St. sierż. Krzysztof Wojtaszak i sierż. Krzysztof Wiśniewski ratowali w ubiegłym tygodniu kobietę, która targnęła się na swoje życie. Kiedy przyjechali na miejsce zdarzenia, do jednej z miejscowości gminy Nowe Miasto, kobieta krzyczała i cięła rękę w okolicy nadgarstka 30-centymetrowym nożem...
13 września z Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego oficer dyżurny średzkiej Komendy Powiatowej Policji odebrał zgłoszenie rodziny z prośbą o pomoc. W jednej z małych miejscowości gminy Nowe Miasto kobieta chciała targnąć się na swoje życie. Na miejsce skierowano dwóch policjantów z nowomiejskiego posterunku.
Funkcjonariusze z Posterunku w Nowym Mieście zareagowali natychmiast i pojawili się na miejscu krótko po zgłoszeniu. Na interwencję pojechali st. sierż. Krzysztof Wojtaszak i sierż. Krzysztof Wiśniewski. Pierwszy jest dzielnicowym w Nowym Mieście, drugi pracuje w tamtejszym posterunku w patrolu interwencyjnym.
- Bardzo się spieszyliśmy - opowiada dzielnicowy sierż. sztab. Krzysztof Wojtaszak. - Znałem tę osobę, wiedziałem, że sprawa jest bardzo poważna. Użyliśmy sygnałów i w kilka minut byliśmy na miejscu - mówi interweniujący policjant. Funkcjonariusze pobiegli do domu, z którego było słychać krzyki. - Gdy dostaliśmy się do środka, zobaczyłem, że kobieta jest cała we krwi, w ręce trzyma nóż i kaleczy się - relacjonuje st. sierż. Krzysztof Wiśniewski.
Próby rozmowy i uspokojenia desperatki spełzły na niczym. Ostatecznie policjanci obezwładnili kobietę siłą i odebrali jej nóż. Później założyli opatrunek na ranę, by powstrzymać krwawienie następnie wezwali pomoc medyczną. Kobieta w asyście policjantów została przewieziona do szpitala, gdzie udzielona została jej dalsza specjalistyczna pomoc.
To nie pierwsza głośna akcja z udziałem tych dwóch policjantów. W lutym tego roku st. sierż. Krzysztof Wojtaszak i sierż. Krzysztof Wiśniewski pomagali przetransportować do szpitala roczne dziecko, które połknęło płyn do czyszczenia toalet. 15 lutego policjanci pełnili służbę w Krzykosach, gdy podjechał do nich roztrzęsiony kierowca forda. W aucie znajdowała się jego żona i roczny synek. Dziecko płakało, sytuacja wyglądała poważnie.
- Nie było się nad czym zastanawiać. Włączyliśmy sygnały świetlne i dźwiękowe i ruszyliśmy w stronę Środy, gdzie znajdował się szpital. Eskortowaliśmy rodziców i malucha kilkanaście kilometrów ruchliwą „11" - relacjonował wtedy dzielnicowy. Znaczenie mogła mieć każda sekunda. Dziecko płakało, wymiotowało.
Najważniejsze, że udało się dotrzeć na czas. W szpitalu niemowlę otrzymało niezbędną pomoc medyczną. Policjanci eskortujący malucha dowiadywali się po wszystkim o jego stan zdrowia malca. Okazało się, że dziecko zostało w szpitalu, ale jego życie i zdrowie nie jest zagrożone.
(r)
Średzcy policjanci st. sierż. Krzysztof Wojtaszak i sierż. Krzysztof Wiśniewski

 


Rozmowa
Trzeba działać szybko i instynktownie
Ze st. sierż. Krzysztofem Wojtaszakiem i sierż. Krzysztofem Wiśniewskim rozmawia Zbigniew Król


