Zaproszenie do Środy Przemysława Kossakowskiego było prawdziwym strzałem w dziesiątkę. W niedzielę Ośrodek Kultury wypełnił się niemalże do ostatniego miejsca fanami podróżnika, autora programów telewizyjnych i człowieka, który nie boi się ryzyka
Spotkanie w ramach II Średzkiego Dnia z Przygodą zorganizowało Stowarzyszenie Klub Szalonego Podróżnika. Rok temu w tamach tej samej imprezy Środę odwiedził Aleksander Doba, szalony podróżnik, który przepłynął kajakiem z Europy do Ameryki. Tym razem w Ośrodku Kultury o swoich przygodach mówił Przemysław Kossakowski (rocznik 1972), autor cyklu programów „Kossakowski. Szósty zmysł", „Inicjacja", „Być jak..." emitowanych na ogólnodostępnym kanale TTV.
Średzka publiczność była doskonale zorientowana z programach tworzonych przez Przemysława Kossakowskiego. A warto przypomnieć, że w pierwszej serii dokumentował podróże po Ukrainie, Rosji, Bałkanach i Polsce, podczas których doświadczał praktyk znachorów, uzdrawiaczy i wróżbitów, którzy są tam nazywani ekstasensami. W "Inicjacji" był zakopywany w grobie, obkładany wnętrznościami barana, poddawany praktykom podcinania języka, ale także torturom, czy też podłączany do aparatury, która wywoływała skurcze, identyczne z tymi, które odczuwa kobieta podczas porodu dziecka. Wreszcie w "Być jak.." wcielał się w znane postaci.
Kossakowski w Środzie opowiadał o tym jak trafił do telewizji. Mówił, że znalazł się akurat na zajęcie życiowym, rozsypało się jego życie osobiste, był bezrobotny. Wyczytał, że telewizja organizuje casting na prowadzącego program. Pojechał i wygrał, w co absolutnie nie mogła uwierzyć jego mama. Przyznał, że mama nie ogląda wszystkich jego programów. Po odcinku o torturach stwierdziła, że nie może znieść, jak jej syn jest w taki sposób upokarzany. - Dlatego teraz, kiedy mamy bardziej drastyczny odcinek dzwonię do niej i uprzedzam, aby nie oglądała - mówił Kossakowski.
Średzka publiczność żywo reagowała na opowieści gościa. Tym bardziej, że opowiadał ze swadą, żywo, bez nadęcia, z dystansem do siebie i tworzonych programów. Długo mówił o wyprawie na Syberię do prawdziwych, działających od pokoleń szamanów. I o swoich przeżyciach i refleksjach po tym programie. - Zawsze byłem zatwardziałym realistą. Ale po tych programach, jak ktoś powiedziałby mi, że istnieją duchy, nie potrafiłbym juz zaprzeczyć - mówił.
Czy podczas kręcenia programów ponosi ryzyko, czy są one igraniem ze śmiercią? - To telewizja, pracuję w ministerstwie fałszu - śmiał się. - Ryzyko wcale nie jest takie wielkie, a podczas montażu i dodaniu muzyki można podkręcić emocje.
Ale po chwili opowiadał, jak uzdrowiciel Władymir "leczył" jego kręgosłup uderzając w niego metalowym dłutem. To naprawdę mogło być groźne. Już po emisji programu, znajomi lekarze Kossakowskiego mówili, że w tym momencie musieli wyłączyć telewizor, bo nie mogli dalej oglądać programu. Kiedy Kossakowski zapytał uzdrowiciela, czy nie obawia się, że kogoś okaleczy, ten wyjaśnił mu, że posiada... dar od Boga. I to Bóg prowadzi jego rękę. A czy Bóg może się pomylić?
Spotkanie z Przemysławem Kossakowskim trwało półtorej godziny. Wcześniej przez kilkadziesiąt minut pozostał on do zdjęć z publicznością. Chętnie rozmawiał, epatował serdecznością. To było niezwykłe spotkanie z człowiekiem, którego wyobraźnia sięga czasami - jak się wydaje - za daleko.
Drugim gościem II Średzkiego Dnia z Przygodą był Piotr Strzeżysz. Odbył się też wernisaż wystawy fotograficznej, którą można teraz oglądać w Kupcu Średzkim.
Spotkanie w Ośrodku Kultury było świetną reklamą najważniejszego wydarzenia, jakie co roku organizuje Klub Szalonego Podróżnika, czyli festiwalu. W przyszłym roku odbędzie się V Festiwal Szalonego Podróżnika Bez Granic. Podczas tego wydarzenia można spotkać niezwykłych podróżników w liczbie mnogiej.
(kóz)