65-letni Andrzej z Boguszyna w Nowym Mieście, do jutra ma opuścić swój dom. To efekt nieprawomocnego, ale wykonalnego postanowienia Sądu Rejonowego w Środzie. W 2016 roku mężczyzna został skazany za przemoc domową i konsekwencje ponosi do dzisiaj

Sąd nakazał mężczyźnie opuszczenie mieszkania, by chronić żonę pana Andrzeja. - Żona w naszym domu nie mieszka od trzech lat. A po incydencie w 2013 roku, do którego się przyznałem, choć wina nie leżała tylko po mojej stronie, zachowuję się wzorowo. Nigdy nie dopuściłem się żadnej przemocy fizycznej i psychicznej wobec małżonki - mówi pan Andrzej.
Ale sąd cywilny w Środzie, w którym od 2016 roku toczyła się sprawa poczynił inne ustalenia. - Według nich, po roku 2013, mężczyzna stosował i nadal stosuje przemoc wobec kobiety w rozumieniu ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. To nie jest eksmisja, ale nakaz opuszczenia lokalu. Postanowienie sądu i klauzula wykonalności zostały zaskarżone przez stronę, ale nie zmienia to faktu, że orzeczenie powinno zostać wykonane natychmiast - mówi prezes średzkiego Sądu Rejonowego Urszula Mroczkowska-Marciniak.
Pan Andrzej od 1995 roku utrzymuje się z renty. Miał wypadek w pracy, jest inwalidą z II grupą. Dom jest współwłasnością jego i małżonki. Wokół jest czystko, drewno poukładane. Posesja wygląda porządnie.
Pan Andrzej mieszka w pokoju na najniższej kondygnacji. W środku łóżko, nieco ubrań ułożonych na fotelu. Na szafie fotografia mężczyzny. - To mój brat. W ubiegłym roku popełnił samobójstwo. Myślę, że to co dzieje się ze mną także miało na to wpływ - opowiada.
- Ja budowałem ten dom kosztem wielu wyrzeczeń i z pomocą brata. Nie rozumiem, dlaczego teraz mam go opuścić - mówi.

Przemoc domowa
Do przemocy domowej doszło w 2013 roku. - Moja żona zaczęła remontować piętro domu po tym, jak wyprowadziła się córka. Ja uważałem, że należy remontować kominy i dach, bo zaczęły lecieć - opowiada. Przyznaje, że doszło wówczas do konfliktu między małżonkami.
W wyroku z 18 stycznia 2016 roku możemy przeczytać, że oskarżony przez okres około 2,5-miesiąca w 2013 roku znęcał się psychicznie i fizycznie nad swoją żoną, wszczynał awantury domowe, w trakcie których wyzywał ją wulgarnymi słowami, szarpał, popychał, wielokrotnie groził pozbawieniem życia. Miał ją też zepchnąć ze schodów. Kobieta doznała drobnych obrażeń trwających do 7 dni.
- Być może powiedziałem wtedy coś w nerwach. Natomiast szarpaliśmy się nawzajem. Tak było. Przyznałem się do winy, bo przez całe życie nie byłem karany, prowadziłem się wzorowo, nigdy nie zapłaciłem mandatu, nigdy z nikim nie miałem problemu, nie piłem alkoholu. Przyznałem się trochę dla świętego spokoju, aby sprawę mieć za sobą. Nie myślałem, że konsekwencje będę ponosić może nawet do końca życia - mówi.
Mężczyzna został skazany na 20 godzin prac społecznych miesięcznie przez pół roku. Musiał też pokryć koszty sądowe oraz dostał zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej na odległość mniejszą niż 3 metry na okres roku bez jej zgody.
Już wtedy prokurator domagał się, aby mężczyzna opuścił mieszkanie na okres 3 lat. Ale sąd do tego wniosku nie przychylił się. Jak pisał w uzasadnieniu sędzia Szymon Szmyt, "materiał dowodowy nie wskazuje, by aktualna kohabitacja małżonków nastręczała pokrzywdzonej szczególnych trudności, w szczególności, by oskarżony naruszał jej dobra. Przypisane sprawcy działanie nie należało do szczególnie intensywnych. Żądany środek karny zaś jest jedną z najsurowszych sankcji przewidzianych w polskiej ustawie karnej".

