O sytuacji powiatu średzkiego, problemach z Wyspą Edwarda oraz nadziei na lepsze jutro średzkiej kolei wąskotorowej z Małgorzatą Fertałą, przewodniczącą Rady Powiatu rozmawia Zbigniew Król
Zbigniew Król - Niedługo minie rok od wyborów samorządowych, a obecne władze samorządowe ciągle mają problem z przedstawieniem diagnozy dla powiatu. Co chwilę wychodzi coś nowego, jakiś problem, jakaś niezałatwiona sprawa. Dlaczego tak długo to trwa?
Małgorzata Fertała - Ciągle trudno przedstawić pełny bilans, czy rodzaj diagnozy dla powiatu. Nie ma bowiem wielu dokumentów albo są one poza naszą wiedzą i pojawiają się dopiero wtedy, kiedy pojawia się problem. Taki chaos dokumentacyjny, jaki zastaliśmy po wyborach będzie trudny do okiełznania. Za jakikolwiek temat się zabieramy, to albo nie ma dokumentów, albo są one rozproszone po różnych wydziałach, znajdują się w gestii różnych pracowników, są nawet poza starostwem, w spółkach powiatowych, gminnych i innych. A to właśnie teraz pojawiają się problemy wynikające z nienależytego wykonania zadania, braku wykonania zobowiązań, braku dokumentacji uprawniającej do użytkowania. Brakuje dokumentów potwierdzających racjonalność wydawania konkretnych kwot.

No, ale chyba są odpowiedzialni za inwestycje konkretni pracownicy, którzy mają pełną wiedzę, co się działo?
Otóż, jak się okazuje, nie jest to takie proste. Właśnie tak nie było. Pracownicy wykonywali tylko cząstkowe zadanie i tylko w tym cząstkowym zakresie posiadają wiedzę. Trudno uporządkować kolejne sprawy w logiczny ciąg zdarzeń. Nie wspominając o zasadności wydatkowanych pieniędzy. Aby można było egzekwować odpowiedzialność pracowniczą, to trzeba posiadać pewną wiedzę, że zakres przekazanych pracownikom obowiązków obejmował prowadzenie konkretnego zadania, co prowadzi do jednoczesnej odpowiedzialności za jego realizację.
Tymczasem nie ma na to żadnych dokumentów, tak więc nie można jednoznacznie wskazywać osób odpowiedzialnych. Nie ma nawet osób, które byłyby chociażby zobowiązane do posiadania kompletu dokumentów dotyczących konkretnej sprawy. Dokumenty są rozproszone, a pracownicy mówią, że zajmowali się tylko pewnym wycinkiem sprawy albo po prostu się nią nie zajmowali. Dostęp do dokumentów i ich analiza wskazuje, że mamy do czynienia z dokumentacyjnym chaosem lub całkowitym brakiem dokumentów.
I dlatego długo nie będziemy mieli pełnej wiedzy, co działo się w poprzedniej kadencji. Być może nigdy nie będziemy mieć takiej wiedzy, bo do pewnych spraw nigdy nie wrócimy.

Czy problemów przybywa?
Problemów jest bardzo dużo i ciągle wychodzą nowe. Dotyczą przede wszystkim tych spraw, które musimy kontynuować z racji ciągłości zarządzania. Do nich należą między innymi: prom w Dębnie, mosty przy ścieżce rowerowej nad Jeziorem Średzkim, obwodnica Środy, zobowiązania wobec Sarantisu, Wyspa Edwarda i inne. To tylko te najbardziej spektakularne tematy. Myślę, że prostowanie takich zaniedbań trwać będzie długo, o ile w ogóle uda się je w całości naprawić. Nie wspomnę tutaj o obietnicach składanych bez jakiegokolwiek pokrycia.
Trzeba jednak pamiętać, że w przypadku każdej instytucji, w tym również starostwa, nad odpowiedzialnością pracowniczą jest jeszcze odpowiedzialność kierownicza jednostki oraz organu wykonawczego, czyli starosty i Zarządu Powiatu. To przede wszystkim im trzeba zadać pytanie, w jaki sposób powierzali zadania, jak zarządzali pracownikami, nadzorowali, kontrolowali realizację? Należy zapytać ich, czy dołożyli należytej staranności wykonując zadania związane z zarządzaniem majątkiem publicznym. Dopiero później możemy mówić o odpowiedzialności pracowniczej. Dokumentów, które mogłyby odpowiedzieć na te pytania nie ma, obecny zarząd nie ma odpowiednich narzędzi do zadania tych pytań poprzedniej władzy stąd myślę, że prokuratura, NIK i inne organy kontrolne są najbardziej kompetentne do udzielenia odpowiedzi na te pytania.
Przeglądałam protokoły z posiedzeń Zarządu Powiatu. Nie ma tam żadnej uchwały o przejęciu Wyspy Edwarda. Jest tylko mowa o porozumieniu w sprawie przejęcia użytkowania pomieszczeń na wyspie. Rada też nie podejmowała żadnych decyzji. Czyli nie zapytano rady o zgodę, ale ogromne pieniądze publiczne z budżetu powiatu już na wyspę wydawano. Zastanawiam się, czy w tak skonstruowanym porozumieniem próbowano ograć prawo, czy może coś jeszcze?
Wiem, że z przywróceniem domku szwajcarskiego samorządy muszą sobie poradzić, bo nieużytkowany budynek niszczeje, a sprawy sądowe ciągną się długo. Nie możemy czekać. Jednak wskazanie odpowiedzialnych jest konieczne, choćby dlatego, żeby wyznaczyć pewien standard zarządzania, w tym zabytkowym majątkiem.

