Zbigniew Wlazły
sadownik z Trzebisławek, w gminie Środa

Regularnie śledzę pogodę we wszystkich możliwych mediach. Ale kiedy dzieje się coś niedobrego, to po prostu dzwonię do Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Poznaniu, gdzie mają najpewniejsze dane.
Zapowiedź przymrozków o tej porze roku zawsze powoduje strach przed utratą całkowitego plonu. W tym roku duże przymrozki nas omijają. Zdecydowanie gorzej było w Polsce wschodniej i południowo - wschodniej, a także w centralnym rejonie kraju. Dlatego w naszym rejonie straty mrozowe są raczej niewielkie. Niskie temperatury panujące w kwietniu i maju spowodowały duże trudności w zapylaniu kwiatów przez pszczoły. Zapylanie jest więc na niskim poziomie.
W nocy z poniedziałku na wtorek przymrozki przy gruncie wyniosły -3 st. C. Była jednak duża wilgotność i znaczne parowanie osłabiło siłę mrozu. Podczas poprzedniej pełni Księżyca, czyli 28 dni temu, przymrozki według prognoz miały wynieść nawet -7 st. C., ale na szczęście nie sprawdziły się.
Jak sobie radzimy, kiedy przychodzi o takiej porze silniejszy przymrozek? Możliwości jest kilka. Najbardziej skuteczne jest nadkoronowe zraszanie drzew. Jest to jednak bardzo droga technika i potrzeba dużo wody. Zrasza się drzewa od wieczora aż do rana, do ustąpienia mrozu. Wówczas rano drzewa wyglądają pięknie zalodzone. Wiadomo, że woda podczas zmrażania oddaje ciepło i to chroni drzewa.
Druga możliwość to ogrzewanie sadu podgrzewanym powietrzem, które wytwarza się dzięki użyciu butli gazowej. Ale to także jest kosztowne.
Najmniej skuteczną metodą jest mieszanie powietrza samym wentylatorem opryskiwacza sadowniczego. Stosowałem ją w 2011 roku i myślę, że wówczas szczątkowo udało mi się ochronić plon. Trzeba pamiętać, że nawet podwyższenie temperatury o 0,1 - 0,2 st. C. może mieć ogromne znaczenie dla ocalenia sadu.
W tym roku kwitnienie rozpoczęło się bardzo wcześnie, bo już 10 kwietnia. Minął jednak miesiąc i niektóre gatunki ciągle kwitną. Jest po prostu zimno, deszczowo i wietrznie.
Doświadczenie w pracy w sadzie zbieram przez cały czas. Sady mamy już od 1986 roku, pierwszy założył mój ojciec. Teraz moje 16-hektarowe gospodarstwo to głównie sady czereśniowe i śliwkowe, a także w mniejszym stopniu morela i brzoskwinia. Czy owoce będą później niż zwykle? To możliwe. Jednak przyroda potrafi sprawiać niespodzianki i po chłodach mogą przyjść upały. Część czasu przyroda będzie mogła nadrobić.
(kóz)