O przegranej w wyborach w 2018 roku, postrzeganiu obecnych władz miasta i powiatu, z Marcinem Bednarzem, byłym starostą średzkim, obecnie radnym powiatowym rozmawia Zbigniew Król

Ma pan wyrzuty sumienia?
A dlaczego?

Wielu ludzi, także z waszego obozu politycznego, właśnie na pana zrzuca odpowiedzialność za porażkę w wyborach na burmistrza Wojciecha Ziętkowskiego, przegraną w wyborach do Rady Miejskiej i Rady Powiatowej. Zarzucają, że powodem porażki był pański sposób bycia, niektóre podejmowane przez pana decyzje, a może i błędy w kampanii wyborczej. Co pan na to?
Na pewno brak zwycięstwa powoduje, że nad pewnymi sytuacjami trzeba się zastanowić, przemyśleć, wyciągnąć wnioski. Wiele rzeczy można byłoby zrobić inaczej. Ale trzeba pamiętać, że nie tylko w ostatniej kadencji zrealizowaliśmy wiele zadań, których wcześniej nie udało się zrobić, albo nikt do pewnych tematów nie podchodził. Decydowaliśmy się na nowe rozwiązania, które, jak to zwykle bywa z nowościami, powodują pewne obawy, bo rozbijają układy i układziki. Pojawiają sie głosy sprzeciwu. Dla mnie najważniejsze jest to, co udało się zrealizować, aby nasza mała ojczyzna mogła się rozwijać.

Naprawdę uważa pan, że mieszkańcy w 2018 roku podziękowali Wojciechowi Ziętkowskiemu i Marcinowi Bednarzowi za pomysły, które wówczas realizowaliście?
Powody mogły być oczywiście różne. Ale przypomnę, że w powiecie nasza koalicja przegrała o bodajże 40 głosów. Na całość trzeba patrzeć nie przez pryzmat jednej, ale wszystkich naszych kadencji. Czasami mieszkańcy po prostu uważają, że potrzebne są zmiany, że musi nastąpić jakaś odnowa. To w polityce żadna nowość. Nie bez znaczenia była również ogromna fala hejtu i kłamstw, którą przeciwnicy stosowali nie tylko w kampanii, ale która trwa do dzisiaj. To jest sposób uprawniania polityki, którym się brzydzę, w przeciwieństwie do osób, które nie mają problemów ze stosowaniem kłamstwa. Część mieszkańców dała się zwieść tym kłamstwom. Dziś wiele osób mówi, że popełniło błąd.

Kiedy rozmawialiśmy kilka lat temu mówił pan, że średzianie nie powinni czekać 10 lat, aby dostać nowy stadion, drogę, wiadukt, bo powinni dostać teraz. Taka była filozofia starosty Bednarza. Zastanawiam się, czy takie podejście nie spowodowało właśnie tak ogromnego zadłużenia samorządu, bo uważaliście, że wszystkie wasze wizje są po prostu najlepsze i na teraz?
Nie zgadzam się z demagogią dotyczącą zadłużenia. Radni którzy dzisiaj rządzą, łącznie z obecnym burmistrzem Piotrem Mielochem, głosowali w poprzednich latach za zaciąganiem kredytów. Radny Jarosław Frach krzyczał na sesjach w sprawie zakupu dla mieszkańców czujek dymu, dziś będąc w obozie władzy o nich nie wspomina, choć jest pracownikiem ZGK, więc może powinien zastanawiać się, gdzie znaleźć środki na ten cel właśnie w ZGK.
Nie da się wielu rzeczy realizować bez kredytu. Trzeba jednak tak działać, aby kredyty na inwestycje w efekcie zwiększały dochody samorządu, aby móc te kredyty obsługiwać. Wspomnę, że wszystkie kredyty czy obligacje w gminie od jakiegoś czasu obsługiwała Kancelaria Leśny, której pracownikiem, czy też współpracownikiem był obecny skarbnik miejski. Dziś ta sama osoba, twierdzi, że sytuacja w gminie jest fatalna. Na podstawie przygotowywanych analiz gmina czy powiat otrzymywała kredyty czy obligacje. Rok temu skarbnik miejski przedstawił zupełnie odwrotną analizę budżetu powiatu. Odniosłem się negatywnie do tej analizy, ze względu na złe założenia. Założenia, że powiat nie będzie pozyskiwał inwestorów nie będzie sprzedawał gruntów pod działalność gospodarczą. To pokazuje fałsz tej tezy. Problemem jest brak inwestorów, brak sprzedaży nieruchomości , a nie wielkość zadłużenia.
Drugim problemem jest to, że nie można zwiększać wydatków bieżących. Jeśli w gminie jest tak, że pracownik idzie na emeryturę i dostaje odprawę, a po chwili wraca, choć na jego miejsce został przyjęty już ktoś inny, to wydatki bieżące rosną. A to przypadek nie jednostkowy. Program urzędniczy czy spółkowy etat dla każdego ze średzkiej lewicy i średzkiego PiS jest realizowany na szeroką skalę.
Nie mieścimy się obecnie we wskaźnikach, bo gmina i powiat mają rozdmuchane wydatki bieżące. Ale to tylko wskaźniki. Samorząd jednak i tak ma pieniądze. Ile na koniec roku było na koncie powiatu i gminy?