Akurat temat Wyspy Edwarda trafi do prokuratury, bo dwa samorządy - powiat średzki i gmina Zaniemyśl - mają problem jak cała sytuację rozwiązać. Piękne miejsce, które przyciąga mieszkańców i turystów z domkiem szwajcarskim, który trzeba od nowa wyremontować... Jaki powinien być finał tej sprawy?
Wyspa jest problemem najbardziej spektakularnym. Pokazuje złe zarządzanie majątkiem publicznym. Wyspa wymagała szczególnego traktowania m.in. dlatego, że jest zabytkiem i podlega ochronie konserwatorskiej.
Tymczasem za wiedzą i przyzwoleniem władz doprowadzono do dewastacji domku szwajcarskiego, dokonano samowoli budowlanych i innych nieprawidłowości, a następnie przez ponad rok milcząco akceptowano ten stan rzeczy. Dopiero zmiana wywołana wyborami samorządowymi ujawniła problemy. I to w mojej ocenie jest odpowiedzialność byłego starosty, wójta i prezesa spółki. To te osoby miały wiedzę i świadomość tego, co się na wyspie dzieje i wszyscy przyzwalali na te działania, a podejrzewam, że podejmowali jednoosobowe decyzje w tych zakresach.
O wywożonym gruzie budowlanym z wyspy mówiło się głośno w Zaniemyślu i na komisji. Wójt był o tym informowany. Dzisiaj to już nawet nie można jednoznacznie stwierdzić, czy w przypadku domku szwajcarskiego była to dewastacja, czy awaria. Sami włodarze mylą się w swoich wypowiedziach. Fakt jest bezsprzeczny, że nie zawiadomiono konserwatora, ubezpieczyciela, wykonawcy. Wszyscy udawali, że się nic nie dzieje.
Sprawę odpowiedzialności możemy rozpatrywać na dwóch poziomach. Po pierwsze, oceny odpowiedzialności dwóch samorządów, które zobowiązały się do gospodarowania majątkiem publicznym, jakim jest wyspa i znajdujące się na niej nieruchomości. Po drugie, ocena odpowiedzialności cywilnej osób, które z tytułu pełnionych funkcji podejmowały decyzje bądź ich nie podejmowały będąc do tego zobowiązane. Dotyczy to przedstawicieli organów wykonawczych zarówno w gminie Zaniemyśl jak i w powiecie średzkim. Ta odpowiedzialność cywilna wynikać może z przekroczenia uprawnień bądź zaniechania działań w sytuacji, która tego bezwzględnie wymagała.
Po trzecie, chodzi o naprawienie szkód. Pewnie będzie tak, że oba samorządy będą musiały się porozumieć w sprawie przywrócenia tego wyjątkowego miejsca do stanu pierwotnego. Ale dla mnie pozostaje jeszcze kwestia odpowiedzialności finansowej za wyrządzone na wyspie szkody - pieniądze publiczne na remont domku szwajcarskiego zostały wydane kilka lat temu. W chwili obecnej nie znajduję uzasadnienia dla powtórnego wydatkowania pieniędzy publicznych na ten sam cel.

Kto powinien ponieść odpowiedzialność finansową?
Mam nadzieję, że to rozstrzygnie sąd. Sprawa dewastacji domku szwajcarskiego i inne dotyczą czynnika ludzkiego - podejmowanych decyzji i odpowiedzialności. Dołożenia należytej staranności przy wykonywaniu obowiązków pracowniczych. Odpowiedzialność materialna pracownika wynika z kodeksu pracy i takiej odpowiedzialności podlega każdy pracownik niezależnie od zajmowanego stanowiska.
W tym przypadku dla mnie jest to odpowiedzialność najwyższej władzy wykonawczej. Bo trochę to słabe, że były starosta, wójt czy prezes nie chcą wziąć odpowiedzialności za sprawy, które im podlegały i próbują chować się za kimś. Ja w każdym razie uważam, że za pracę pracowników zawsze odpowiada w pierwszej kolejności ich pracodawca. I nie wierzę w to, że jakikolwiek pracownik starostwa czy gminy podejmował te decyzje sam bez dyspozycji zwierzchników.

