Ludmiła Sobol mieszka w Tajynszy w Kazachstanie. Pracuje jako księgowa, ale też pomaga innym Polakom w przygotowaniu dokumentów, które pozwolą im o staranie się o wizę repatriacyjną i wyjazd do Polski. Ludmiła świetnie mówi po polsku. Od dawna chce zamieszkać w naszym kraju. W Kazachstanie rozmawiał z nią Zbigniew Król

Zbigniew Król - Czy w waszym domu rodzinnym zawsze była żywa pamięć skąd pochodzicie?
Ludmiła Sobol - Tak, bardzo. Moi pradziadkowie zostali wysiedleni z Obwodu Chmielnickiego na dzisiejszej Ukrainie. Byli oczywiście Polakami i nazywali się Chrzanowscy. Bardzo chciałabym w przyszłości wrócić do tego nazwiska. Jeśli uda mi się zamieszkać w Polsce na pewno tak zrobię.
Moi pradziadkowie w 1936 roku przyjechali pierwszym pociągiem wysiedleńców do Tajynszy. Znam ich tylko ze zdjęć, zmarli zanim się urodziłam. Ale o tamtych czasach w naszym domu opowiadali dziadkowie, którzy urodzili się już w Kazachstanie. Dziadek urodził się w 1941 roku, babcia rok później. Babcia nazywa się Bigus i żyje do dzisiaj. To im pradziadkowie opowiadali o strasznym transporcie, śmieci wielu dzieci, o strasznych czasie, kiedy już zamieszkali w wybudowanych przez siebie ziemiankach na wioskach wokół Tajynszy, w miejscach, gdzie był step. Pamięć tamtych wydarzeń była dla nas żywa.
Ja urodziłam się Biełojarce, jednej z takich wiosek, gdzie żyli sami wysiedleńcy. W wiosce była tylko jedna rodzina Kazachów, a poza tym tylko Polacy i Niemcy. Od kilku lat mieszkam już Tajynszy, od trzech lat mieszka tutaj także moja mama, bo na wsi żyje się coraz ciężej, nic tam już nie ma.

W rejonie Tajynszy ciągle żyje mnóstwo Polaków. Pielęgnowane są polskie tradycje?
Co jakiś czas są tutaj organizowane różne imprezy, festyny, podczas których przygotowujemy swoje stoisko. Są oczywiście na wsiach takie izby pamięci, czy nawet muzea, gdzie gromadzone są pamiątki po pierwszych rodzinach, jakie tutaj zostały wysiedlone.

Bardzo dobrze mówi pani po polsku, co dla wielu Polaków z Kazachstanu jest problemem. Skąd u pani znajomość języka?
Jak byłam dzieckiem do naszej szkoły przyjeżdżali nauczyciele z Polski i uczyli nas języka polskiego. Pamiętam panią Swietłanę, pana Jacka i panią Olgę. Najbardziej panią Swietłanę. Nie tylko mogliśmy uczyć się języka polskiego, ale także z Polski przychodziły do nas paczki z różnymi rzeczami. Zawsze do wywoływało wiele dobrych emocji.
W naszym domu mówiło się po polsku, choć może był to bardziej język ukraiński, czy też wymieszany. Moja siostra, jako dziecko, trzy razy była w Polsce na takich wyjazdach dla najmłodszych. Ja się już na nie nie załapałam. Ale jako dorosła osoba byłam w Polsce, widziałam Lublin, Warszawę. Bardzo mi się podobało.

Pomaga pani Polakom w rejonu Tajynszy z przygotowywaniu dokumentów wyjazdowych...
Pomagam, bo wiele osób nie mówi i nie rozumie po polsku. Ja też nie zawsze wszystko rozumiem, więc chwytam słownik. radzę sobie. Tutaj jest sporo rodzin, które chcą wyjechać. Od kiedy w Polsce pojawiły się ośrodku adaptacyjne dla repatriantów, chętnych jest więcej. Dlatego wiele osób szuka swoich polskich korzeni, szukają dokumentów potwierdzających polskość.

Czego oczekują Polacy wracający z Kazachstanu do Polski?
Kazachowie starają się dużo robić, abyśmy jednak zostali. Nie do końca rozumieją, dlaczego wyjeżdżamy, co takiego oferuje nam ta Polska i czy może oni coś źle robią. A to nie jest tak, bo przecież Kazachowie zawsze starali się Polakom pomagać. To bardzo życzliwi ludzie. My chcemy wracać do Polski, bo czujemy się Polakami.
Natomiast w Polsce najważniejsza jest dla nas praca i mieszkanie. Dlatego, że tutaj wszyscy mają swoje domy, więc pytają, czy w Polsce będą mogli kupić mieszkanie i na jakich zasadach. Trochę się boją, że w wynajmowanym mieszkaniu ktoś przyjdzie i ich wyrzuci.
My myślimy przede wszystkim o przyszłości naszych dzieci. I mamy nadzieję, a może i pewność, że w Polsce czeka ich zdecydowanie lepsza przyszłość.

Pani także chce wyjechać do Polski?
Tak. Jestem Polką i chcę zamieszkać w Polsce. Najważniejsza jest praca. Jak ją w Polsce zdobędę, to poradzimy sobie. Do Polski chciałam wyjechać już wcześniej, ale zgody na wyjazd dziecka z Kazachstanu nie chciał wydać ojciec mojego syna, który sam jest Polakiem i mieszka w Kazachstanie. Na szczęście zmienił zdanie i zgodę już mam. Na razie mój 7-letni syn krzyczy, że nigdzie nie jedzie, ale ja jestem pewna, że w Polsce czeka go lepsze życie. A przecież tutaj żyję i pracuję przede wszystkim dla niego. I w Polsce to się nie zmieni.

Nie będzie pani tęsknić za Tajynszą i Kazachstanem?
Na pewno będę. Przecież zostawię tutaj miejsca, które są dla mnie ważne, ale przede wszystkim zostawię bliskich, moją mamę, babcię, przyjaciół. Mam nadzieję, że wielu z nich przeprowadzi się do Polski i będziemy bliżej siebie.