Dyrektor Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Środzie. Niedawno wygrał konkurs na kolejną 5-letnią dyrektorską kadencję. Ze szkołą tą związany jest zawodowo od 1994 roku, czyli od ukończenia studiów na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Studia skończył na wydziale metod numerycznych i programowania.
Gdy słyszy pytanie, czy od dziecka chciał być nauczycielem, uśmiecha się i wspomina: „W czasie nauki w liceum ogólnokształcącym koledzy nigdy nie rozumieli tego, co im tłumaczyłem. Mówili, że na nauczyciela się nie nadaję". A jednak na studiach zdobył dodatkowe uprawnienia pedagogiczne, które umożliwiały pracę w szkole. - Poszedłem na te kursy, bo były tam fajne dziewczyny. Nie myślałem o pracy w szkole - dodaje.
Pracę znalazł jednak w szkole zawodowej w Środzie. Na początku do „Hipolita" przyszedł na zastępstwo za koleżankę - matematyczkę w ciąży. Później ona wróciła, ale kolejna matematyczka poszła na macierzyńskie. I tak przez kilka lat pracował jako zastępca matematyczek w ciąży. W końcu, gdy jeden ze starszych nauczycieli przeszedł na emeryturę, otrzymał etat.
W kolejnych latach pracował również jako doradca metodyczny w Poznaniu, a także w Niepublicznej Szkole Podstawowej w Ziminie. Szkołę tę prowadzi Stowarzyszenie Rozwoju Oświaty i Upowszechniania Kultury na Wsi. Przez kilka lat działał w tym stowarzyszeniu. Był m.in. jego skarbnikiem. Dziś wykłada analizy matematyczne w Wielkopolskiej Wyższej Szkole Społeczno - Ekonomicznej. Dodaje z uśmiechem, że nie ma problemu, by jego uczniowie zrozumieli jego tłumaczenia, co pokazują wyniki.
Jego pierwsza dyrektorska kadencja trwała łącznie 8 lat. Najpierw był przez 3 lata dyrektorem Zespołu Szkół Zawodowych im. Hipolita Cegielskiego, a później - w związku ze zmianami w nazwie szkoły - w 2013 r. wygrał kolejny konkurs i został dyrektorem CKZiU. Wspomina, że na stanowisko pełniącego obowiązki dyrektora „Hipolita" powołany został 14 października 2009 roku - dwa dni po śmierci poprzednika, wieloletniego dyrektora szkoły Mirosława Ardellego. I od tego czasu zmienia szkołę kształcącą zawodowców, stara się dostosować ją do potrzeb dzisiejszych czasów. A nie jest to łatwe zadanie. - Żadna reforma sama nie zmieni szkoły. Szkołę muszą zmieniać nauczyciele. Zabroniłem używania tu zwrotu "zawsze tak było". Nauczyciele nie mogą tak mówić - mówi M. Kostka.
Zwraca uwagę, że nauczyciele przedmiotów zawodowych z zagranicy często się dziwią, że ludzie kończący nasze szkoły zawodowe czy technika później nie pracują w wyuczonym zawodzie. - Gdyby zapytać wśród znajomych, kto pracuje w swoim zawodzie, to nagle okazuje się, że niewielu - mówi. Zagraniczni doradcy dziwią się temu, że młodzież nie wybiera najpierw przedmiotów ogólnokształcących, a później uczy się zawodu w zakładzie pracy. - Gdy pierwszy raz usłyszałem to pytanie, zacząłem się faktycznie zastanawiać, dlaczego? W ostatnich latach widać wyraźnie, że spora grupa młodzieży już po kilku miesiącach nauki danego zawodu chce zmienić go na inny - mówi M. Kotka. Trudno znaleźć jednak odpowiedź na pytanie, dlaczego się tak dzieje.
Z pewnym niepokojem patrzy w przyszłość szkoły, w której zapuścił na dobre korzenie. - Obawiam się roku 2019, gdy nastąpi kumulacja rocznika absolwentów równocześnie gimnazjów i podstawówek. Nie będą mogli oni się uczyć tego samego zawodu w jednej klasie. Nie wiem, czy wystarczy mi nauczycieli przedmiotów zawodowych - mówi dyrektor Kostka. Chciałby też być nie tylko dyrektorem, ale mieć kontakt z młodzieżą jako nauczyciel. Niestety, nowa Karta Nauczyciela zabrania dyrektorom brać nadgodziny. Ma on zaledwie 3 godziny w tygodniu przy tablicy. A to zbyt mało, by uczyć matematyki na przykład w klasach maturalnych.
Jednym z największych sukcesów szkoły jest natomiast współpraca ze średzkimi przedsiębiorcami, którzy są jednocześnie nauczycielami przedmiotów zawodowych. Młodzież może więc uczyć się bezpośrednio od specjalistów, także w ich zakładach pracy.
W wolnym czasie M. Kostka lubi jeździć na rowerze, chodzić po górach, spaceruje dużo z psem. Czyta - dużo i różne pozycje od fantastyki przez książki historyczne, popularnonaukowe. - Czytam, co mi wpadnie w rękę. Mamy w szkole bookcrossing. Czasami przechodząc korytarzem zatrzymuję się i patrzę na porozkładane na skrzynkach od jabłek książki. Ostatnio ktoś położył książkę Grzegorza Kołodki - przejrzałem. Wciągnęły mnie też pamiętniki Brzezińskiego - opowiada M. Kostka.
Wspólnie z żoną Izabelą wychowują dwójkę dzieci. Córka Magda jest w 2 klasie LO, a syn Franek w klasie szóstej w SP 3.
A. Piątek