Ile było?
Ja myślę, że koło kilku milionów złotych. Więc to zasłona dymna, aby móc wydawać pieniądze na wynagrodzenia. Po co w powiecie jest trzeci etatowy członek Zarządu Powiatu? Były prezes Powiatowego Centrum Inwestycji został zatrudniony w starostwie na kierownika wydziału i zarabia zdecydowanie lepiej niż starosta... W jego miejsce przychodzi do PCI inna osoba i generuje dodatkowe koszty. Czy w PCI musi pracować radny powiatowy Jacek Gabała? W starostwie w wydziale dróg pracę znalazła też inna osoba, która kandydowała do rady z PiS. Można byłoby to długo analizować i podawać wiele przykładów.
My z takimi sytuacjami walczyliśmy, obcinaliśmy koszty. W poprzedniej kadencji jak zaczęliśmy rządzić w powiecie to w starostwie były zwolnienia. Podobnie było w szpitalu. I nie chodziło o to, czy kogoś lubiliśmy, czy nie, czy też chcieliśmy tam zatrudnić kogoś z rodziny, albo ze swojej listy wyborczej. Po prostu cięliśmy koszty. Reforma systemu oświaty także dotyczyła cięcia kosztów, by pieniądze zostawały na inwestycje. Gdybyśmy nie cięli wydatków bieżących, to banki nie udzielałyby kredytów na inwestycje.

Były burmistrz Wojciech Ziętkowski mówił niedawno w "Gazecie Średzkiej", że miał świadomość, iż przez najbliższe dwa lata po wyborach w gminie Środa będzie spowolnienie. Pan ma inne zdanie?
Przez trzy lata poprzedniej kadencji bardziej skupiałem się na sprawach powiatu niż gminy, bo byłem starostą, więc nie mogę się szczegółowo do tego odnieść. Jednak jestem bardziej optymistycznie nastawiony niż burmistrz Wojciech Ziętkowski, który zresztą po każdej zakończonej kadencji mówił, że będzie przyhamowanie. Tymczasem było zupełnie odwrotnie, za każdym razem robił burmistrz Ziętkowski o 120 % więcej. Ciężka praca wszystkich samorządowców dawała realne rezultaty w postaci wzrostu. Dzisiaj wielu najlepszych samorządowców nie ma w Środzie, ich wiedza umiejętności wykorzystują inne samorządy. Zamiast specjalistów jak Hanna Mierzwiak, Michał Żabiński, Maria Olejniczak czy Jarosław Płociński mamy bardzo wiele słabych, których można określić znanym trzyliterowym skrótem.

Ale te 80 mln zł zadłużenia w gminie i kolejnych kilkanaście w spółkach to fakty.
Jeśli ktoś ma kredyt na budowę domu, załóżmy 400 tys. zł, to co miesiąc trzeba płacić 2 tys. zł. Jak się zarabia 6 tys. zł, to 1/3 idzie na spłatę kredytu, który trwa nie 5 lat, ale 25, a czasami 30 lat. To duże obciążenie. W przypadku gminy te 80 mln zł na 15 lat wymaga spłaty z odsetkami około 5 mln zł rocznie. Jaki to jest procent w 170-milionowym budżecie gminy? Ile wynoszą łączne budżety gminy i jej spółek 220 mln?

