Danuta Grześkowiak przez wiele lat była nauczycielem języka francuskiego w średzkim Liceum Ogólnokształcącym. Na początku lat 90. organizowała pierwsze wymiany z Vitre. Później stała się średzkim nieformalnym ambasadorem w tym bretońskim miasteczku we Francji i do dzisiaj zajmuje się wymianami i spotkaniami średzian z Francuzami.
O tym, jak zaczęły się kontakty z Vitre opowiedziała Zbigniewowi Królowi.

Zbigniew Król - Jak zaczęły się średzkie kontakty z mieszkańcami Vitre?
Danuta Grześkowiak - Zaczęło się to nieco przypadkowo. Pod koniec lat 80. uczyłam języka polskiego w Szkole Podstawowej nr 3. Dostałam wówczas zapytanie od dyrektor Liceum Ogólnokształcącego, czy zgodziłabym się poprowadzić lekcje języka francuskiego w dwóch klasach. Chodziło o to, aby doprowadzić je do matury, później języka francuskiego w liceum miało już nie być. Przyjęłam tę propozycję. Jak się okazało - na lata.
Akurat w tym czasie w Rennes we Francji realizowano projekt współpracy Wielkopolski i Bretanii. Także do naszego miasta przyjechało dwóch inspektorów z instytucji odpowiadającej naszemu kuratorium. Byli w Zespole Szkół Zawodowych, a także u mnie na lekcji w liceum. Po kilku dniach dostaliśmy informację, że zostaliśmy zaproszeni na wyjazd do Rennes.
W sumie w wyjeździe uczestniczyła grupa 20 nauczycieli z Wielkopolski. Zwiedzaliśmy szkoły w okolicach Rennes, a na noclegi przydzielono nas do francuskich rodzin. Ze Środy pojechałam ja i Maria Kostecka. I trafiłyśmy właśnie do liceum w Vitre. Zamieszkałyśmy u Francoise Le Mer - Levistre, nauczycielki historii i geografii oraz jej dwóch przyjaciół. Francoise do dzisiaj jest moją przyjaciółką, spotykaliśmy się rodzinami wiele razy, mamy świetny kontakt.
W tak przypadkowy sposób nawiązały się relacje oficjalne i nieoficjalne. Po naszym powrocie z Francji dowiedzieliśmy się, że mamy zaproszenie na wymianę do Francji.

To był początek lat 90. Jak ówcześni licealiści zareagowali na wiadomość, że będą przyjmować młodych Francuzów, a potem sami ich odwiedzą w Bretanii?
Wśród naszej licealnej młodzieży zapanowało prawdziwe szaleństwo. Po latach w kronice klasy, którą wówczas prowadziłam znalazłam całą stronę opisującą lekcję, na której powiedziałam, że przyjmujemy Francuzów i jedziemy do Francji. Bardzo mnie ten wpis wzruszył.

Kiedy zaczęły się wymiany młodzieży?
Pierwsza wymiana odbyła się na przełomie października i listopada 1991 roku i trwała pełne dwa tygodnie. My pojechaliśmy z rewizytą, także na dwa tygodnie w lutym 1992 roku. Nikt wówczas nie pomyślał, aby zaplanować czas wolny, planowaliśmy więc zajęcia od rana do wieczora. To był ogromny wysiłek.
Młodzież z Francji była pełna obaw przed przyjazdem do Środy. Nikt zresztą nie wiedział, jak to będzie. Przed ich przyjazdem do Polski byłam we Francji i rozmawiałam z rodzicami francuskich uczniów. Pytali, czy jest u nas ciepła woda, czy mamy kolorowe telewizory, a potem do nas przyjechała i tak dziewczyna, która zabrała swój papier toaletowy. Chyba bali się bardziej niż my. We Francji panowało przekonanie, że Polska to w zasadzie już Rosja, gdzie panują prymitywne warunki, a śnieg jest po kolana.
Przez pierwsze 10 lat na wymiany przyjeżdżały całe klasy, z naszej strony do Francji jeździły klasy francuskojęzyczne. Młodzież była świetnie przygotowana. Francuzi przez kilka tygodni pracowali, by zdobyć wiedzę o historii Polski i o Polakach. My staraliśmy się robić to samo z myślą o Francji.
Później, z przyczyn ekonomicznych język francuski zniknął z liceum, a językiem wymiany stał się angielski. Ale nie było to już to samo, znajomość języka angielskiego naszej młodzieży była zdecydowanie wyższa niż młodzieży francuskiej. Ale trzeba też pamiętać, że ta młodzież nie różni się od siebie, podobnie się ubierają, słuchają tej samej muzyki, oglądają te same filmy, więc stosunkowo łatwo nawiązywały się i nawiązują znajomości, a czasami nawet przyjaźnie.

