Plany festiwalowe były inne, ale pokrzyżowała je pogoda. Mimo tego można powiedzieć z czystym sumieniem, że twórcy Cloud9 Festival znów przyciągnęli do Środy bardzo ciekawych muzyków przede wszystkim młodszego pokolenia. I muzycznie znów było odkrywczo
Cloud9 Festival to kontynuacja Meskalina Blues Festival (2012-2015) i Meskalina Festival (2016). Blues jako pierwszy zniknął z nazwy festiwalu, potem zniknęła Meskalina. Zmieniła się także muzyka. Bo klasycznego, dobrego bluesa na średzkim festiwalu jest coraz mniej. Coraz więcej jest za to nowych trendów, elektroniki, muzyki klubowej, łączącej bardzo różne gatunki. Festiwal ma przyciągać zapewne młodszą publiczność. Ale trzeba też od razu zaznaczyć, że publiczność gotową do poznawania projektów ambitniejszych, które w dużych mediach są praktycznie nieobecne.
Cloud9 rozpoczął się w czwartek w budynku ewangelickiej kaplicy cmentarnej, który od jakiegoś czasu pełni funkcję galerii. Imprezę otworzył dyrektor festiwalu Bartosz Godziewski, a publiczność mogła zobaczyć wystawę prac Tomasza Chodnika i posłuchać występu Pidgyna.
Festiwal miał mieć swoje trzy sceny. Pierwsza została otwarta tradycyjnie na terenie kolei wąskotorowej Środa Miasto. To właśnie tam w piątek odbył się Przegląd Zespołów. Wystąpiły cztery bardzo ciekawe kapele. Ostatecznie jury zdecydowało, że zwycięzcą zostanie zespół Koszau, zaś wyróżnienie dla wokalistyki przypadło Roksanie Tutaj.
Wieczorem na terenie kolei wąskotorowej miał się odbyć koncert zespołu Cheap Tobacco. Ale, z obawy przed nadchodzącą burzą, organizatorzy zdecydowali się przenieść występ do Max Mariny. Natalia Kwiatkowska, która niedawno otrzymała tytuł Wokalistki Roku w plebiscycie magazynu "Twój Blues", zdążyła zaśpiewać pół piosenki. Po chwili w restauracji nie było już prądu, a publiczność przez okna mogła oglądać przerażające sceny, rozgrywające się nad jeziorem. Grad, silne opady deszczu, ale przede wszystkim wichura, która łamała drzewa wpłynęła na resztę festiwalu. Publiczność miała problemy, aby wydostać się z Max Mariny, na kilka samochodów spadły konary drzew, ścieżka do tamy została odcięta przez dwa wielkie drzewa...
Okazało się także, że tego wieczoru rozkładana była scena w parku Łazienki. To tam w sobotę miał wystąpić Krzysztof Zalewski, największa gwiazda festiwalu. Park był jednak jednym z miejsc w Środzie, które najbardziej ucierpiało w czasie piątkowej nawałnicy. Informacje były takie, że niestety ucierpiał także sprzęt sceniczny.
Organizatorzy - Fabryka Kurzu, musieli podjąć decyzję - co dalej. Było wiadomo, że festiwal w parku się nie odbędzie. Z pomocą przyszedł Ośrodek Kultury. W ciągu kilkunastu godzin pracownicy OK, nagłośnieniowcy, organizatorzy i wielu innych ludzi przygotowali scenę w Ośrodku Kultury na sobotni i niedzielny koncert. I udało się.
W piątek na deskach OK wystąpili Krzysztof Zalewski z zespołem i Kroki. Krzysztof Zalewski zgromadził zdecydowanie największą publiczność. I na pewno nie zawiódł. Szeroka publiczność pamięta go jako długowłosego rockmana, który 9 lat temu wygrał Idola. Ale od tamtego czasu wokalista zupełnie zmienił się wizualnie i gra zupełnie inną muzykę. Jesienią ubiegłego roku wydał album "Złoto", dziś, po latach współpracy z wybitnymi muzykami, tworzy swój własny styl. W Środzie pokazał charyzmę, doskonały warsztat, świetny kontakt w publicznością. Był moment, kiedy zeskoczył ze sceny do słuchaczy, a także inny, kiedy podczas bisów jedną z piosenek wykonał sam, bawiąc się jednocześnie w człowieka - orkiestrę.
Trio Kroki także nie zawiodło, choć grają muzykę ambitniejszą, łączącą eksperymentalną elektronikę z elementami jazzu, soulu i indie rocka. Widzowie musieli pamiętać, że zespół był nominowany do Fryderyków 2017 w dwóch kategoriach: Fonograficzny Debiut Roku oraz Album Roku - Elektronika. I to na pewno świadczyło o jego randze.
Sobotnie gwiazdy na pewno były najbardziej znanymi postaciami, jakie pojawiły się podczas tegorocznego festiwalu w Środzie. Ale przynajmniej dla części publiczności niedzielne występy Rosalie i Duit były najciekawszymi wydarzeniami muzycznymi. Rosalie ze swoją muzyką łączącą elementy elektroniki, inspirowanej amerykańskim r&b i hop-hopem lat 80. i 90. stworzyła świetny klubowy klimat i w Środzie była długo i gorąco oklaskiwana. Podobnie jak Duit - nowoczesne r&B, pop, elektronika.
To oczywiście tylko część koncertów. W czasie festiwalu występowali także inni artyści, były również koncerty w Max Marinie, tradycyjnie długie granie do późnych godzin nocnych, czy też prawie do samego rana.
Odbywały się również warsztaty, które przeniesiono także do Ośrodka Kultury.
(kóz)