Teatr TU z Czarnkowa spektaklem „Szczurzysyn" wygrał Grand Prix tegorocznego 15. Konkursu Teatrów Amatorskich Melpomena. Aktorzy średzkiego Teatru NP otrzymali wyróżnienia aktorskie. Widzowie w sumie obejrzeli 15 bardzo dobrych spektakli
To już 15 lat, odkąd do Środy zawitał teatralny konkurs Melpomena. Od początku przeglądu dla miłośników teatru te kilka dni było prawdziwym świętem teatru. Zwłaszcza, że przez ostatnie lata poziom artystyczny wyraźnie wzrósł i każde przedstawienie wniosło coś ciekawego pod względem formy i treści. Niezwykle ciekawe były też refleksje samych twórców i aktorów, którymi dzielili się „w kuluarach" i podczas panelu dyskusyjnego.
Teatr po czesku i dwa miejsca pierwsze
W tym roku przegląd otworzyła mała Zuzia Wojciechowska i duży Tomasz Pajchrowski, a poprowadziła z wielką wprawą, mimo młodego wieku, Zofia Pajchrowska. Konkurs zamknął zaś nowy burmistrz Piotr Mieloch, który zaprosił wszystkich na przyszłoroczną, 16. edycję.
Po raz pierwszy Melpomena miała wymiar międzynarodowy, bowiem przegląd rozpoczął Divadlo Point z Prostejova zabawnym musicalem „Finding America: Gangsteri z naseho oddilu". Aktorzy świetnie się bawili, razem z widownią.
Ale w tym roku należało współczuć komisji artystycznej (Małgorzata Łodej-Stachowiak, Ewa Obrębowska-Piasecka, Piotr Dobrowolski, Michał Pabian), bo miała naprawdę twardy orzech do zgryzienia. Po obejrzeniu spektakli jury burzliwie obradowało do drugiej w nocy (najdłużej ze wszystkich edycji!), ale udało się doprowadzić do kompromisu. Nagrodę główną odebrał Teatr TU, działający przy LO w Czarnkowie, który na Melpomenie gościł już trzeci raz, a w tym roku pokazał spektakl „Szczurzysyn" w reżyserii Artura Geremka. Spektakl to niełatwy, dotykający mrocznych spraw, które narodzić się mogą w człowieku. Chyba najtrudniejszy i najcięższy gatunkowo spośród tegorocznych prezentacji, a jednocześnie najbardziej spójny.
Jury zdecydowało o przyznaniu dwóch pierwszych nagród. Jedna z nich powędrowała do Wieliczki razem z „Don Kichotem" Teatru Bynajmniej, a druga do pobliskiej Mosiny z Teatrem Bez Kurtyny i spektaklem „Wszyscy jesteśmy podejrzani". Ten ostatni furorę na Melpomenie zrobił już dwa lata temu swoją interpretacją „Pchły Szachrajki". Tym razem aktorzy wzięli na warsztat książkę Joanny Chmielewskiej, którą na scenę adaptowały siostry Dorota Antkowiak i Hanna Pawliczak. Co ciekawe, zespołowi w tworzeniu spektaklu pomogła Elżbieta Górczyńska, instruktor teatru Otczapy z Wrześni, który do Środy w tym roku przyjechał ze swoją „Ideją". To jeden z sukcesów przeglądu - współpraca i przyjaźń między zespołami.
Teatrzyk-geriatrzyk
Sami członkowie teatru z Mosiny mówią o sobie „teatrzyk-geriatrzyk", ale podkreślają, że mimo iż razem mają 628 lat są wiecznie młodzi i twórczy. - Jesteśmy grupą przyjaciół, której sprawia ogromną radość tworzenie spektakli, samo próbowanie, dochodzenie do celu. Świetnie się przy tym bawimy, nie tylko dlatego, że to komedia. Po prostu lubimy to, co robimy - mówiła Hanna Pawliczak. - Rozpiętość wiekowa i zawodowa jest w naszej grupie ogromna. Ale nie ma między nami rywalizacji, wręcz przeciwnie, jesteśmy bardzo zgraną grupą. To właśnie teatr nas łączy - dodała Aleksandra Pruchniewska z Teatru Bez Kurtyny, najstarsza wiekiem uczestniczka Melpomeny. Co ciekawe, pani Aleksandra przed laty swoją pracę magisterską poświęciła działalności teatru amatorskiego w Mosinie przed i po wojnie. O teatrze Bez Kurtyny powstała też książka z serii „Ignacy i Mela na tropie złodzieja" Zofii Staniszewskiej, jednej z aktorek teatru.