Co czuje policjant, kiedy jedzie na interwencję związaną z próbą samobójczą?
St. sierż. Krzysztof Wojtaszak - W naszej pracy takie sytuacje zdarzają się. Robimy wszystko, aby dotrzeć na miejsce jak najszybciej. Pomaga nam możliwość włączenia w samochodzie policyjnych sygnalizacji świetlnej i dźwiękowej.
W trakcie przejazdu na miejsce interwencji rozmawialiśmy z kolegą o tym, jak działać, jakie środki dobrać i staraliśmy się przygotować się mentalnie, by poradzić sobie z tym, co zobaczymy. Jak usłyszeliśmy, co się dzieje i że na miejscu będzie zapewne dużo krwi, założyliśmy rękawiczki, aby zabezpieczyć siebie. Nie było czasu na jakieś wielkie analizy.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, na podwórzu na terenie gospodarstwa rolnego zauważyliśmy starszą panią około 80 lat i mężczyznę około 50 lat. Starsza pani nie wiedziała, co się dzieje, mężczyzna mówił, że wzywał karetkę pogotowia, a nie policję. Był wyraźnie zagubiony.
Usłyszeliśmy krzyki kobiety. Krzyczała, że nie chce już żyć i chce się zabić. Krzyki dochodziły z wnętrza domu.
Nie było czasu na dłuższe rozeznanie, nie rozmawialiśmy z osobami na terenie podwórza, tylko wbiegliśmy do domu. W środku w pomieszczeniu kuchennym zobaczyliśmy młodą dziewczynę, która stała z ręczniczkiem, a kawałek dalej panią, która stała przy zlewie i trzymała nóż. Krew była na podłodze, w zlewie, na szafce, na twarzy kobiety i na dziewczynie. Kobieta krzyczała, że mamy jej dać spokój i cięła sobie rękę nożem.

Jak wyglądały wasze działania w tym momencie?
St. sierż. Krzysztof Wojtaszak - Kobieta nie reagowała na to, co do niej mówiliśmy. Podbiegliśmy więc do niej, aby wytrącić jej nóż z ręki. Musieliśmy kilka razy uderzyć ręką w blat kuchenny, aby puściła nóż. Udało nam się obezwładnić kobietę i ręcznikiem staraliśmy się zrobić opatrunek i zahamować krew.
Kobieta cały czas krzyczała, była silnie pobudzona. Musieliśmy użyć siły fizycznej. Sprawdziliśmy, gdzie jest karetka i czekaliśmy na pomoc medyczną. Kiedy już nadjechała, ratownicy podali kobiecie leki i uspokoiła się. Ratownicy poprosili nas jeszcze o asekurację w drodze do szpitala w Środzie.

Kiedy przyszła jakaś refleksja na temat samego wydarzenia?
Sierż. Krzysztof Wiśniewski - Dopiero, jak wyszliśmy ze szpitala i wsiedliśmy do radiowozu. Wcześniej nie było czasu na myślenie, działamy w takich chwilach instynktownie. Już w samochodzie zaczęliśmy zastanawiać się, co by było, gdyby kobieta starała się nas zaatakować nożem. To są sytuacje, których nie daje się przewidzieć. Taka osoba jest często tak silnie pobudzona, że na dużo więcej siły niż zwykle.

Czy policja miała informacje, że w tym domu, w którym doszło do interwencji dzieją się jakieś niepokojące rzeczy?
St. sierż. Krzysztof Wojtaszak - Od pięciu lat jestem dzielnicowym w Nowym Mieście. Znam tę rodzinę. Nie mieliśmy informacji o żadnych drastycznych wydarzeniach, nie było tam wcześniej, zgodnie z naszą wiedzą, próby samobójczej, nie było tam żadnych interwencji.

Po takich zdarzeniach trzeba jakoś rozładować stres?
St. sierż. Krzysztof Wojtaszak - Każdy myśli o tym, co się wydarzyło. Każdy też w inny sposób rozładowuje stres. Ja na przykład lubię biegać, jeżdżę z rodziną na rowerach.
Sierż. Krzysztof Wiśniewski - Staram się nie myśleć o tym, co się wydarzyło. Dla mnie najważniejsze było, aby w tym momencie po prostu udzielić kobiecie pomocy. To się udało, więc możemy być zadowoleni.

St. sierż. Krzysztof Wojtaszak pracuje w policji od 2012 roku. Od początku w Nowym Mieście. Od 5 lat jest dzielnicowym.
Sierż. Krzysztof Wiśniewski zaczynał pracę w komisariacie Poznań Jeżyce w 2015 roku. Od lipca 2018 pracuje na posterunku w Nowym Mieście w zespole interwencyjnym