W tym roku Średzka Spółdzielnia Mleczarska „Jana" obchodzi 137-lecie działalności. O spółdzielni, która jest jednym z najlepszych średzkich ambasadorów, z prezes Marią Czwojdrak rozmawiała Agnieszka Piątek


Czy prezes ŚSM „Jana" na co dzień je i korzysta w domu z produktów z naszej mleczarni?
Oczywiście. Codziennie zjadam minimum dwa nasze produkty. Dziś serek na bazie czekolady z wiśnią, na przemian z jogurtem naturalnym. Nasz jogurt uwielbiam i używam go także w mojej kuchni domowej, w której zastąpił śmietanę. Znajomi śmieją się ze mnie, że gdy pojawiam się w towarzystwie, to nad mięso i inne rzeczy przedkładam produkty nabiałowe. Ja je po prostu lubię.


Jest pani w stanie rozpoznać, co jest z Jana, a co z innej mleczarni?

Tak. Nawet, jeśli nie mają one etykiety. Co tydzień w moim gabinecie mamy degustację anonimowo, nieoznakowanych produktów z innych mleczarni. Handlowcy i marketingowcy przywożą produkty podobne do naszych i daną grupę produktów testujemy. W zasadzie wszyscy bezbłędnie potrafimy rozpoznać nasz smak. Niby wszyscy mamy podobny sprzęt, ale każda mleczarnia ma swoją indywidualną technologię, sposób produkcji. Dlatego te produkty jednak różnią się od siebie w smaku.


Pamięta pani mleczarnię z początków pracy w tym miejscu?
Pamiętam... To było 1 lipca 1982 r. Minęło zatem 35 lat. To praktycznie całe moje życie zawodowe. Kiedy to przeleciało - nie mam pojęcia. Zaczynałam pracę zawodową jako główny księgowym, po pół roku zostałam wiceprezesem ds. ekonomiczno-handlowych.
Finanse są przez cały czas priorytetem, o czym pracownicy mleczarni bardzo dobrze wiedzą. Przyjść do mnie mogą z bardzo dobrze przygotowanym rachunkiem ekonomicznym każdego przedsięwzięcia czy problemu do rozwiązania. Bez tego, szczególnie w dzisiejszych czasach, nie da się funkcjonować. Dziś ekonomia góruje nad wszystkim i decyduje o życiu gospodarczym.


Co się zmieniło?
Wszystko, poza adresem mleczarni.


Dziś mała mleczarnia ze Środy potrafi doskonale konkurować z wielkimi mleczarniami. Jak to robicie?
Nie jesteśmy małą mleczarnią. Wyrośliśmy w ciągu tych ostatnich 25 lat na wcale niemałe przedsiębiorstwo. Zmiany zaczęły się jeszcze przed wejściem do UE. Mam tu na myśli zmiany wokół naszego otoczenia jak i technologiczne. W klasyfikacji gospodarczej GUS należymy do tzw. przedsiębiorstw dużych, choć być może patrząc na zakład z ulicy Daszyńskiego tego nie widać.
Jesteśmy bardzo dobrze rozpoznawani na półkach sklepowych nie tylko na rynku polskim, ale i unijnym. Za 2016 rok nasz eksport wartościowo osiągnął 16,5 procent. To jest dużo, biorąc pod uwagę, że jesteśmy producentem wyrobów świeżych, które mają krótki termin przydatności do spożycia i wymagają przechowywania w warunkach chłodniczych. Nasze serki, twarogi, kefiry dostępne są w niemałych ilościach daleko poza granicami kraju.


Na czym, pani zdaniem, polega ten fenomen smaku produktów z Jana?
Najważniejsze jest to, czym chwalimy się od dawna, czyli jakość i tradycja. Staramy się zachować wszystkie nawyki i tradycje od 137 lat, ale jednocześnie wprowadzać nowoczesne metody połączone z tradycyjną technologią stosowaną od lat w naszej mleczarni. Stąd część naszych wyrobów oznaczona jest znakiem „Jakość Tradycja". Żeby otrzymać ten znak, nasze wyroby muszą przejść bardzo długą drogę szczegółowych badań. Musieliśmy też wykazać, że produkty wytwarzamy co najmniej od 50 lat.
Często bierzemy udział w konkursach. Wówczas nasze wyroby przechodzą badania w różnych certyfikowanych laboratoriach. Sprawdzany jest nie tylko skład chemiczny i czystość mikrobiologiczna, ale również walory smakowe.
Nasze wyroby są wysokiej jakości i bez konserwantów co ma ogromne znaczenie. To jest atut, ale też zagrożenie, bowiem produkt jest chroniony tylko wówczas, gdy zachowana jest wskazana na opakowaniach odpowiednia temperatura. Jeśli łańcuch chłodniczy zostanie przerwany na jakimś etapie, to produkt może mieć pogorszoną jakość. Mogę zapewnić, że z mleczarni na pewno wyjeżdżają produkty prawidłowo chłodzone.