Drugą nagrodę przyznano Angelice Sokólskiej za monodram o życiu Marii Curie-Skłodowskiej „Ja, Mania". Życie noblistki jest tu jedynie pretekstem do rozważań na temat człowieka dążącego do celu, realizującego swoje marzenia. Świetnie zagrane i przeżyte przez młodą aktorkę przedstawienie trzymało w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. - Ten tekst bardzo do mnie trafił. To spektakl o dokonywaniu wyborów. Mierzę się z każdym jego elementem - wyznała podczas panelu dyskusyjnego aktorka.
Trzeciej nagrody nie przyznano, za to nagrodą specjalną wyróżniono Projekt „W Międzyczasie", który przyjechał z Krakowa ze spektaklem „Kartki z teraźniejszości". To opowieść o współczesności, przedstawiona za pomocą teatru tańca. - To druga część tryptyku o czasie, ukazująca naszą wizję teraźniejszości. Dzisiejszy świat żyje w dwóch rzeczywistościach - realnej i wirtualnej. Starałyśmy się to pokazać - mówiła reżyser Paulina Wysocka-Fular.
Przegląd zakończyła, wielkie brawa i salwy śmiechu zebrała „Epopeja" Kompanii Teatralnej Mamro z Warszawy (nagroda zbiorowa dla zespołu). Spektakl grany był już wcześniej na Melpomenie przez inne zespoły, ale tym razem widzowie obejrzeli przedstawienie w reżyserii samego autora świetnego scenariusza - Grzegorza Reszki, który razem z grupą gościł na przeglądzie.
Średzianie wyróżnieni
Całkowicie zasłużenie wyróżnienia aktorskie odebrali w tym roku aktorzy średzkiego Teatru NP, działającego przy Ośrodku Kultury. Piotr Jaśkowiak, Jagoda Książek, Tobiasz Leśnio, Michalina Skotarczak i Maria Wieland nie kryli swojej radości, odbierając wyróżnienia za role w spektaklu „Rewolucja" w reżyserii Ines Kaźmierczak i Jagody Książek. - Jeśli pracuję nad jakąś rolą, wkładam w nią też dużo z siebie. Staram się patrzeć na rzeczywistość przez pryzmat roli, którą gram, ale granej przeze mnie postaci nadaję trochę własnego ja. Bo w amatorskim teatrze nie ma ograniczeń - wyznała Jagoda Książek.
Wrażenie na widzach zrobił też spektakl „Wszystkie kolory Eweliny" Teatru Transparentni, przedstawiający historię miłości dziewczyny do niewidomego chłopaka. - Czym jest dla mnie teatr? Gdybym ja wiedział po co mi ten teatr jest! Czasem wydaje mi się, że bez niego moje życie byłoby o wiele łatwiejsze - mówił ze śmiechem odtwórca roli niewidomego i współreżyser spektaklu Stanisław Szewczyk. - Te długie przygotowania, to rzeźbienie w kamieniu nie zawsze jest dla mnie przyjemne. Aktorstwo jest trudnym odkrywaniem siebie. Ale na samym finiszu jest czymś bardzo przyjemnym, pięknym, wspaniałym. Tak samo jak budowanie roli, wyjście na scenę. Jednak do ostatniego momentu, do tego wyjścia to jedna wielka mordęga. W ogóle praca nad sobą to wielki trud. Do momentu, aż się dojdzie do celu, do jakiegoś odkrycia siebie, do jakiegoś punktu w sobie, gdzie człowiek dowiaduje się o sobie czegoś nowego. To wspaniały moment. Zupełnie jak w życiu!
Hanna Sowa