Gitarzysta, wykładowca akademicki, nauczyciel w szkołach muzycznych, kompozytor, aranżer, muzyk o szerokich zainteresowaniach.
Oprócz muzyki klasycznej wykonuje też latynoamerykańską, jazz i flamenco. Autor wydawnictw nutowych, juror, doświadczony pedagog, o czym świadczą osiągnięcia jego uczniów na różnej rangi konkursach gitarowych. Jak podkreśla, pracę pedagoga traktuje jako służbę. - Ja mam moim uczniom służyć, co nie znaczy, że mam spełniać ich zachcianki - stwierdza.
Pochodzi z Tomaszowa Mazowieckiego. Tam ukończył szkołę muzyczną I i II stopnia. Uczył się w klasie gitary u Mirosława Drożdżowskiego, co uważa za wielkie szczęście i przywilej, bowiem to świetny gitarzysta, pedagog i kompozytor, z którym zresztą dr Marusik współpracuje do dziś. Po ukończeniu szkoły muzycznej i II LO w Tomaszowie Mazowieckim zdecydował się na studiowanie w Poznaniu. - Chodziło mi o muzyczne środowisko. To był dla mnie okres zainteresowań muzyką flamenco, a właśnie niedaleko Poznania, konkretnie w Kościanie, było wtedy prężnie działające grono muzyków - pasjonatów kultury hiszpańskiej.
W roku 1999, kiedy zdawał na studia, nie chciał być tylko gitarzystą klasycznym, muzykiem zamkniętym w konkretnej „szufladce". Pragnął być gitarzystą wszechstronnym.
W Akademii Muzycznej im. I.J. Paderewskiego studiował na jednym roku z Markiem Gordziejem, znanym w Środzie gitarzyście. - To właśnie Marek poznał mnie ze swoją koleżanką ze Środy, a moją przyszłą żoną - Asią. I tak, z czasem stałem się średzianinem. Tu od roku 2003 mam dom i rodzinę - mówi dr Marusik. Pracuje jednak poza Środą - w szkołach muzycznych w Jarocinie i Poznaniu. Być może już wkrótce będzie też pracował w Środzie - w nowo powstającej tu szkole muzycznej. Wcześniej, przez 10 lat był wykładowcą na poznańskiej Akademii Muzycznej. W roku 2011 obronił doktorat z improwizacji na gitarze klasycznej.
Skąd wzięła się jego pasja muzyczna? - To mój tata zaraził mnie miłością do gitary, bo sam na niej amatorsko grał - wspomina pan Bartłomiej. Decyzja o nauce w szkole muzycznej przyszła więc zupełnie naturalnie. Ale na początku uczył się gry na skrzypcach. - To były lata 80. Po moim egzaminie dyrektor zdecydował, że z takim słuchem najlepiej będzie, abym uczył się gry na skrzypcach - opowiada. Jednak po czterech latach grania (a właściwie „niegrania"), młody Bartłomiej przeniósł się na ukochaną gitarę. Wtedy zaczęło się granie z pasją.
Radość sprawia mu uczenie innych, ale również koncertowanie. Występuje z zespołem muzyki dawnej Amor Con Chordes, z którym koncertował podczas ubiegłorocznych Średzkich Sejmików Kultury. Pod koniec stycznia przedstawił zaś w Środzie ogólnopolski zespół młodzieżowy Dusznickie Aniołki, którego jest dyrektorem artystycznym i z którego jest bardzo dumny. Dumny jest też ze swoich dzieci Olgi i Igora, którzy jednocześnie są jego uczniami w szkole muzycznej.
Jak sam podkreśla, niezwykle ważne jest, że kocha to, co robi. Od ponad dwudziestu lat, w sensie zawodowym, muzyka jest dla niego na pierwszym miejscu i nie wyobraża sobie, żeby mogło być inaczej. - Mogę powiedzieć, że pasja to element mojego życia, ale realizowanie jej wymaga też wielkiej determinacji, ogromnej pracy. Podczas spotkania w II LO w Tomaszowie powiedziałem młodym ludziom, że największa nawet pasja może się z czasem znudzić. Ale to nie sztuka robić to, co się lubi. Sztuką jest polubienie tego, co w danej chwili trzeba zrobić - wyznaje muzyk.
Hanna Sowa