Podstawą wszystkiego jest mleko, którym się chwalicie.
Podstawą naszych produktów jest mleko surowe. Nasi dostawcy produkują bardzo dobrej jakości mleko. Na początku lat 90. podjęliśmy działania, które doprowadziły do profesjonalnego podejścia do jakości surowego mleka. Jest to związane przede wszystkim z chłodzeniem mleka bezpośrednio po udoju. Zlikwidowaliśmy wszystkie punkty skupu mleka, a surowiec odbierany jest bezpośrednio z gospodarstw autocysternami z wyspecjalizowanych, chłodzonych zbiorników. Do zakładu przywożony jest w samochodach specjalnie do tego przystosowanych - w każdym specjalistycznym samochodzie do odbioru surowca zainstalowane są urządzenia komputerowe, które prowadzą wstępną ocenę surowca i pobierają próbki w cyklu ciągłym, na podstawie których dokonywana jest ocena tego mleka pod kątem zawartości składników jak i czystości mikrobiologicznej. W mleczarni wprowadziliśmy normę skupu mleka „S", która znacznie przewyższa pod względem wymagań czystości mikrobiologicznej mleka obowiązujące normy w całej UE.
W ciągu tych 25 lat przerób mleka zwiększył się czterokrotnie. Mamy stałe grono dostawców, głównie są to duże gospodarstwa, choć jest też grupa mniejszych producentów. Szanujemy wszystkich, równo traktujemy każdy litr mleka dobrej jakości, „jest on na miarę złota", gdyż nasze zamówienia są coraz wyższe.


Mleczarnia chce opatentować jeden ze swoich wyrobów. Na jakim etapie obecnie jest ten proces?
Do Urzędu Patentowego zgłosiliśmy nasz twaróg solankowy wędzony. Uzyskanie patentu to bardzo długi proces. Twaróg poddany został szczegółowym badaniom, m.in. badaniom pod kątem tego, czy produkt jest innowacją technologiczną na rynku. Myśmy nie spotkali nigdzie twarogu solankowego wędzonego w czystej postaci. Są natomiast na rynku od lat sery dojrzewające. W przypadku tego twarogu jest to autentyczny nasz produkt, opracowany w pełni przez naszych technologów. Trzeba tę ich pracę uszanować i opatentować. W tej chwili patentu jeszcze nie mamy, ale produkt jest już w pewnym zakresie chroniony prawnie. Jeśli ktoś inny chciałby na rynek wprowadzić taki asortyment - możemy wówczas naliczyć kary.


Produkty z ŚSM „Jana" znane są w Polsce, Europie. Są one na przykład w kuchni w Pałacu Prezydenckim. I to od wielu lat. Co pani czuje, gdy kolejny już prezydent RP mówi: znam i jem na co dzień produkty Jana, bo mi smakują?
Dumę, bo reprezentuję tę mleczarni, interesy właścicieli. Właścicielami mleczarni są dostawcy mleka - taka jest zasada spółdzielczości. Chcę podkreślić, że ja jestem pracownikiem spółdzielni. Moim zdaniem to bardzo dobra forma działalności. Z jednej strony jej właścicielami są osoby prywatne, ale działające w oparciu o prawo spółdzielcze. Reprezentuję więc wszystkich dostawców, którzy są jednocześnie udziałowcami spółdzielni.


Mleczarnia jest też trochę „rodzinną" firmą. Pracują w niej kolejne pokolenia średzian. Czy są wśród nich rodziny?
Tak. Pracują i myślę, że za pracę tego młodszego pokolenia odpowiada starsze - rodzice czy siostra, brat lub szwagier. Cieszymy się z tego przy tym - dziś chwiejnym - rynku pracy. Praca w naszym zakładzie nie jest łatwa. Pracujemy 365 dni w roku, bo krowy codziennie dają mleko i my musimy codzienne w całości je przerobić. Staramy się oczywiście w pewnym zakresie ograniczyć produkcje podczas najważniejszych świąt w kraju, ale niestety i tak część osób do pracy przyjść musi. Dziś młodzi ludzie chcą mieć święta, soboty i niedziele wolne. U nas tego nie ma. Do tego praca nie kończy się po 8 godzinach. Wszystko zależy od procesów technologicznych. Czasami surowiec, pomimo zachowania wszystkich procedur, dojrzewa dłużej. Pracownik, który rozpoczął proces obróbki technologicznej danego produktu musi być do jego zakończenia. Czasami trwa i do 12 godzin.
Dodatkowo w zakładach spożywczych są specjalne procedury sanitarne. Nie ma możliwości wyjść z zakładu na papierosa- w zakładzie obowiązuje całkowity zakaz palenia. Bardzo dbamy o czystość higieniczną. Pracownicy muszą być zdrowi, mieć zadbane ręce, nie mogą mieć żadnych ran - pracownicy laboratorium na co dzień to kontrolują. W czasie pracy trzeba mieć czapkę na włosach, w niektórych miejscach maseczkę na twarzy, rygory w przemyśle spożywczym są duże. Dlatego nie mamy wielu chętnych do pracy u nas. Uczciwie trzeba powiedzieć, że przemysł spożywczy jest to jeden z cięższych działów gospodarki. Tu nie można iść na tzw. łatwiznę w żadnym aspekcie.


W pani gabinecie jest sporo statuetek, pucharów, nagród, które zdobyły wasze wyroby. I to tych najważniejszych. Jest jeszcze jakaś nagroda, której nie udało się mleczarni do tej pory uzyskać?
Rzeczywiście otrzymaliśmy ich bardzo dużo. Staramy się utrzymywać dobrą markę, ciągle promować nasze logo, za którym stoi bardzo dobra jakość i tradycja.


Jaka jest przyszłość Jana?
Przy zachowaniu super dobrego surowca, nowoczesnej technologii i nieobniżaniu jakości produktów, myślę, że spółdzielnia będzie istniała przynajmniej kolejnych 137 lat. Trzeba oczywiście brać pod uwagę to, że zmienia się styl zarządzania, upodobania konsumentów, ale mam nadzieję, że nasi następcy nadążą za wszystkim i na przykład na 250-leciu ŚSM „Jana" będzie się o niej w Środzie mówić tylko dobrze.