Maria Romana Gierczyńska, autorka wystawy w dworku w Koszutach „Janowi Kochanowskiemu: Tradycja... Myśli ważne na ziemi, myśli ważne w niebie"
To była trudna do ustawienia wystawa, bo musiałam umieścić moje prace w zastaną rzeczywistość dworu w Koszutach. To miejsce jest zabytkowe, więc musiałam też podejść do tego z szacunkiem. Zważywszy, że obie rzeczywistości są przestrzenne, trzeba się było nieźle napracować, żeby dobrze ze sobą współgrały światło, format i perspektywa. To wszystko ma ogromne znaczenie. Poza tym chodziło mi też o to, żeby moje prace zachowały swoją autonomiczność, jednocześnie wpisując się w przestrzeń dworu. Ale udało się i sprawiło mi to dużą satysfakcję. Tym bardziej, że do pomocy miałam sympatyczną załogę muzeum. Cieszę się, że po raz kolejny mogę mieć wystawę w dworku w Koszutach. Lubię to miejsce, bo ma ono swojego ducha i po prostu jest to miejsce bardzo piękne.
„Tradycja..." jest ważna dla mojej twórczości. Ta wystawa mówi o moim stosunku do sztuki, o tym, co jest dla mnie ważne, co mnie dotyka w sensie duchowym i ludzkim.
W mojej sztuce centralną postacią jest człowiek - jego życie, jego uwikłania. Człowiek, żyjący w świecie pełnym dwuznaczności - jednocześnie harmonijny, godny, prawy, ale też ułomny, podły, błądzący. Człowiek okaleczony, poraniony przez „dobrodziejstwa" cywilizacji, które okazują się jałowe i puste i często działają przeciw człowiekowi, zamiast mu służyć. Taki dualny człowiek, poszukujący sensu swego istnienia, wypełnia każdą moją pracę.
A żeby zrozumieć człowieka, jego postępowanie, emocje, twórczość, trzeba poznać, co go kształtowało. Moim pierwszym, najważniejszym „uniwersytetem" był mój rodzinny dom. To dom dał mi fundament, stworzył mnie. To dzięki rodzinie, jej tradycjom kulturowym, intelektualnym i duchowym jestem dziś taka, jaka jestem. Dom był i jest moim odniesieniem, zapleczem, oparciem. To właśnie mój dom, wiara i religia są moją siłą. I to jest również tradycja. Od tego się zaczyna.
Na mojej wystawie pokazuję tradycję na poziomie kulturowym, intelektualnym i duchowym. Te trzy pojęcia przefiltrowuję przez siebie i przekładam na moje prace. Nie podoba mi się, że współcześnie tradycję bardzo spłaszczamy, traktujemy bardzo powierzchownie, sprowadzamy często do ludowej karykatury, a odchodzimy od głębokich wartości, niesionych przez tradycję, zarówno związaną z cywilizacją łacińską i mieszczącą się w niej naszą, polską tradycją, naszymi korzeniami.
Nie doceniamy tradycji. Tego, że cały czas może nas inspirować, nawet w sprawach codziennych i zdawałoby się banalnych, np. tworzeniu mody, czy wystroju wnętrz. Możemy całymi garściami z niej czerpać, korzystać. Nie znaczy to wcale - cofać się. Przeciwnie - mając silny fundament, moment odniesienia - tworzyć nowe, czerpiąc ze starego.
not. so