Prokurator raz jeszcze idzie do sądu
Jednak po uprawomocnieniu wcześniej zaskarżonego wyroku, w marcu 2016 roku prokurator rejonowy w Środzie wystąpił do Wydziału Cywilnego Sądu Rejonowego w Środzie z wnioskiem o zobowiązanie mężczyzny do opuszczenia mieszkania w Boguszynie. Wniosek skierował w oparciu o art. 11a ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.
Artykuł ten w paragrafie 1 mówi: "Jeżeli członek rodziny wspólnie zajmujący mieszkanie, swoim zachowaniem polegającym na stosowaniu przemocy w rodzinie czyni szczególnie uciążliwym wspólne zamieszkiwanie, osoba dotknięta przemocą może żądać, aby sąd zobowiązał go do opuszczenia mieszkania."
Choć tego rodzaju sprawy powinny być rozpatrywane ze względu na ich charakter, postanowienie sądu zapadło po trzech latach, w kwietniu tego roku. Sąd postanowił zobowiązać mężczyznę do opuszczenia mieszkania w Boguszynie. Sąd wydał też klauzulę wykonalności, co oznacza, że pan Andrzej powinien mieszkanie opuścić natychmiast. Pokrzywdzona wystąpiła do komornika, a ten wyznaczył mieszkańcowi Boguszyna termin opuszczenia mieszkania na 20 września, czyli w najbliższy piątek.

Niesprawiedliwe orzeczenie
- Jest to postanowienie rażąco niesprawiedliwe, ponieważ nigdy od 2013 roku, od jednorazowego incydentu, do którego się przyznałem i poniosłem jego konsekwencje, nie było z mojej strony żadnej przemocy fizycznej ani psychicznej wobec żony, syna, czy kogokolwiek - mówi. - Nie rozumiem decyzji sądu. Żona nie mieszka ze mną w domu w Boguszynie od 2016 roku. Dom opuściła sama, z własnej woli. Nie stanowię dla niej żadnego zagrożenia. Twierdzi, że jestem wobec niej agresywny, ale czy od 2013 roku są na to jakiekolwiek dowody? Czy choć raz była wzywana policja do przemocy domowej? Nigdy - podkreśla załamany Andrzej.
Mężczyzna dodaje, że ukończył też kurs o przeciwdziałaniu przemocy organizowany przez Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Środzie. Na kurs, co podkreśla, zapisał się z własnej woli. Dlaczego, skoro uważa, że nie jest agresywny i nie jest też zdolny do przemocy? - Chciałem się dowiedzieć, na czym na przemoc domowa polega - mówi. I dodaje, że dziś przed takimi zachowaniami przestrzega swoich kolegów wędkarzy i innych, bo nikomu z nich nie przydarzyło się to, co jemu.
Sąd cywilny uznał jednak, że pan Andrzej nadal stanowi zagrożenie dla swojej żony. - To nakaz opuszczenia lokalu. Postanowienie może zostać zmienione, jeśli wystąpią przesłanki, że nie ma zagrożenia dla pokrzywdzonej. Na tym etapie sąd uznał, że kobieta jest zagrożona i to nie ofiara przemocy domowej musi opuścić mieszkanie - mówi prezes sądu w Środzie Urszula Mroczkowska-Marciniak.
Co ciekawe, już w 2014 roku obie strony zawarły ugodę przed mediatorem sądowym. Uzgodnili, że nie będą mieszkać razem. Kobieta zakupiła dla mężczyzny mieszkanie na poddaszu w Aleksandrowie. Mężczyzna miał się tam przeprowadzić do 30 lipca 2014. Jednak kiedy tam pojechał, zobaczył mieszkanie w remoncie. - Moim zdaniem, żona nie wywiązała się z tamtej ugod - mówi.
Z ustaleń sądu wynika, że mieszkanie cały czas na mężczyznę czeka. Wyprowadzka z domu w Boguszynie nie pozbawi go współwłasności. Jako sprawcy przemocy domowej, mężczyźnie nie przysługuje za to lokal zastępczy.

Wyprowadzi się do budynku gospodarczego
Kontaktowaliśmy się z kancelarią, która reprezentuje żonę pana Andrzeja prosząc o pomoc w nawiązaniu kontaktu z kobietą, by poznać relację drugiej strony. W tym tygodniu nie jest obecny prawnik, który zajmuje się sprawą. Kobieta, która przedstawiła się jako radca prawny zażądała, abyśmy nie nękali ich klientki i odłożyła słuchawkę.
Dom w Boguszynie jest współwłasnością małżeńską. Ma dwa wejścia, jedno od ulicy, drugie od podwórza. Pan Andrzej zapowiedział, że przeprowadzi się na razie do budynku gospodarczego. Nie wie, jak na taką sytuację zareaguje komornik, który zapewne pojawi się u niego już jutro.
- Taka sytuacja będzie bez wątpienia polem do interpretacji dla prawników. Być może rozstrzygnięcie będzie musiało nastąpić w oddzielnym postępowaniu - mówi prezes Urszula Mroczkowska.
(kóz)