 Ale jeśli przyjmiemy, że rok rocznie z budżetu wydajemy w gminie na inwestycje 20 mln zł, to te 5 mln zł już robi wrażenie.
Ale te 5 mln zł było zawsze. Wcześniej nie były spłacane zobowiązania? Jeśli ktoś szedł do władzy, bo miało być lepiej, więcej, sprawiedliwiej, a teraz rozkłada ręce, to znaczy że oszukał mieszkańców. Czy my rozkładaliśmy ręce mówiąc, że jest nam przykro, ale teraz nie robimy, bo musimy spłacać kredyty? Nie. Szpital przejmowaliśmy z ogromnymi długami, z nie zapłaconymi fakturami, rachunkami na kwotę pod 20 miliony zł. Zrezygnowaliśmy z inwestycji? Nie.

Czy nie przeinwestowaliście? W jednym czasie zaczęło się kilka bardzo dużych inwestycji, w tym stadion, który miał kosztować wstępnie 8 mln zł, a będzie kosztować 14, a może i więcej. Rozpoczęliście budowę siedziby komunalki. Powiat chciał budować wschodnią obwodnicę miasta i wiadukt. Nie za dużo na raz?
Ja i tak uważam, że trzeba robić jeszcze więcej, bo wystarczy spojrzeć, co robią inne samorządy. Są miejscowości, które mają stadiony na poziomie naszego już od wielu lat. Komunalka ma problemy z budową siedziby, bo został w niej, zlikwidowany przez obecną władzę dział kanalizacyjny i nie może wypracować przychodów, które pozwoliłyby jej dokończyć budowę własnej bazy. Prezes Płociński zarządzając 3 firmami potrafił wygrywać przetargi realizować wiele zadań dla gminy Środa i Powiatu Średzkiego i równocześnie budować nową siedzibę dla służb komunalnych. Dzisiaj mamy 2 prezesów i jednego Dyrektora, którzy w nie robią pewnie nawet połowy tych robót co w poprzedniej kadencji robiły kierowane przez nich dzisiaj firmy, a nie potrafią zakończyć inwestycji nowej siedziby. A może przełożeni im nie pozwalają?

Kiedy jeszcze sprawowaliście władzę, spółka miała problemy z realizacją inwestycji w Środzie, nie mogła zmieścić się w terminie, a kolejny przetarg, z tego co pamiętam, przegrała. Nie była konkurencyjna.
Spółka nie była konkurencyjna? LUKS wygrał największy przetarg w mieście. Ceną. W terminie często nie mieszczą się także formy zewnętrzne i to często nie z ich win. Pamiętajmy jednak, że projekt kanalizacyjny został pozytywnie rozliczony. Za naszych rządów PCI budowało schetynówkę w Murzynowie Kościelnym. Dzisiaj spółki gminne czy powiatowe choć realizują mniej zadań nie przystępują do przetargów, albo nie składają najtańszych ofert. Zmiany kadrowe w spółkach inwestycyjnych gminy i powiatu nie wyszły im na dobre. Nasze spółki nie realizowały wszystkich zadań, ale robiły wiele zadań, które dzisiaj robią firmy zewnętrzne. Pieniądze, które mogły zostać w spółce idą gdzie indziej. Zostawało więcej środków w budżecie, niż to ma miejsce teraz.

Wyspa Edwarda odbija się panu czkawką?
Dla mnie najważniejsze było to, aby wyspa odżyła i dobrze służyła mieszkańcom. Nie było chętnych na jej prowadzenie, bo przecież gdyby było inaczej, gmina Zaniemyśl nie przekazałaby jej powiatowi. Podjęliśmy się trudnego zadania i najważniejsze, że udało się wyspę przywrócić do życia. A to, że ktoś wykorzystuje wyspę do walki ze mną jest najmniej istotne.

