Większość pracowników przyjeżdżających do Polski z Ukrainy korzysta z agencji pracy tymczasowej. To właśnie agencje znajdują dla nich legalne zatrudnienie, mieszkanie, ale także pomagają, gdy pojawia się z problem. W tej chwili szacuje się, że w powiecie średzkim może pracować nawet około 2 tys. osób z kraju naszych wschodnich sąsiadów
O rynku pracy w powiecie średzkim, zatrudnieniu obywateli Ukrainy, z Marleną Antkowiak, Prokurentem w Job Innovation Sp. z o.o. Agencji Pracy Tymczasowej w Środzie rozmawia Zbigniew Król

Zbigniew Król - Kiedy zaczął się wielki boom w Polsce na pracowników zza wschodniej granicy?
Marlena Antkowiak - To była końcówka 2015 roku. My pierwszych pracowników z Ukrainy sprowadziliśmy w maju tamtego roku. Ale było to zaledwie 6 - 7 osób. Pod koniec roku klienci, czyli pracodawcy, zaczęli do nas dzwonić i dopytywać o pracowników z Ukrainy. Pytali, jacy to są ludzie, jak ich sprawdzamy, na czym to polega, skąd ich bierzemy, kto nam ich przysyła. Kolejnych pracowników ściągnęliśmy na koniec 2015 roku, a prawdziwa lawina zaczęła się w następnym roku.
Z każdym miesiącem było coraz więcej zapytań. Na pewno dużo zyskaliśmy dzięki pierwszym pracownikom z Ukrainy, którzy okazali się dobrymi pracownikami (część z nich pracuje do dzisiaj). Informacja o nas poszła, potencjalni klienci pytali o opinie w firmach, które korzystały i korzystają z naszych usług.
Oczywiście były wówczas obawy. Bo przecież ściągaliśmy pracowników z innego kraju, o innej kulturze. Od początku sami dbaliśmy, aby załatwiać wszystkie konieczne sprawy. Jeździliśmy do Poznania, odbieraliśmy ludzi z dworca i przywoziliśmy do Środy, do mieszkań, które wcześniej dla nich wynajęliśmy. Jako agencja załatwialiśmy wszystkie formalności.

Jak to się stało, że nagle tak bardzo zaczęło brakować w Polsce pracowników?
Firmy się rozwijają i potrzebują więcej ludzi. Polacy, którzy nie pracują, zwykle pracować nie chcą lub mają bardzo wygórowane żądania płacowe. Chcą zarabiać bardzo dużo, ale też najlepiej się nie przepracowywać. Nie chcą pracować na zmiany. Byli tacy, którzy przyszli do nas, zrobili badania, a kolejnego dnia dzwonili, że są chorzy i nie mogą pójść do pracy. Inni nie dzwonili wcale, a w pracy w ogóle się nie stawiali.
Wyjściem z trudnej sytuacji na rynku pracy okazali się pracownicy zza wschodniej granicy, głównie obywatele Ukrainy.

Zawsze była pani zadowolona z pracowników, którzy przyjeżdżali z Ukrainy?
Sytuacje były różne. Zdarzało się, że przyjeżdżali panowie i nietrzeźwi wytaczali się z autobusu. Nie braliśmy takich osób, nie podpisywaliśmy z nimi umów. Były też takie osoby, na które czekaliśmy, a one nie dojeżdżały.
Ale większość naszych problemów dotyczyła jednak nie obywateli Ukrainy, ale obywateli Białorusi. W połowie ubiegłego roku wystawiliśmy wiele zaproszeń, około 30, bo potrzebowaliśmy ludzi do pracy. Z umówionych 30 osób przyjechało 5... Białorusini częściej jeżdżą do Rosji, tam pracują bez przestrzegania norm czasu pracy, często na czarno. Do nas jak przyjeżdżają, to chcą pracować po 300 godzin. Teoretycznie mogą, ale takie rozwiązanie ma krótkie nogi. Bo taka osoba z czasem jest mniej produktywna i łatwiej o wypadek.

Jakich szukacie pracowników na Ukrainie?
Szukamy zawsze ludzi pod ofertę konkretnych polskich firm. Wiemy, kogo potrzebują. Dlatego że polscy pracodawcy szukają zwykle osób na produkcję czy do magazynów i chcą pracownika wyszkolić, najważniejsza jest ich chęć i gotowość do pracy.
Od 1 czerwca zmieniła się ustawa o pracy tymczasowej. Do tej pory na umowę zlecenie Ukraińcy mogli pracować bez ograniczeń. Teraz pracować mogą do 18 miesięcy. Nam zależy na ściąganiu ludzi do pracy na długo. Pierwszą umowę podpisujemy na 1 miesiąc. Jeśli wszystko jest w porządku, kolejna jest do końca obowiązywania wizy.

