W piątek do Środy przyjechał Witold Horowski, konsul honorowy Ukrainy w Wielkopolsce. Spotkał się z samorządowcami, ale rozmawiał także z dziennikarzami. Rozmawiał z nim Zbigniew Król

Zbigniew Król - Jak dzisiaj czuje się pani Oksana?
Witold Horowski - W ostatnich dniach była przygotowywana przez lekarzy szpitala MSWiA w Poznaniu do przejścia z trybu leczenia do rehabilitacji. Musiała mieć jeszcze wykonany drobny zabieg. W tej chwili lekarze robią wszystko, aby jak najszybciej mogła zacząć odbywać rehabilitację.
Po deklaracji byłego pracodawcy pani Oksany, który powiedział, że pokryje koszty jej leczenia i rehabilitacji, możemy zmienić cele zbiórki prowadzonej przez Stowarzyszenie Społeczno - Kulturalne „Polska - Ukraina". Powiem tylko, że w ciągu trzech dni od ogłoszenia zbiórki udało nam się zebrać rekordową kwotę ponad 50 tys. zł. Pieniądze wpłaciło ponad tysiąc osób, w większości były to drobniejsze kwoty. Chciałbym w tym miejscu wszystkim osobom, które przekazały pieniądze bardzo serdecznie podziękować.
Za uzbieraną kwotę będziemy chcieli kupić dla pani Oksany najprawdopodobniej sprzęt rehabilitacyjny. Trzeba pamiętać, że sama rehabilitacja przy tak ciężkim udarze, to kwestia nie 6 - 8 tygodni, ale potrwa ona znacznie dłużej.

Czy te dwa tragiczne wydarzenia z udziałem obywateli Ukrainy, czyli - przypomnijmy - utrata ręki przez panią Alonę w Luboniu i teraz sytuacja pani Oksany - paradoksalnie mogą pomóc i być początkiem dyskusji o sytuacji Ukraińców w Polsce?
Same tragedie nie pomagają. Ale pomóc może rozmowa o nich. Po pierwsze przedsiębiorcy dowiadują się, jakie mogą być konsekwencje braku pełnego legalizmu pracy obywateli Ukrainy, czy też innych państw. Przedsiębiorca musi pamiętać, że ma obowiązki wynikające nie tylko z zatrudnienia, ale także normalną odpowiedzialność ludzką. W sytuacji, w której widać, że błędy w ocenie sytuacji przez menedżera mają tak katastrofalne skutki, można mieć nadzieję, że tragiczne wydarzenia poszerzą świadomość tych, którzy do tego jeszcze nie dorośli.
Po drugie dowiedzą się czegoś Polacy, którzy być może będą bardziej wyczuleni jako pracownicy, sąsiedzi Ukraińców, aby szybko zgłaszać sytuacje właściwym organom. Trzecia grupa to sami Ukraińcy. Sam się zastanawiam, jak duża część z nich dowie się o tej sytuacji, bo jest to środowisko, które wbrew pozorom nie jest wcale tak dobrze skomunikowane. Są takimi wyspami od strony komunikacyjnej. Jak ktoś ma media społecznościowe to wie więcej, ale nie wszyscy je mają. Niektórzy czytają może media ukraińskie, które także pisały o wydarzeniu, choć nie w takiej skali jak media polskie.
Ci, którzy dowiedzą się o ostatnim zdarzeniu, powinni zdobyć świadomość, jakie mogą być konsekwencje zgody na nielegalny pobyt i brak ubezpieczenia.

Jak wielu obywateli Ukrainy może w Polsce pracować nielegalnie?
Myślę, że w Polsce pracuje obecnie około 1,5 miliona osób z Ukrainy. Bardzo trudno natomiast opowiedzieć na pytanie, ilu z nich pracuje nielegalnie. Sami Ukraińcy rzadko zgłaszają patologiczne sytuacje. Jakiś czas temu rozmawiałem z policjantami, którzy zajmują się sprawami handlu ludźmi. Okazuje się, że zgłoszeń patologii dotyczących Ukrainy było zaledwie kilka. Ale w maju ubiegłego roku jedna z szanowanych pracowni badała na dużej 1000-osobowej grupie imigrantów zagrożenie sytuacjami, które mają znamiona łamania praw człowieka. 15 procent z nich wskazało, że miało kontakt z takimi sytuacjami, z czego 7 procent mówiło, że dotyczyło ich osobiście. To pokazuje, że skala może być poważna.
Dla mnie ważne jest, aby nasz świat nie zaczął wyglądać w ten sposób, że z jednej strony są Polacy, którzy dobrze się czują i nieźle im się żyje, a z drugiej część społeczeństwa, która ma mniej praw, jest lekceważona, ciężko pracuje i znika, aby na przykład zawieźć pieniądze, czy „wałówkę" na Ukrainę. Polska dopiero się uczy obcować z 1,5-milionową społecznością ukraińską, która będzie pewnie jeszcze większa.
Jako Polacy powinniśmy być wyczuleni na tragedie wydarzające się obok. Przecież tak wielu z nas wyjechało za granicę za chlebem. Dziś trzeba pytać, czy chcemy, aby tak, jak czasami traktuje się obcokrajowców, byli traktowani za granicą nasi ojcowie, czy synowie.

W różnych mediach zwracał pan uwagę, że gdyby tragedia dotknęła Polaka, ciąg następujących po wylewie wydarzeń nie byłby tak fatalny jak w przypadku pani Oksany. Dlaczego?
Chciałbym zwrócić uwagę, że Ukraińcy w Polsce mają jednak problem komunikacyjny i przedsiębiorcy powinni brać to pod uwagę. Panuje przekonanie, po części słuszne, że oba języki są do pewnego stopnia podobne. To prawda. W życiu codziennym można sobie poradzić, porozmawia się o pogodzie, zrobi zakupy. Ale kiedy pojawia się trudniejszy temat, na przykład obsługi maszyny, to pracownik z Ukrainy po prostu kiwnie głową, że rozumie, bo chce pracować. A tymczasem być może z informacji od pracodawcy nie zrozumiał wiele.

Jak pan ocenia działania samorządu w Środzie?
Średzki samorząd zachował się bardzo dobrze. Środa może ucierpiała nieco wizerunkowo, bo media powtarzały lokalizację zdarzenia. Ale samorząd bardzo szybko i skutecznie zaczął działać, zadeklarował wpłatę na leczenie, wykazał się empatią. Tak powinno to wyglądać.