Wraz z rozwojem epidemii COVID-19, zmianie uległa znacząco działalność lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej. Obecnie pierwszy kontakt pacjenta z lekarzem odbywa się z wykorzystaniem tzw. teleporady, kiedy to podejmowana jest decyzja o dalszej formie leczenia. Funkcjonowanie oddziałów POZ oparte na reżimie sanitarnym spotyka się z coraz częstszą krytyką potencjalnych pacjentów
Nieustannie rozwijająca się pandemia COVID-19 skutkuje ciągłym przyrostem liczby zakażeń, władze państwowe wprowadzają kolejne środki zaradcze mające na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się choroby. Obecnie cała Polska znajduje się w strefie czerwonej, co w znacznym stopniu wpływa na nasze życie. Ograniczona liczba osób mogących korzystać z placówek handlowych, zawieszenie działalności stacjonarnej gastronomii, zakaz organizacji imprez okolicznościowych - to tylko niektóre z ograniczeń wprowadzonych przez rząd dla całego kraju.
Okres jesienny zawsze był okresem wzmożonej działalności przychodni lekarskich, wszystko za sprawą dużej liczby sezonowych infekcji oraz występowania grypy. Wiele osób zadaje sobie pytanie, jak w czasach epidemii dostać się do lekarza z różnego typu objawami - zwłaszcza, kiedy COVID-19 prezentuje objawy grypopodobne albo w ogóle nie prezentuje żadnych objawów.
- Pacjent do nas dzwoni, w zależności od wywiadu podejmujemy decyzję czy konieczna jest wizyta bezpośrednio w przychodni, czy też forma telefoniczna jest wystarczająca - mówi Zbigniew Majchrzak, dyrektor przychodni LEK - MED BIS w Środzie Wielkopolskiej. Forma porady telefonicznej jest jednym z fundamentów działania placówek podstawowej opieki zdrowotnej w dobie pandemii. Umożliwia to przede wszystkim podjęcie decyzji, czy istnieje konieczność przybycia pacjenta do poradni, czy też forma telefoniczna jest wystarczająca.
Podział odbywa się na podstawie objawów i relacji pacjenta. Jeżeli chory sygnalizuje np. silny kaszel, czy duszności taki człowiek jest przyjmowany bezpośrednio w przychodni. Brak poważnych objawów sprowadza konsultację wyłącznie do rozmowy telefonicznej. - Jeśli pacjent po jednej teleporadzie w dalszym ciągu odczuwa niepokojące dolegliwości, które wymagają spotkania; tacy pacjenci są przyjmowani - mówi lekarz Marek Wdowiak z przychodni lekarzy rodzinnych w Sulęcinku. Jak relacjonuje M. Wdowiak, ciężko wskazać na dominację konsultacji telefonicznych nad tradycyjnymi wizytami. - Jeśli mówimy o procentach, ostrożnie szacuję 50/50.
Największe wyzwanie w dzisiejszych czasach stanowią jednak pacjenci z objawami COVID-19. - Jeśli pacjent nie wymaga natychmiastowej pomocy, dajemy skierowanie na test, a następnie jesteśmy w kontakcie telefonicznym. Jeśli stan chorego ulegnie pogorszeniu, przekazujemy go do szpitala - mówi jeden z lekarzy przychodni Astra - MED w Środzie Wielkopolskiej. Zgodnie z nowymi wytycznymi pacjent, u którego istnieje podejrzenie zakażenia COVID-19, po wcześniejszym zgłoszeniu przez lekarza POZ takiej osoby do sanepidu, jest kierowany na kwarantannę.
Znaczna część osób zakażonych podczas choroby przebywa w tzw. izolacji domowej, opieka nad takim pacjentem odbywa się w formie teleporad. - Posiadamy jasne wytyczne odnośnie leczenia objawowego i zgodnie z nimi postępujemy - mówi lekarz Magdalena Butrym.
Działanie lekarzy w czasie pandemii wymaga ogromnej dbałości o przestrzeganie zaleceń sanitarnych, bardzo istotne jest niedoprowadzenie do sytuacji, kiedy to chorzy będą kumulować się w poczekalni. Nigdy nie ma pewności, czy dany pacjent nie jest osobą zakażoną, dlatego przed poradniami często tworzą się kolejki. Fakt ograniczenia liczebności osób w poczekalni jest zarówno dla dobra chorego, ale i lekarzy pomimo licznych tłumaczeń oraz sztywnych reguł wielu z nerwowością przyjmuje nieco bardziej zawiłą formę kontaktu z medykiem.
Pacjenci często zarzucają lekarzom „telefoniczne wygodnictwo" oraz unikanie pracy. - Są niestety takie przychodnie i sytuacje, które się odbijają negatywnie na pacjentach, natomiast staram się postawić w miejscu pacjenta i go zrozumieć; my robimy to co możemy, natomiast to nie wpłynie na całość opinii w kraju - dopowiada M. Butrym z Centrum Medycznego Spychalscy w Środzie.
Pomimo jasnych reguł funkcjonowania przychodni w czasie pandemii wiele osób, a zwłaszcza starszych ma problem z pojęciem nowo przyjętych zasad, na chaosie organizacyjnym w placówkach państwowych wiele zyskują prywatne usługi medyczne. Ostatnie miesiące to z pewnością ogromne wyzwanie dla oddziałów POZ i całej służby zdrowia. Każdego dnia jesteśmy narażeni na zakażenie koronawirusem SARS-COV-2, a jedną z czołowych grup zagrożonych zachorowaniem są właśnie lekarze.
Lokalne placówki opieki zdrowotnej wdrażają maksymalne środki bezpieczeństwa, zamknięcie jednej z przychodni będzie się wiązało ze sporymi komplikacjami dla wielu osób - pacjentów owej placówki. Po kilku miesiącach życia z wirusem w pewnym stopniu zatraciliśmy panującą jeszcze wiosną solidarność i przejawiającą się np. w hasłach „NIE KŁAM MEDYKA" wspólnotowość i zrozumienie wobec pracowników służby zdrowia. Wiele przychodni działa na najwyższych obrotach chcąc zagwarantować pacjentom najwyższą jakość usług medycznych i najlepszą pomoc. Nie zmienia to jednak faktu, że istnieje wiele miejsc, których funkcjonowanie pozostawia wiele do życzenia.
Krzysztof Kubiak