Paweł Dopierała, prezes Szpitala Średzkiego opowiada w rozmowie ze Zbigniewem Królem, jak obecnie wygląda sytuacja w szpitalu, jak chroniony jest szpitalny personel i dlaczego tak ważne jest, aby stosować się do procedur.

Zamknięty szpitalny parking, namioty do selekcji pacjentów... Luzie mówią, że takich widoków nie widzieli nawet podczas stanu wojennego. Konieczność?
Jeśli chodzi o namioty przed szpitalem i zamknięty parking, to służą one do triażowania, czyli selekcji chorych przed budynkiem szpitala. Gdyby osoba chora weszła do szpitala, musielibyśmy przeprowadzać w nim pełną dezynfekcję. Wyłączenie wywiadu z pacjentem poza budynek szpitala służy więc temu, aby szpital przez cały czas mógł funkcjonować normalnie.
Obecnie każda osoba, która do nas trafia przechodzi najpierw przez namiot, w którym przeprowadzany jest wywiad. Sprawdzamy, czy miała ona kontakt z osobą chorą, sprawdzamy temperaturę, spisujemy dane osobowe. Osoba z temperaturą absolutnie nie wejdzie do szpitala, a jeśli występuje podejrzenie kontaktu i jest temperatura, to taka osoba jest izolowana w drugim namiocie.
Trzeci namiot służy do dekontaminacji pracowników, dla których jest to miejsce, gdzie mogą się przebrać, zdezynfekować i normalnie wrócić do pracy po kontakcie z badaną osobą. Tam zdejmują ubranie ochronne, przebierają się w normalne rzeczy.
Trzeba pamiętać, że szpital w Środzie zabezpiecza poznański szpital przy ul. Szwajcarskiej, gdzie obecnie nie ma Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Czyli część pacjentów, która tam by trafiała, trafia teraz do nas. Absolutnie nie możemy więc sobie pozwolić na wyłączenie szpitala, czy też SzOR-u. Mamy tutaj przecież stany nagłe, trafiają osoby po wypadkach, poważnie chore na inne rzeczy, wreszcie ciężarne, które w Środzie rodzą.
Dlatego też w szpitalu obowiązują rygorystyczne procedury. Ale to właśnie dzięki nim jesteśmy w stanie funkcjonować.

W Środzie mieliśmy już przypadki podejrzenia koronawirusa?
Tak. I one trafiały do Poznania. Dlatego pojawiają się u nas karetki przewożące pacjentów do Poznania na Szwajcarską, ale też, jeśli stan nie jest poważny, a osobę przywiózł do nas jej bliski, to sami mogą się udać do Poznania własnym autem, bo przecież i tak już mieli kontakt. W Poznaniu są przeprowadzane testy. Do tego momentu [rozmowa odbyła się w niedzielę] nie został potwierdzony ani jeden przypadek zachorowania z powiatu średzkiego.

Jakie środki ostrożności są stosowane w przypadku personelu? W Puszczykowie zaraziła się pielęgniarka, która miała kontakt z chorą kobietą...
Na dzisiaj jesteśmy w stanie dość dobrze się zabezpieczyć. Niczego nam nie brakuje. Najważniejsze było wyprowadzenie triażu na zewnątrz szpitala i odizolowanie od potencjalnych nosicieli. Personel jest przeszkolony, świadomy zagrożenia, zna procedury. Personel pierwszego kontaktu jest zabezpieczony w ubrania ochronne, maski, system ochrony osobistej, wprowadziliśmy podwójną dezynfekcję osób wchodzących do szpitala. Oczywiście w stu procentach nigdy nie można się zabezpieczyć. Podobnie rzecz wygląda z zespołami wyjazdowymi, które są w pełni zabezpieczone, aby nie przywieźć wirusa do szpitala.
W Puszczykowie nie zadziałały procedury, kwestia sterylizacji, osoby które miały kontakt nie zostały od razu wyizolowane.
U nas wszystkie procedury są przestrzegane, a będziemy je jeszcze uszczelniać. Jesteśmy wyposażeni w łączność bezprzewodową, kamerę termowizyjną, termometry bezprzewodowe, monitoring w namiotach, mamy odpowiednie środki i zapasy, które niestety topnieją w oczach.

Na jak długo wystarczy zapasów?
Na pewno nie na trzy dni. Jesteśmy dobrze przygotowani. Wprowadziliśmy też pewne zmiany w samym szpitalu. Na blokach operacyjnych stosujemy praktycznie już tylko obłożenia wielorazowe i szerzej znów korzystamy ze sterylizatorni i pralni, dzięki czemu też oszczędzamy odzież jednorazową, która może się przydać w innych obszarach.

Jak obecnie wyglądają wyjazdy karetek?
Ludzie znacznie rzadziej dzwonią obecnie po karetkę, jest więc ich zdecydowanie mniej, może nawet czterokrotnie mniej. Mieszkańcy naprawdę dzwonią obecnie na 112 w poważnych sprawach, co pokazuje, ile w rzeczywistości jest spraw poważnych, a ile takich, gdzie karetka nie powinna być wzywana.