Odpowiedzialność za to ponoszą poprzednie władze powiatu i obecny wójt Zaniemyśla?
Na podstawie dzisiaj posiadanej wiedzy myślę, że tak. Jedna strona działała z ogromną nonszalancją decyzyjną, a druga nie robiła nic konkretnego, aby to przyhamować. Być może miały miejsce działania, o których nie wiedzieli. Ale mijał czas, kiedy wiedzę mieli pełną i reakcja powinna być natychmiastowa.
Dzisiaj, przy próbach rozpoznania sprawy, mamy do czynienia z przerzucaniem winy, niepamięcią i stosowaniem uników. Co więcej, pojawiają się kolejne sprawy, które wymuszają wydatkowanie kolejnych środków finansowych. Mam na myśli dobudowę zaplecza kuchennego do tzw. tancbudy na Wyspie Edwarda, za którą powiat powinien zapłacić 120 000 zł. Oczywiście bez wymaganej dokumentacji, odbiorów niezbędnych do użytkowania. Dla nikogo już chyba nie jest tajemnicą, że kuchnia funkcjonuje około roku, a dokumenty „dorabia" się dopiero teraz.
Jeżeli dołożymy do tego fakt, że w domku szwajcarskim znajduje się już wykonane i wyposażone zaplecze kuchenne, to proszę mi powiedzieć, jak znaleźć uzasadnienie dla tak wydatkowanych pieniędzy publicznych? A w każdym samorządzie ponoć ich brakuje.
Z mojej strony takiego przyzwolenia nie ma.
Ja wierzę, że uprawnione organy - Prokuratura, NIK - wnikliwie rozpoznają całą sytuację i pomogą rozstrzygnąć te problemy. To jest miejsce, w którym zgodnie z prawdą i zaistniałą sytuacją można dokonać oceny podejmowanych decyzji bądź wskazać odpowiedzialność pracowniczą, o którą pytał pan wcześniej.
Tych dziwnych zjawisk na wyspie mieliśmy więcej - zatem prom, który nie pływał, choć pływał, most pływający, na który nie było pozwolenia, namiot, ostatnio mówi się o przebudowie wnętrza hoteliku. Skala ogromna.

Wyobraża sobie pani powiat średzki bez kolei wąskotorowej?
Nie wyobrażam sobie. Dziś kolejka ma wymiar zabytkowy. Obok wyspy jest największą atrakcją turystyczną w Zaniemyślu. Jest atrakcją o zasięgu europejskim i dlatego musimy o nią walczyć. Po spotkaniu 30 sierpnia największym optymizmem napawa fakt, że trzy samorządy - powiat średzki, gminy Środa i Zaniemyśl - mówiły jednym głosem. Kolejka musi istnieć i trzeba znaleźć pieniądze na remont torowiska.

Mówimy o ogromnych kosztach. W ciągu 8 lat co roku po około 700 tys. zł. Stać na to samorządy?
Na razie to kwota wyliczona przez członków stowarzyszenia Bana. Będą musieli ją zweryfikować specjaliści w powiecie. Mam nadzieję, że ostatecznie będzie niższa, a część pieniędzy i materiałów niezbędnych do remontu torowiska uda się pozyskać z innych źródeł. Ale musimy mieć świadomość, że nie da się w nieskończoność eksploatować infrastruktury bez kapitalnego remontu. A wąskotorówka rocznie przewozi 40 tys. turystów! Dla powiatu, ale także gmin Środa i Zaniemyśl to ogromna wartość.

Co będzie się działo w tej sprawie w najbliższym czasie?
Chciałabym, aby rady na następnych sesjach podjęły wspólną deklarację o potrzebie współfinansowania kolejki i dokonywaniu remontów. Pozwoli to Zarządowi Powiatu do opracowania harmonogramu nakładów i prac remontowych, a samorządom wpisania potrzebnych środków w kolejnych budżetach. Chciałbym, aby taka deklaracja obejmowała czas przynajmniej do końca kadencji tego samorządu. Współdziałanie trzech samorządów w zakresie remontu „turystycznej perły Wielkopolski" będzie mocnym argumentem dla pozyskania środków zewnętrznych.