Nie czuje się pan winny za to co zaszło na wyspie?
Jak się jest starostą, to powinno czuć się odpowiedzialnym za wszystko, co działo się w powiecie. Zadania, które nie zostały do końca zrealizowane powodują, że czuje się niedosyt, czy też człowiek czuje sie winny. Wiele tych rzeczy które powinny być zrobione, rzeczywiście nie zostały dokończone. Ale to też przeczy tezie, że ja o wszystkim decydowałem i na wszystko miałem wpływ. Aby dobrze funkcjonować, trzeba mieć grupę dobrych współpracowników.
Mam nadzieję, że Domek Szwajcarski na wyspie zostanie jak najszybciej przywrócony do stanu, który powinien być, a nie ten który był. Przecież to, w jaki sposób został wykonany remont przez gminę Zaniemyśl budził wątpliwości. To wcześniej zwykłą płytą nida-gips zakryto herb Raczyńskich, nie wybrano części gruzu, który obciążał konstrukcję, wycięto część ważnych konstrukcyjnie belek... A przecież w domu jednorazowo w sezonie bywało nawet po kilkadziesiąt, sto osób. Kluczowe były zatem względy bezpieczeństwa.

Prokuratura bada, czy starosta Bednarz wydał zgodę, a może nawet polecił zdjęcie nidy ze ścian w Domku Szwajcarskim bez zgody konserwatora... Wiedział pan o tym, co dzieje się w domku?
Wiadomo, że wiedziałem, tutaj nie ma czego badać. Wystarczy zapytać byłego prezesa Powiatowego Centrum Rozwoju Adama Trawińskiego, który miał argumenty za zdjęciem ze ścian płyt nidy i naprawą domku bez zezwolenia, ale ostatecznie jego argumentów nie przyjął ani konserwator zabytków, ani minister i musiał zapłacić karę. Dzisiaj problemem jest to, że trzeba inwestycję dokończyć. Reszta jest walką polityczną, która jest skierowana przeciwko mojej osobie. Była prezes PCR Aneta Kłopot - Wartecka napisała mi kiedyś, że mnie zniszczy i jej pasją stało się atakowanie mojej osoby. Ale trzeba skupiać się na faktach, bo wówczas rzeczywistość przedstawia się zupełnie inaczej.
Gdyby konserwator zgodził się, abyśmy Domek Szwajcarski zrobili w wersji, w której wykonała go wcześnie gmina Zaniemyśl, inwestycja byłaby już od dawano zakończona. Przypomnę tylko, że jako powiat dostaliśmy budynek, w którym miała być prowadzona gastronomia, a nie spełniał norm sanepidu. Potem okazało się, że inne budynki na wyspie nie spełniają wymogów przeciwpożarowych. Jako powiat musieliśmy wydać dużo pieniędzy, aby wszystko to naprawić. Ale nie mieliśmy pretensji do wójta Zaniemyśla, tylko zabraliśmy się ostro za pracę.

Nie bedzie wiaduktu nad linią kolejową, budowa obwodnicy stoi, czy to oznacza poważne wyhamowanie, o którym przecież też mówił były burmistrz?
Hamowanie to zmniejszanie prędkości, a teraz wszystko po prostu stoi w miejscu. Tu nie chodzi tylko o to, że nie są realizowane jakieś projekty, których początek miał miejsce w poprzedniej kadencji. Czy słyszał pan o jakiś nowych, ważnych dla mieszkańców pomysłach których realizacja ma się wkrótce rozpocząć? Jest wiele rzeczy które powinny być realizowane, a nie są.
Z wieloma osobami, które obecnie sprawują władzę kiedyś pracowałem, ale nasze drogi się rozeszły, co oczywiście nie bierze się z niczego. Dla mnie najważniejsze było wykonanie zadania, a dla starosty Iwańczuka, żeby zostać na stanowisku drugą kadencję. Obawiam się, że przez pięć lat tej kadencji nie wydarzy się nic. Nie widzę potencjału i chęci do pracy, aby realizować wielkie zadania.