Ilu pracowników z Ukrainy może w tej chwili mieszkać i pracować na terenie powiatu średzkiego?
Dużo. Słychać ich na każdym kroku. Szacuję, że około 2 tys. Tylko w naszej agencji zatrudniamy 150 osób z Ukrainy.

Mamy sygnały, że pracownicy z Ukrainy nie są ubezpieczeni. Kiedy idą do lekarza, to nie mają czym się okazać...
To kłopot z pracownikami, którzy są zatrudniani nielegalnie. My, jako agencja pracy tymczasowej, zatrudniamy oczywiście legalnie, podlegamy kontrolom odpowiednich instytucji. Dlatego też osoby zatrudniane przez nas od razu są zgłaszane do ZUS, mają płacone składki: emerytalną, rentową i zdrowotną. Problem polega na tym, że niektórzy lekarze i tak nie chcą ich przyjmować, bo w komputerze nie wyskakuje numer paszportu i trzeba trochę więcej formalności załatwić, aby NFZ zapłacił za leczenie takiej osoby. Ale te osoby mają prawo do opieki zdrowotnej w Polsce. Są ubezpieczone.

Jak wygląda sprawa mieszkań dla Ukraińców?
Nie jest lekko. Mamy kilka osób, z którymi współpracujemy i ciągle tworzą dla nas nowe lokale. Dlatego, że nie wszystkie osoby z Ukrainy dbają o mieszkania, my akurat staramy się regularnie ich kontrolować i wymagamy porządku. Prywatne osoby często obawiają się wynajmować mieszkania Ukraińcom. Chyba że przez taką agencję jak nasza. Bo to my płacimy rachunek, na który składa się pracodawca i pracownik.

Czy pracownik z Ukrainy jest tańszy? Pytam też o kwestie dotyczące dyskryminacji.
Może rzeczywiście w 2015 byli to tani pracownicy. dziś tak nie jest. Prawo zobowiązuje do zatrudniania za określoną stawkę. Do tego trzeba doliczyć mieszkanie, bo bez zakwaterowania takie osoby nie chcą przyjeżdżać do Polski. Mimo wszystko są to pracownicy poszukiwani. Zwykle pracują bardzo dobrze.

Czy zdarzają się obywatele Ukrainy, którzy przyjeżdżają do naszego powiatu do pracy i chcą tutaj zostać na stałe?
Tak, zdarzają się. Mamy takie sytuacje, w których najpierw do pracy przyjechał mężczyzna, po jakimś czasie ściągnął swoją żonę i dziecko. Pomagamy im, szukamy mieszkania, załatwiamy formalności, także te dotyczące szkoły. Bo do naszych szkół już chodzą dzieci z Ukrainy.
Aby starać się o pobyt stały w Polsce, muszą najpierw przejść okres 5 lat pobytu tymczasowego, mieć pracę i stałe zatrudnienie. Myślę, że będą mieli szansę zamieszkać w Polsce na stałe.

Czy za chwilę znów nie będzie brakować w Polsce pracowników? Rynek niemiecki powoli się otwiera, a przecież jest on finansowo znacznie atrakcyjniejszy dla Ukraińców niż nasz.
Już powoli tak jest. Mamy swoje biuro w Rzeszowie. Przyjeżdżają tam ciągle autobusy z pracownikami z Ukrainy. 80 procent z nich jedzie do Niemiec i Holandii. Nam coraz trudniej jest znaleźć mężczyzn do pracy na Ukrainie. Jeszcze radzimy sobie, ale za jakiś czas może z tym być kłopot. Tymczasem nie ma dnia, aby polscy pracodawcy nie pytali nas o nowych pracowników.
Mogę powiedzieć, że już niedługo ściągniemy do nas pracowników z Nepalu. Mamy w Nepalu pośrednika, już przez Skype rozmawiałam z kandydatami do pracy. Muszą znać język angielski i dobrze, jeśli pracowali na maszynach na produkcji.
Firma z naszego terenu już w ubiegłym roku pytała o pracowników z Nepalu. Ale kraj ten wstrzymał wydawanie wiz. W maju tego roku to się zmieniło, więc ponownie rozpoczęliśmy starania. Mam nadzieję, że uda nam się ściągnąć Nepalczyków pod koniec roku lub na początku następnego.
Sami będziemy szukać polskich pracowników do pracy we Francji i Norwegii - zwykle w budownictwie i ogrodnictwie, a także pokojówek na Korsykę. Rynek pracy jest bardzo dynamiczny.