Jaki był ten pierwszy wyjazd młodzieży z liceum do Francji?
Trzeba pamiętać, że nie było wówczas Facebooka, telefonów komórkowych, a dwutygodniowy wyjazd do innego kraju był nie lada przedsięwzięciem. Dziś wszyscy przed spotkaniem mogliby się poznać i porozmawiać przez media społecznościowe. Wtedy Francuzi i my przygotowaliśmy albumy, w których pisaliśmy o sobie, wklejaliśmy zdjęcia. Pierwszy przyjazd Francuzów przełamał lody. Młodzież z Vitre była oczarowana Polską, jak się później miało okazać, my także wspaniale przeżyliśmy wyjazd do Bretanii w 1992 roku. Nasza młodzież została tam przyjęta fantastycznie. Pamiętam, że przeżycie było tak ogromne, że po wycieczce do Paryża dwie nasze dziewczyny wróciły z gorączką, bo było to coś tak niesamowitego.

Jak doszło do podpisania umowy pomiędzy samorządami Vitre i Środy?
Inicjatywa wyszła ze strony francuskiej. W Bretanii było stowarzyszenie, które w czasach Solidarności, a także stanu wojennego, organizowało transporty humanitarne leków i żywności do Polski. Jeszcze przed wymianą szkolną przyjechała do nas grupa radnych, zwiedzali zakłady mięsne oraz Hortex, sprawdzali na własne oczy, co się u nas dzieje. Wymiana szkolna udała się świetnie i powstał pomysł porozumienia miast.
Umowa została podpisana najpierw we Francji we wrześniu 1994 roku i potem uroczyście parafowana w marcu 1995 roku w Środzie. Od tamtego czasu co pięć lat są organizowane wyjazdy grup mieszkańców. W tym roku my byliśmy we Francji, w przyszłym oni przyjadą do nas.
Vitre to piękne, mniejsze od Środy, bo 17-tysieczne miasto, które ma osiem miast partnerskich, także w USA, Kanadzie i Mali. Miasto i ludzie są bardzo otwarci na świat. Zawsze przyjmowani jesteśmy we francuskich rodzinach i tego samego oczekują od nas. Zaproponowanie Francuzom przyjeżdżającym do Środy hotelu byłoby afrontem.
Myślę, że Vitre może być dla nas wzorem do naśladowania. Przez lata na wymiany jeździł z nami do Francji były już burmistrz Wojciech Ziętkowski. Bardzo podobało mu się miasto, ale także tamtejsza kuchnia i otwartość ludzi. To właśnie w Vitre burmistrz zobaczył te wszystkie liczne ronda, które później przeniósł na grunt średzki.

Czy przez lata wymian i spotkań zrodziły się polsko - francuskie przyjaźnie?
Oczywiście. W Środzie jest kilka rodzin, które w wymiany są włączone od samego początku. Spotykają się także poza oficjalnymi terminami. Ja także mam tam przyjaciół, spotykamy się regularnie. W Vitre stałam się osobą rozpoznawalną. Jak mówiłam podczas ostatniego spotkania we Francji, nie byłoby wymiany, gdyby nie byłoby ludzi z pasją.
Bez wątpienia takie wymiany są ciągle bardzo cenne, pozwalają bowiem na prawdziwe spotkania. Nie wirtualne, ale realne, przy stole, podczas spaceru, oparte na szacunku i sympatii. Myślę, że warto angażować w takie formy naszą młodzież.
W tym roku w Vitre zrobiliśmy prawdziwą furorę. Piękny koncert w sali dla 600 osób dali Grzegorz Rudny i Dorian Pawełczak oraz nasze dziewczyny Izabela Walkowiak, Anita Klepacka, Aleksandra Kaczmarek i Anna Kaczmarek. Z dumą patrzyłam na tych młodych średzian w sali koncertowej oddalonej o 1600 km od Środy.
Oczywiście wymiany to także mnóstwo niezwykłych historii. Poznałam na przykład Francoise Cieslarczyk, której dziadek i tata urodzili się w Środzie. Pokazała mi ona zdjęcie domu, w którym mieszkali. Okazało się, że to dom naprzeciwko mleczarni przy ul. Daszyńskiego. Ojciec pani Francoise żyje i ma obecnie 102 lata. Kiedy rozmawiają o Polsce i Środzie zawsze bardzo się wzrusza.