Jakie mogą być wnioski z kontroli Powiatowego Centrum Inwestycji prowadzonej przez Komisję Rewizyjną, której jest pan członkiem?
Wydaje mi się, że przeżywam pewne deja vu. W roku 2012 byłem członkiem Zarządu Powiatu i pytaliśmy o szpital. Wszyscy wiedzieliśmy, że jest fatalnie, wyniki szpitala były bardzo złe. Ale nie było żadnych decyzji ówczesnego Starosty Tomasza Pawlickiego, aby poprawić sytuację. Dzisiaj mamy podobną sytuację w PCI. Przy powyborczym podziale łupów, stanowisko prezesa tej spółki przypadło PiS. Dziś nawet nie wiadomo, kto zgłosił jego kandydaturę, bo nikt jak na razie się nie przyznaje. Teraz PCI chce budować farmę fotowoltaiczną, bo prezes zajmował się tą tematyką w swojej poprzedniej pracy? Tymczasem my potrzebowaliśmy specjalisty od dróg.
Oczywiście przykre jest to, że prezes PCI zamiast skupić się na swoich zadaniach zajmuje się składaniem donosów do prokuratury, a teraz aktów oskarżenia przeciwko radnym do sądu. Nieporozumieniem jest także to, że wynajęty menedżer, osoba spoza powiatu, która tutaj nigdy nie pracowała, mówi, że powiatu i spółki nie stać na budowę wschodniej obwodnicy miasta i nie jest ona potrzebna. A przecież to decyzja strategiczna, ważna dla mieszkańców i konieczna dla rozwoju miasta. PCI to pierwsza jednostka opanowana przez nową władzę, którą kontrolujemy. Boję się, że w innych gminnych czy powiatowych jednostkach jest podobnie. Kolejne kontrole przed nami. Ryba psuje się od głowy. Członkowie zarządu, ze starostą na czele nie potrafią odpowiedzieć na najprostsze pytania dotyczące powiatu. W Urzędzie Miejskim śmieją się, że Burmistrz samodzielnie nie podejmuje żadnej decyzji a w swoim biurze siedzi jak w zamkniętej twierdzy. Trochę odżywa jak pojawia się Paweł Wullert. Kto rządzi naszą gminą? Czy aby na pewno osoba, którą mieszkańcy wybrali na burmistrza?

Pracował pan w Urzędzie Miejskim, a potem w Starostwie Powiatowym od 2003 roku? Nie tęskni pan za urzędem?
Zawsze mówiłem, że nie wyobrażam sobie pracy w jednym miejscu przez całe zawodowe życie, bo moim zdaniem w ten sposób nie wykorzystuje się swoich możliwości, pojawia się rutyna. Lubię nowe wyzwania, więc aby nie mieć wyrzutów sumienia, że czegoś się nie spróbowało, z dużą chęcią podejmuję się nowych zadań. W tym sensie nie tęsknię.
Ale przez te lata pracy w urzędzie realizowaliśmy w gminie i powiecie wielkie zadania, które przyniosły mi ogromną satysfakcję, jak chociażby budowa kanalizacji miejskiej, gdzie byłem koordynatorem całego projektu, czy budowa północnej obwodnicy miasta, z której kiedyś wiele osób się śmiało i pukało w czoło zastanawiając się, po co budujemy drogę w środku pola. Tymczasem ta droga spowodowała rozwój tej części miasta w stopniu, w jakim nikomu to się nie śniło. Dziś droga "w środku pola" jest prawie w całości zabudowana z jednej i z drugiej strony. Za takimi zadaniami na pewno tęsknię.

Czym zajmuje się pan obecnie?
Głównie skupiam się na rozwijaniu mojej małej firmy, w zakresie budownictwa, którą założyłem w połowie zeszłego roku. Natomiast, o czym rozpisywała się prasa, nie szukałem pracy w innych samorządach, nie składałem ofert.

Wystartuje pan w kolejnych wyborach samorządowych?
Wszystkim mieszkańcom gminy i powiatu, także sobie, życzyłbym, abyśmy byli zadowoleni z obecnej władzy, która rozwijałaby miasto i powiat. Niestety słyszę narzekania przedsiębiorców, mieszkańców, urzędników którzy ciągle mówią, że coś nie działa jak powinno, nie napawa mnie to optymizmem. Widzę, że dla rządzących najważniejsze jest zajmowanie stanowisk, a nie praca na rzecz naszej wspólnoty. Przy takich rządach nie można być biernym.