PIĘCZKOWO. W drugie święto wielkanocne w Pięczkowie odbyło się wodzenie niedźwiedzia. Niegdyś popularny zwyczaj dziś jest coraz bardziej zapomniany. Ale w Pięczkowie po kilku latach wrócił na ulice wsi i cieszył się wielkim zainteresowaniem
W Pięczkowie w drugi dzień świąt wielkanocnych kolorowy korowód złożony z przebierańców chodził po wsi prowadząc na postronku niedźwiedzia, czyli postać ubraną w strój ze słomy. Wszyscy przebierańcy chodzili od gospodarstwa do gospodarstwa tańcząc i siewając przy ludowej muzyce granej przez grajków. Niezwykle kolorowy i hałaśliwy orszak towarzyszył niedźwiedziowi starając się rozweselić odwiedzanych gospodarzy. Za płatanie figli odpowiedzialni byli kominiarze, czernili oni twarze napotkanych osób sadzą, co miało to wróżyć szczęście smarowanym
Jest to kontynuacja tradycji, która ma swoje korzenie w XIV. Wodzenie niedźwiedzia po domach ma zapewnić mieszkańcom szczęście przez cały rok. Niedźwiedź w przypadku tego zwyczaju jest uosobieniem zła, które spotyka ludzi w ciągu roku. Tradycja nakazuje mieszkańcom przyjąć niedźwiedzia w swoich domach, tańcząc i obdarowując uczestników korowodu drobnymi datkami, mając zapewnić sobie w ten sposób udany rok. Zwyczajowo gospodyni lub gospodarz winni zatańczyć z niedźwiedziem, co ma zapewnić szczęście i dostatek.
Do niedawna wyskubywano również z kostiumu niedźwiedzia źdźbła słomy, by podłożyć je do gniazda kur i gęsi, co zapewnić miało obfitość jaj i zdrowy inwentarz. Jak mówią najstarsi mieszkańcy, w Pięczkowie tradycja była kultywowana od niepamiętnych czasów, jednak w ostatnich latach zaczęła zanikać.
Organizatorem wydarzenia w Pięczkowie był Łukasz Andryszczak, który zgromadził fanów tradycji w wieku od 10 do 57 lat. Było to wydarzenie łączące pokolenia i cieszące sie bardzo dużym zainteresowaniem oraz serdecznym przyjęciem ze strony społeczeństwa. W sumie w wydarzeniu brało udział około 20 osób.
- Kiedyś tradycja była bardziej powszechna. W różnych miejscach w kraju była nazywana nieco inaczej. W naszej miejscowości wodzenie niedźwiedzia pamiętają nawet najstarsi mieszkańcy, którzy jako dzieci brali udział w takich wydarzeniach. Dlatego też ludzie reagowali na nasz korowód z łezką w oku - mówi Łukasz Andryszczak.
Organizatorzy pożyczyli kapelusze od Tośtoków, przebrali się, poszukali także tradycyjnego stroju niedźwiedzia.
W niektórych regionach kraju "niedźwiedzia" na koniec wodzenia się zabija, bo ponoć jest on uosobieniem zła i wszystko zło, które przechodzi na niego z odwiedzonych gospodarstw powinno być zniszczone. - U nas tego nie kultywowali do tej pory tego zwyczaju. Po zakończeniu wodzenia spaliliśmy kostium niedźwiedzia, a z nim całe zło - opowiada Grażyna Pankowska. - Niektórzy ludzie byli bardzo wzruszeni. Przypomniało im się dzieciństwo, bo wspominali sobie, jak oni to kilkanaście lat temu chodzili w korowodzie. Prosili, aby to kultywować.
Całe przedsięwzięcie powstało w tydzień przed świętami, chodź zamysł pojawił się już wcześniej. - Wszyscy pracujemy i porozumiewaliśmy się tylko przez media społecznościowe. Dzięki determinacji kilku osób, którzy cenią i kochają tradycje wszystko pięknie się udało - mówi Grażyna Pankowska.
(kóz)