze, czyli realną pomoc z szukaniu pomocy prawnej we Włoszech.
Na razie Eliza Rzun skupia się na możliwości uzyskania spotkania z córką. To bez wątpienia będzie kolejne ciężkie przeżycie dla dziecka i jej matki. Od włoskiego sądu, jego szybkości działania zależeć będzie, jak długo będzie trwała ta dramatyczna sytuacja.
Środa bez wątpienia stoi murem za Eleną. Widać to po licznych akcjach pomocy, zbiórkach odbywających się w różnych miejscach, głosach wsparcia. Ale trzeba sobie też powiedzieć, że takie silne emocjonalne wydarzenia nie są newsami, które z taką siłą będą funkcjonować nie tylko miesiącami, a nawet tygodniami. Doświadczenie pokazuje, że zainteresowanie sprawą może spadać. Chciałbym, abyśmy jako lokalna społeczność potrafili wspomagać średzianki tak długo, jak będzie to potrzebne.
Zbigniew Król
zbigniew.krol@gazetasredzka.pl