Czytanie wydaje się czymś niezwykle ważnym. A jednak jako społeczeństwo czytamy coraz mniej. O tym, dlaczego tak się dzieje, z Kariną Kaczkowską rozmawia Zbigniew Król

Zbigniew Król - Niedawno opublikowane wyniki polskiego czytelnictwa są zatrważające. W ciągu roku aż 63 procent Polaków nie przeczytało żadnej książki. Aż 16 procent nie przeczytało w zasadzie nic, nawet gazetowego newsa. Co myśli studentka polonistyki patrząc na te wyniki?
Karina Kaczkowska - Trochę płaczę w środku. Zawsze czytałam dużo. Czytanie to czynność niezwykle ważna, bo lektury pomagają w kształtowaniu samego siebie, ale też w zdobywaniu poglądu na świat. Czytanie pomaga wszystko przemyśleć w sobie.
Na polonistyce oczywiście zastanawiamy się, co zrobić, aby czytanie książek było dla naszego społeczeństwa ważniejsze. Widzimy nowe pomysły, które czytelnictwo próbują kierować w stronę multimediów, co ma spowodować uatrakcyjnienie książki. Myślę, że to nie najlepszy pomysł, bo książka sama w sobie jest wielką wartością i najlepiej przeżywa się ją wertując kartki.
Niedawno razem z moimi kolegami z polonistyki miałam okazję pracować w jury konkursu literackiego w średzkim liceum. Mieliśmy wybrać najlepsze teksty poetyckie i prozatorskie. Okazało się jednak, że teksty były w zdecydowanej większości bardzo źle napisane, co może też wynikać z braku oczytania. Zamiast więc nagradzać na konkursach uczniów atlasami geograficznymi, warto jako nagrody dawać także tomiki najnowszej poezji, by uczniowie mogli zobaczyć wzorzec, do którego należy dążyć.

Czy fakt, że czytamy mało, albo i wcale, może mieć jakieś konsekwencje?
Oczywiście, rezygnacja z czytelnictwa ma swoje konsekwencje. Źle piszemy, gorzej się wysławiamy. Problemem jest to, że w szkole czytamy pod przymusem, bo kanon lektur jest ciężki, a książki zwykle smutne i bardzo ściśle związane z trudną polską historią. To nie zachęca do czytania. Dlatego uczniowie chwytają za streszczenia, a potem wielu z nich książki po prostu porzuca.
Ja też nie zawsze byłam zadowolona z tego, co muszę czytać, choć zawsze miałam w sobie chęć, aby czytać wszystko. Sienkiewicza nie dzierżę do dzisiaj. Nie mam wątpliwości, że kanon lektur w szkołach powinien być inny. Na przykład książek o tolerancji, poza "Małym Księciem", nie ma chyba wcale.
Niestety, kanon ustalają osoby starsze, które chcą, aby kolejne pokolenia czytały to, co czytały i one. To niedobry pomysł.

W USA, czy w Europie Zachodniej, z czytelnictwem jest chyba lepiej, a poeci i pisarze bywają tam prawdziwymi gwiazdami, które zarabiają naprawdę duże pieniądze. Czy należy to wiązać z lepszym statusem materialnym zachodniego społeczeństwa?
Nie wiązałabym tego. W Polsce panuje dziwne przekonanie, że książka nie przystaje do życia, to forma rozrywki tylko dla niektórych. W świadomości większości społeczeństwa nie ma sensu czytać, bo i po co.
Tymczasem na Zachodzie czytanie jest po prostu modne. Modne jest bycie osobą inteligentną, oczytaną, kimś kto chce się ciekawie zaprezentować i pokazać rzeczy, które tworzy. U nas pokazywanie swojej twórczości jest czymś bardzo niszowym i nawet wstydliwym.
W Poznaniu biorę udział w spotkaniach, na których czytane i tworzone są wiersze. Ale uczestniczą w nich przede wszystkim ludzie z polonistyki. A może to błąd. Kiedyś na takie spotkanie zabrałam moje koleżanki z zarządzania, kosmetologii i jakiegoś kierunku technicznego z politechniki. Nigdy nie brały udziału w czymś takim. Tymczasem okazało się, że była to fantastyczna zabawa, która nie miała nic wspólnego ze sztywną imprezą poetycką. Były bardzo zadowolone.

Są akcje propagujące czytelnictwo, na przykład "Cała Polska czyta dzieciom". Ale przecież dzieci nie będą czytały, jeśli nie poczytają im rodzice...
To prawda. Mam 6-letnią siostrę i staram się też o to dbać. Ale wiem też, jak trudno wybiera się książki dla dzieci. Rodzice kupują zwykle to, co sami znają, a więc na przykład braci Grimm. Szaleństwem jest kupienie bajek Agnieszki Chylińskiej. Nie wiemy, jak poruszać się w nowszych książkach dla najmłodszych, a przecież stale pojawiają się cudowne wydawnictwa. Dobry księgarz, który poleciłby książkę dla dzieci, to prawdziwy skarb. Na pewno jednak warto szukać ciekawych pozycji spoza kanonu.

A pani w swoich lekturach wychodzi poza kanon?
Staram się. Bardzo lubię wiersze Małgorzaty Lebdy i jej najnowszy tomik "Matecznik", w którym wraca do domu rodzinnego  natury. Lubię czytać poezję, bo zdaję sobie sprawę, że wszystko co istnieje, istnieje w języku. To przez język opowiadamy sobie świat. A w wierszach, gdzie jest tak mało słów, świetnie widać sensy. I pod tym względem wiersze są lepsze niż proza - oszczędzają czas, a dają podobne efekty. W poezji najbardziej lubię efekt "Wow!", kiedy czytam i zastanawiam się, jak autor na to wpadł.
Natomiast w prozie szukam czegoś innego, czegoś, co uczy i bawi jednocześnie, dlatego najchętniej sięgam po Karpowicza i Masłowską.

Karina Kaczkowska (rocznik 1995), absolwentka średzkiego Liceum Ogólnokształcącego, studentka III roku filologii polskiej na UAM w Poznaniu, z zamiłowania artystka wizualna, poetka

 



KSIĄŻEK NIE CZYTAMY!
Biblioteka Narodowa ogłosiła niedawno doroczny raport o stanie czytelnictwa. Co można w nim znaleźć?
37 procent - to wskaźnik czytelnictwa, który oznacza, że tylu Polaków powyżej 15. roku życia przeczytało w ubiegłym roku przynajmniej jedną książkę
63 procent - tylu Polaków nie przeczytało w ubiegłym roku żadnej książki. Oznacza to, że ok. 20 mln naszych rodaków książki sobie w ubiegłym roku odpuściło zupełnie
16 procent nie przeczytało zupełnie nic. Ani jednej książki, ani jednego, przynajmniej trzystronicowego tekstu, nawet jednego newsa
W 22 procent polskich domów nie ma ani jednej książki. W ciągu dwóch lat zniknęły one z domów prawie 2 mln Polaków. Jeśli wykluczymy podręczniki szkolne, okaże się, że książek nie ma w 42 procent domów
13 procent przeczytanych przez respondentów książek pochodzi z biblioteki. Trzy lata temu wskaźnik ten wyniósł 23 procent