A jak wygląda sytuacja z podstawową opieką zdrowotną i tzw. wieczorynką w szpitalu?
Apelujemy, aby pacjenci korzystali przede wszystkim z pomocy przez telefon i bez sensu nie pojawiali się u lekarza. Niestety, obłożenie jest na tyle duże, że czasami na odbiór telefonu trzeba się naczekać. Jest podpisane porozumienie wojewody z rektorem Uniwersytetu Medycznego i może już wkrótce trafią do nas studenci medycyny, którzy będą konsultować telefonicznie sprawy z chorymi. Niestety, ograniczenie pracy lekarzy rodzinnych powoduje natłok pacjentów do szpitala nawet po receptę. Lekarze rodzinni mają możliwość wystawienia e-recepty i teleporadę i to jest najlepsza droga.

Czy obecnie w szpitalu nie brakuje personelu?
Nie jest obecnie źle, najgorzej na wieczorynce, bo mamy też jednego lekarza na kwarantannie (W poniedziałek było już dwóch - przyp. red.). Musimy mieć świadomość, że pracujemy na dwieście procent, więc w razie ciężkiej sytuacji na pewne rzeczy trzeba czekać dłużej, na przykład czas na stwierdzenie zgonu może się także wydłużyć.

Wszyscy zarazimy się koronawirusem?
Cała kwarantanna, cały mechanizm zamykania granic, sklepów nie służy temu, abyśmy się nie zarazili, bo wcześniej czy później najprawdopodobniej się zarazimy. Występuje duże prawdopodobieństwo, że tak się właśnie stanie.
Ale chodzi o to, abyśmy nie zarazili się wszyscy na raz, bo z tym może nie poradzić sobie służba zdrowia. Szpitalne karetki na raz nie będą w stanie poradzić sobie z tak dużą ilością zachorowań. Jeśli to wszystko będzie przebiegać spokojnie, jesteśmy w stanie obsłużyć wszystkich chorych.
Przy koronawirusie nabywamy odporności jak przy grypie. Osoby, które już przebyły tę chorobę, nie będą już zarażać, nie będą roznosić wirusa. Pamiętajmy też, że wysoka śmiertelność, jaką się podaje, czyli około 2 procent, dotyczy przypadków stwierdzonych. A przecież większość nigdy nie zostanie stwierdzona, bo chorzy przejdą ją jak lekkie przeziębienie.

Pracownicy szpitala zdenerwowali się widząc w sobotę tłumy w markecie budowlanym...
Jeśli w sobotę ludzie pobiegli po krzaczki i inne materiały do marketu budowlanego, to sami narażają siebie i innych, że za chwilę na pomoc będą musieli czekać nie godzinę, ale nawet kilka dni, a może karetka nie przyjedzie wcale, bo lekarz uzna, że pacjent jest w na tyle dobrym stanie, że w ogóle nie trafi na oddział zakaźny.
Dzisiaj wszyscy z podejrzeniem zachorowania trafiają na oddział zakaźny, a osoby które są wyselekcjonowane zostają tam. Ale wystarczy popatrzeć, jak wygląda sytuacja we Włoszech, gdzie osoby po przekroczeniu pewnego wieku w ogóle nie są przyjmowane do szpitali. Ludzie sami zrobią sobie krzywdę bagatelizując problem.
W większości przypadków wirus przebiega łagodnie, możemy nawet nie wiedzieć, że go przechodzimy, zarażając przy tym innych. I taki wirus może trafić na osobę obciążoną i wtedy będzie problem. Powtórzę raz jeszcze - jeśli tych osób będzie tak dużo, że system nie będzie w stanie tego obsłużyć, sytuacja zrobi się bardzo trudna. Bo nieważne, czy to Chiny, Francja, Włochy, czy Niemcy. Żaden system nie jest w stanie przyjąć tak wielu pacjentów.

Jak zatem zachowywać się w przestrzeni publicznej?
Powinniśmy ograniczyć kontakt z innymi osobami. Do sklepów nie chodzić parami, całymi rodzinami, ale pojedynczo, unikać w nich wózków, koszyków, używać płynów do dezynfekcji. płacić kartą zbliżeniowo. Tankujemy samochód używając rękawiczek jednorazowych. Wszystko to jest proste.
Najlepszą prewencją jest zostanie w domu. Można przecież wyjść do ogrodu, pójść na spacer z psem. Używajmy żeli do mycia rąk.

Jak dziś wygląda praca służb?
Służby spotykają się regularnie. Sztab kryzysowy na szczeblu powiatu spotyka się codzienne lub co drugi dzień. Każda służba przedstawia raport, mówi o tym co nie działa, mamy zdalne połączenia z wójtami z gmin powiatu średzkiego. Mamy podział obowiązków, każdy wie co ma robić, są wdrożone procedury. Dwa razy w tygodniu odbywa się sztab prowadzony przez wojewodę dla wszystkich powiatów.
Muszę powiedzieć, że powiat i gminy na tle innych wielkopolskich wypadają bardzo dobrze, wprowadzono szereg zabezpieczeń w newralgicznych spółkach czy instytucjach.
Ale pamiętajmy - procedury i zabezpieczenia nie zadziałają, jeśli jako społeczeństwo nie będziemy zdyscyplinowani.