Zdaniem Waldemara Owczarzaka, kierownika w Zakładzie Gospodarki Komunalnej w Środzie, potrzeba 20 - 30 lat, aby uzupełnić drzewostan w mieście i gminie Środa, który ucierpiał podczas nawałnicy 11 sierpnia. Z Waldemarem Owczarzakiem rozmawiał Zbigniew Król
Zbigniew Król - W piątek minęły od wielkiej wichury trzy tygodnie. Na jakim etapie porządkowania są dzisiaj służby komunalne?
Waldemar Owczarzak - Jeśli chodzi o miasto, to powoli kończymy. Z polecenia burmistrza zabieramy też wszystkie gałęzie, które znajdują się na terenach prywatnych. Zostało nam góra dwa - trzy dni i powinniśmy skończyć. Do uporządkowania zostaną co najwyżej korzenie. Mamy kilka, kilkanaście takich przypadków.
Niestety ciągle pojawiają się kolejne zgłoszenia. Teraz, kiedy grunty już siadły, wywracają się kolejne drzewa. Mieliśmy teraz taki przypadek nad jeziorem przed MaxMariną. Udało nam się uratować wierzbę, gdyż drastycznie przycięliśmy jej koronę. Mamy nadzieję, że ukorzeni się ponownie. Natomiast trzy dni temu przy pętli autobusowej nad jeziorem trzy kolejne drzewa musieliśmy usunąć. W mieście padło 96 drzew. To ogromna strata.
A jak sytuacja wygląda na terenach wiejskich?
Będziemy tam dopiero działać. Burmistrz wydał zgodę, aby prywatne osoby, które zgłaszały się do nas z piłami, mogły brać w akcjach porządkowych w zamian za pocięte drewno. My decydowaliśmy, gdzie te osoby mogą pracować, koordynowaliśmy całą akcję. Pozostałe gałęzie zostaną złożone w ustalonych miejscach. Przewiduję, że będziemy sprzątać na terenach wiejskich do końca roku. Skala zniszczeń jest ogromna.
Gdzie trafia drewno z powalonych drzew?
Drewno jest rozdawane według listy, z reguły do biednych rodzin.
Tak jak pan powiedział, straty w drzewostanie są ogromne. Czy planujecie już teraz nowe nasadzenia?
Będziemy uzupełniać drzewostan systematycznie i według naszych możliwości. Najbardziej w mieście ucierpiał park Planty oraz park na terenie przedszkola przy „małym" kościele. Ten drugi praktycznie przestał istnieć. W mojej ocenie odbudowanie drzewostanu zajmie nam przynajmniej 20 - 30 lat.
Pamięta pan tamten wieczór? Jak wyglądała akcja służb komunalnych?
Wszystko zaczęło się 11 sierpnia godz. 20:00. Byłem w domu, wróciłem z zakupów, widząc co się dzieje otrzymałem pierwsze telefony. W ciągu 30 minut udało mi się dodzwonić do 10 pracowników, którzy mogli zostać wyposażeni w piły motorowe. Na bazę przy ulicy Szamarzewskiego zwykle jadę 4 minuty. Wtedy zajęło mi to 20 min. Gdzie nie mogłem jechać jezdnią, przejeżdżałem chodnikiem, a i tak samochód musiałem w pewnym momencie zostawić i dojść pieszo.
W bazie czekało już dwóch pracowników. W krótkim czasie zorganizowaliśmy 6 dwuosobowych brygad pilarzy, którzy ruszyli w teren. Do akcji ruszył także sprzęt ciężki, nasz, LUKS-a i Usług Komunalnych. Około godz. 4:00, po 7 godzinach pracy, drogi w mieście były przejezdne. Pracowało wówczas około 30 ludzi.
Pomagali nam pracownicy Barteksu z usługami koszowymi. W kolejnych godzinach akcję koordynowali starosta Marcin Bednarz i prezes Jarosław Płociński. Starosta załatwił posiłki regeneracyjne dla pracowników, którzy w piątek pracowali od 7:00 do 21:00.
W niedzielę do akcji przystąpiły jeszcze firmy zewnętrzne. Naszym zadaniem było także uprzątnięcie parku Łazienki, gdzie 15 sierpnia miała odbyć się duża impreza plenerowa. Udało się.
Dużo odebrał pan zgłoszeń tamtego wieczoru i w nocy?
Nie wiem, ile było zgłoszeń, bo ich nie liczyłem. Ja sam odebrałem ponad 200 telefonów w ciągu 5 - 6 godzin po wystąpieniu nawałnicy. Zgłoszenia są zresztą do dzisiaj, coraz mniej, ale są.
Co z zadaniami, które mieliście zaplanowane przed nawałnicą?
Musieliśmy planowe rzeczy przełożyć. 14 sierpnia zapadła decyzja, aby zostawić kosiarki wysięgnikowe, kosiarki ręczne, małe ciągniki i inne drobniejsze sprzęty. Wszystkie siły zostały rzucone do porządkowania miasta. Trwało to trzy tygodnie, ale trzeba się liczyć, że pewne planowe prace porządkowe mogą zostać wykonane w zdecydowanie późniejszym terminie.
Czy doświadczenia z 11 sierpnia to doświadczenie, które w przyszłości pozwoli służbom komunalnym działać jeszcze sprawniej?
Nas bardzo wiele nauczyła trąba powietrzna w Henrykowie w 21015 roku. Teraz można powiedzieć, że reakcja była bardzo szybka, natychmiastowa, z dobrą koordynacją. Na szczęcie istniała łączność telefoniczna. Bez tego byłoby zdecydowanie trudniej. Świetnie współpracowały służby komunalne, strażacy, ale także prywatne osoby. Chyba nie można mieć do nas żadnych zarzutów.
Najtrudniejsza w całej akcji była klasyfikacja zdarzeń, wskazywanie co najważniejsze. Ale wiadomo było, że najważniejsze jest bezpieczeństwo i życie ludzi.