Z Michałem Plisem, współorganizatorem projektu Las Palace w Chociczy rozmawia Zbigniew Król

 

Zbigniew Król - Po tym jak rok temu do pałacu w Chociczy weszli inspektorzy sanepidu i policji, o waszym projekcie Las Palace zrobiło się głośno. Dużo mówiło się o nielegalnych imprezach, hałasie. Jak pan to widzi?

Michał Plis - Tamta impreza nie była nielegalna, a kontrole miały charakter rutynowy, po anonimowym donosie. I to wszystko. Z naszej perspektywy nie ma żadnych problemów. Nasze zaangażowanie w ten projekt wynika z tego, że kiedy zobaczyliśmy to miejsce, zakochaliśmy się w nim i chcielibyśmy przywrócić jego świetność. Robimy tutaj wydarzenia artystyczne, na pewno nie imprezy pijackie, czy też burdy. Chcę zapewnić, że przychodzą tutaj ludzie wysokiej kultury, którzy szanują to miejsce i co najwyżej mogą wnieść do Chociczy nieco kolorytu, a na pewno nie zaszkodzą.

 

Mówi pan „my", czyli kto?

Czyli mój wspólnik Kamil, ja, właściciel i całe zastępy ludzi dobrej woli, ale także okoliczni mieszkańcy, którzy przychodzą tutaj i pomagają w rewitalizacji parku, koszeniu trawy, czy też w czymkolwiek, co jest potrzebne. Wśród wolontariuszy jest mnóstwo osób z całej Polski (i nie tylko z Polski!), którzy przyjeżdżają i sprzątają non profit.

Natomiast na nasze wydarzenia do Chociczy przyjeżdżają ludzie z Berlina, Warszawy, Krakowa, Gdańska, Białegostoku. Mieliśmy także gości z dalekiej Australii. Wszystko dzieje się zgodnie z przepisami prawa. Zresztą przyjeżdża tutaj policja, która jak sądzę dobrze nam życzy. Nie ma tutaj żadnej agresji, to raczej my ostatnio jej doświadczyliśmy, bo ktoś w nocy rzucał zza ogrodzenia kamieniami.

 

Skąd się tutaj w ogóle wzięliście?

Jesteśmy grupą pasjonatów i promotorów działających na terenie całego kraju. Uwielbiamy zabytkowe budynki, robimy wydarzenia w klimatycznych obiektach, w dużych miastach, najchętniej wykorzystujemy schrony, budynki przemysłowe, hale. Staramy się tchnąć w nie nowe życie. W Chociczy znaleźliśmy miejsce, która całkowicie nam odpowiada, bo ma dobrą energię. Dlatego chcemy w pałacu w lipcu zorganizować Festiwal Jogi i Relaksu.

 

Jaki charakter mają organizowane przez was imprezy?

Określiłbym je jako audiowizualne show z muzyką, są instalacje artystyczne, performensy, fire show, pokaz laserów. Wielu dekoratorów angażuje się w nasze działania. To raczej spotkanie muzyczne, doznanie duchowe. Przyjeżdżają tutaj artyści, którzy realizują swoje projekty.

 

Na jakiej zasadzie wchodzi tutaj publiczność?

Nasze ostatnie spotkanie było wydarzeniem głównie dla naszych znajomych i wolontariuszy. W przyszłości chcielibyśmy otworzyć miejsce dla wszystkich. Zależy nam na organizacji wydarzeń dla mieszkańców. Chcemy, wraz z właścicielem miejsca, aby Zespół Pałacowo-Parkowy w Chociczy był miejscem rekreacji mieszkańców oraz turystów. Jest to w zasadzie jedyna taka strefa w tej okolicy. Chcemy, aby obiekt stanowił żywe miejsce pielęgnowania tradycji, które będzie coraz częściej pojawiać się na mapie turystycznej Wielkopolski.

W przyszłości planujemy pikniki, wystawy, imprezy firmowe, koncerty... Zapraszamy wszystkich chętnych do kontaktu z nami przez fp Las Palace bądź mailowo: michal.bekolektiv@gmail.com.

 

Czy mieszkańcy was się obawiają?

Zapraszam mieszkańców, aby zobaczyli, co się tutaj dzieje. Brama jest zazwyczaj otwarta, podobnie drzwi do pałacu. Można przyjść, porozmawiać. Chcę zaznaczyć, że my dostajemy od mieszkańców mnóstwo pozytywnych komentarzy. Zresztą, jak już powiedziałem, mieszkańcy pomagają nam w porządkowaniu parku.

Zależy nam na dobrych relacjach. Dużo pracowaliśmy ostatnio nad nagłośnieniem imprez, aby nie było uciążliwe dla mieszkańców. Ostatnio nie było już żadnej skargi.

Nie chcemy konfliktu. Zależy nam na wtopieniu się w ekosystem. Mamy tutaj mnóstwo do zrobienia. Pałac ma powierzchnię 1 tys. m kw., a park 5 ha.

 

W miejscu, o którym rozmawiamy, za czasów świetności odbywały się wszelakie wydarzenia, było to miejsce spotkań dla całej chociczańskiej społeczności. Chcemy przywrócić mu dawny blask i stworzyć tu zakątek, który mieszkańcy będą odwiedzać z przyjemnością.

 

Co udało wam się tutaj zrobić i z czego to finansujecie?

Zrobiliśmy przyłącze prądowe, wymieniliśmy szyby w oknach na piętrze, przywieźliśmy meble, obrazy, naprawiliśmy poszycie dachowe pod nadzorem uprawnionej do tego firmy. Pracuje tutaj nawet kilkudziesięciu wolontariuszy. Zaczęliśmy działać w kwietniu ubiegłego roku. Wszystko robimy własnym sumptem, z własnej kieszeni. Mamy bardzo ograniczone środki. Na remont potrzeba milionów, a my mamy co najwyżej tysiące, ale są różne programy rządowe i unijne, z których, wraz z właścicielem, będziemy się starać pozyskać środki na remont pałacu. Warto również wspomnieć o wichurze, która przetoczyła się przez Chociczę w sierpniu 2017 roku i powaliła kilkadziesiąt drzew. Konserwator zabytków dopiero po dwóch latach wydał zgodę na usunięcie drzew i od zeszłego roku skutecznie porządkujemy park zgodnie z tymi zaleceniami.

 

Czy pałac w Chociczy jest miejscem bezpiecznym?

Obiekt oglądało wielu ekspertów, którzy byli zaskoczeni stanem ścian i stropów. Budynek znajduje się na wzniesieniu, cała wilgoć w sposób naturalny spływa do stawu. Gdyby było jakieś zagrożenie dla bezpieczeństwa, nie wpuszczalibyśmy nikogo do środka.

Był też tutaj z kontrolą inspektor nadzoru budowlanego i nie zamknął obiektu. Był też z kontrolą konserwator zabytków, którego zalecenia dotyczące uporządkowania parku już wykonaliśmy.

Pamiętajmy też, że nasze wydarzenia odbywają się w plenerze, a osoby z zewnątrz nie wchodzą do pałacu, śpią w namiotach.