Zawód nauczyciela z biegiem lat zaczyna tracić na znaczeniu i szacunku. Osób uczących młodzież jest coraz mniej, a zachęt do pracy w zawodzie nie ma. Problem generują wprowadzone w ostatnich latach reformy oświaty. O polskiej szkole, roli nauczyciela oraz o tym, czy nauczyciel powinien angażować się politycznie opowiada w rozmowie z Krzysztofem Kubiakiem nauczyciel języka angielskiego Łukasz Korcz
Krzysztof Kubiak - Jaka jest w dzisiejszych czasach rola nauczyciela i dlaczego przestaje on być autorytetem dla młodych ludzi?
Łukasz Korcz -
Nauczyciel pełni w społeczeństwie istotną rolę. Jest też ważną postacią dla młodego człowieka. Zwłaszcza na etapie szkoły podstawowej. Nauczyciel buduje przyszłość dzieci i młodzieży. W szkole średniej od niego zależy chociażby to, czy uczeń zda dobrze egzamin zawodowy, czy też dostanie się na wymarzone studia. Nauczyciel jest niestety coraz mniej doceniany przez społeczeństwo i władze. Żyjemy w rzeczywistości, w której ten szacunek jest uzależniony od pozycji materialnej. Zarobki nauczycieli są nieadekwatne w stosunku do średniej krajowej. Gospodarka rozwija się szybko, ale pensje nauczycieli stoją w miejscu - tak jak w przypadku pielęgniarek. Obecnie wybierając zawód, który wymaga mniejszych kompetencji, dostaje się o wiele wyższą pensję.
Warunki nie są zachęcające, a ta praca przecież nie służy zdrowiu.
Oczywiście, że nie. Nauczyciel pracuje w bardzo dużym hałasie, zwłaszcza w podstawówce. To sytuacja porównywalna z pracą na budowie, czy z młotem pneumatycznym. To niezwykle męczące. Jeśli mamy coraz mniej nauczycieli, to ci pracujący mają jeszcze więcej lekcji, i jest to dla nich szczególnie wyczerpujące.
Za nami likwidacja gimnazjów przez minister Zalewską, teraz mamy kontrowersyjnego ministra Czarnka. W jakiej sytuacji jest polska oświata?
Złej. Likwidacja gimnazjów była nieprzemyślana i wprowadzona z pobudek ideologicznych. Nie była poparta żadnymi twardymi badaniami. Po kilku latach od likwidacji wiemy, że wskaźniki kompetencji uczniów spadają. To kolejne zmiany proponowane przez PiS, które na papierze i w telewizji miały być cudowne, ale rzeczywistość je bardzo ostro weryfikuje. Wskazują na to niezależne badania. Spadek kompetencji matematycznych i polonistycznych jest znaczny. To efekt tej reformy. Choć najpoważniejszym skutkiem jej wprowadzenia jest to, co widać w każdym polskim domu: młody człowiek siedzi przy biurku i zwyczajnie płacze. W końcu patrzy w kalendarz i widzi: sześć kartkówek, cztery sprawdziany. Pani Zalewska wprowadziła reformę, która zmieniła podstawy programowe dramatycznie je przeładowując. Teraz mamy plany lekcji grozy. Młodzi ludzie spędzają w szkole po 8-9 godzin, zwłaszcza tam, gdzie są przedmioty zawodowe. Szkoła w takich sytuacjach kojarzy się z opresyjną instytucją, która zabiera życie.
O zdrowiu psychicznym młodych ludzi mówi się bardzo dużo. Takie sytuacje wcale nie wpływają na nich pozytywnie.
To jest dramat. Presja jest ogromna. Egzamin, nacisk rodziców, którzy chcą, aby dziecko zdało go jak najlepiej i miało najwyższe oceny. Do tego dochodzi presja nauczycieli i środowiska rówieśniczego. W pewnym momencie stres tych młodych ludzi zabija.
Uczniowie lub rodzice przychodzą do pana i rozmawiają na ten temat?
Mieliśmy pandemię. Przez ostatnie 1,5 roku uczyłem online. Uczniowie sami mówili, że ilość przedmiotów i materiałów nie była wtedy tak strasznie przytłaczająca. Nauczyciele nie mieli narzędzia do skutecznego wyegzekwowania tej wiedzy. Kto się uczył, ten się uczył, kto się obijał, ten się obijał. Sam mam syna i widzę, ile czasu spędza nad lekcjami, ile godzin spędza teraz w szkole oraz jak wielu niepotrzebnych rzeczy musi się uczyć. Nie mamy szkoły, która buduje myślenie. Wymaga znajomości zbyt dużej liczby faktów i wiedzy encyklopedycznej. To jest bez sensu.
Słynie pan z ostrych, a dla niektórych kontrowersyjnych wypowiedzi. Na swoim Facebooku komentuje pan bieżącą sytuację w kraju i na świecie. Nie brakuje wpisów na tematy światopoglądowe. Reakcje internautów są bardzo różne. Nauczyciel powinien na takie tematy się wypowiadać?
Nie widzę powodu, dla którego zostając nauczycielem miałbym zrezygnować z własnych praw obywatelskich. Jesteśmy tak podzielonym społeczeństwem, że niewiele jest wypowiedzi, które mogą zostać odebrane całkowicie neutralnie. Praktycznie w składzie prawie każdej rady gminy, powiatu czy miasta w Polsce znajdziemy nauczycieli. Podejmują decyzje, pełnią funkcje w różnego rodzaju komisjach, głosują. Dlaczego nauczyciel może startować w wyborach, a nie wolno mu głosić poglądów otwarcie i publicznie?
W średzkiej radzie miejskiej oraz w radzie powiatu nauczycieli nie brakuje.
No właśnie. Zatem zarzuty, że ktoś, zostając nauczycielem, nie może się wypowiadać na prywatnym profilu na Facebooku są zwyczajnie śmieszne. Skoro ksiądz może swoje poglądy polityczne głosić podczas kazań, to dlaczego nie może tego robić nauczyciel?
Pańskie wypowiedzi nie każdemu się podobają. Czasami sprzeciw jest dosyć wyraźny. Jak pan to przyjmuje?
To oczywiste i ja to absolutnie rozumiem. Trzeba tylko rozdzielić dwie sprawy. Czy nie podoba się treść głoszonych przeze mnie treści, czy sam fakt ich publikacji. Jeśli to pierwsze - nie ma problemu. Są ludzie, którzy mogą mieć różne spojrzenie na te same sprawy. Żyjemy w kraju, w którym mamy, jak na razie, wolność słowa oraz pluralizm polityczny i społeczny. Głosy, z którymi często się spotykam, brzmiące: „przestań!", „zamilcz!" są już bardzo niebezpieczną cenzurą. Mogę bardzo mocno się nie zgadzać z treściami publikowanymi na stronie np. Narodowej Środy, to choć traktuję ich poglądy i środowisko z jakiego się wywodzą, jako mocno faszyzujące, to jeśli działają zgodnie z przepisami, mają takie same prawo do prezentowania swoich myśli, jak każdy inny obywatel w kraju.