LEKKA ATLETYKA. Dwa tytuły mistrza Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży zdobył zawodnik Orkana Środa - Wojciech Marok. Złote medale Mistrzostw Polski U-18 zdobył w pchnięciu kulą i rzucie dyskiem
Medale te podparł wspaniałymi wynikami. Wojtek bijąc dwa rekordy życiowe na poziomie światowym na tydzień przed olimpiadą ustawił się w pozycji faworyta konkursów, zarówno w pchnięciu kulą jak i rzucie dyskiem. Równocześnie chyba lekko zmroził rywali. Rywalami byli medaliści rozegranych trzy tygodnie wcześniej mistrzostw Europy - Piotr Goździewicz (pchnięcie kulą) i Gracjan Kozak (rzut dyskiem). Pierwszą konkurencją było pchnięcie kulą. W eliminacjach bez trudu wystarczyło średzianinowi jedno pchnięcie, aby uzyskać wymagane minimum, czyli 16 metrów. Wojtek posłał kulę na odległość 17,98 m i był to najlepszy wynik eliminacji. Drugiego dnia przewidziano eliminacje w rzucie dyskiem i finał w pchnięciu kulą. Wojtek podczas eliminacji do rzutu dyskiem, będąc pewnie myślami już przy finale pchnięcia kulą, nie mógł się skoncentrować. Dwie pierwsze próby były niezaliczone i przed trzecią próbą stanął przed niebezpieczną możliwością. Trzecia nieudana próba eliminowałaby go z konkursu. Jednak udało się i rzutem ostatniej szansy wrócił do gry. Mało tego, uzyskał najlepszy wynik eliminacji - 58,38.
Odbywający się wkrótce potem finał pchnięcia kulą to popis zawodnika Orkana. Od pierwszej kolejki objął prowadzenie wynikiem 19,24. Ten wynik dałby mu już złoty medal, jednak Wojtek poprawił go jeszcze trzykrotnie: 19,85 w drugiej kolejce, 20,24 w czwartej i w ostatniej 20,84. Na drugim miejscu sklasyfikowano - z wynikiem 18,84 - Piotra Goździewicza z Kalisza.
Przebieg konkursu rzutu dyskiem miał był podobny. Wojtek rozluźniony po pierwszym udanym występie nie dał szans rywalom. Już w pierwszym rzucie uzyskał 58,44, który to wynik wystarczałby do zwycięstwa. W kolejnych próbach dysk leciał jeszcze dalej. W piątej mianowicie 61,03, a w ostatniej 63,25. Ten wynik to nowy rekord życiowy naszego miotacza. Wielkie brawa dla zawodnika, a także jego trenera Andrzeja Kobierskiego. Tradycją olimpiady młodzieży jest także złoty medal dla trenera zwycięzcy, co oznacza, że trener Andrzej Kobierski otrzymał dwa złote medale.
W Chorzowie wystąpili jeszcze inni nasi reprezentanci. Z powodzeniem walczyła Roksana Poll, która w skoku w dal była blisko podium. Konkurs zakończyła na szóstym miejscu z wynikiem 165. Roksana może skakać wyżej, a dodatkowo jest młodszym rocznikiem, zatem w przyszłym roku będzie kolejna szansa, oczywiście wtedy już tylko z rówieśniczkami. Być może zabrakły dwa, trzy techniczne treningi w ostatnim okresie.
Na poziomie lokat z rankingu wystąpiły dziewczęta: Zuzanna Nowak w biegu na 100 m ppł, Paulina Galus w rzucie oszczepem, Julia Korcz na 1500 m i Oliwia Frąckowiak na 800 m. Zuza, która zakwalifikowała się z dwudziestym pierwszym wynikiem zajęła 19. miejsce z czasem 15,47. Paulina rzutem na odległość 32,50 zajęła 20. miejsce (a z kwalifikacji wynikało miejsce 21.). Julia w kwalifikacjach miała 23. wynik i w stosunku do tego miejsca awansowała. Zajęła 21. miejsce z czasem 5,14,00. Czas Oliwii na 800 m (2.31,53) dał jej 23. miejsce. Dla wszystkich czterech dziewcząt to był debiut na takiej imprezie i na pewno zebrały sporo doświadczeń, nie mówiąc już o niezapomnianych wrażeniach. Zawody rozgrywano na okazałym obiekcie, jakim jest Stadion Śląski w Chorzowie i wielu zawodnikom wręcz ugięły się nogi po wejściu na arenę rywalizacji. Organizatorzy dołożyli wszelkich starań, aby zapewnić olimpijską i niezapomnianą oprawę zawodów.
(M)

 

 

Podpatruję najlepszych i szlifuje technikę

LEKKOATLETYKA. Wojciech Marok (Orkan Środa) we wrześniu skończy 17 lat. Lada moment rozpocznie drugą klasę w średzkim Liceum Ogólnokształcącym. W ostatni weekend zdobył dwa złote medale Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży, czyli mistrzostw Polski.

Dziś Wojciech Marok należy do liderów list europejskich w swojej kategorii wiekowej. Tuż po mistrzostwach Polski rozmawiał z nim Zbigniew Król

 

Zbigniew Król - W ostatnich miesiącach odnotowujesz niesamowity progres. Rywale zostają daleko w tyle. Co takiego się dzieje, że wyniki ostatnich tygodni są tak dobre, jedne z najlepszych w Europie?

Może być wiele przyczyn takiego progresu. Zacząłem regularnie jeździć na obozy kadry, gdzie mam kontakt nie tylko z innym trenerem, ale także z najlepszymi polskimi kulomiotami i dyskobolami. Podczas treningów mogę podpatrywać jak pracują Piotr Małachowski, Robert Urbanek, Konrad Bukowiecki, czy Michał Haratyk. Podglądanie na żywo ich rzutów, to zupełnie coś innego niż oglądanie zawodów w telewizji. To dla mnie niezwykle cenna szkoła, tym bardziej, że podpatruję wielkich mistrzów.

Dużo na pewno dają mi same obozy. 4 - 5 obozów, po dwa treningi dziennie, także na pewno mają wpływ na moją formę. W ciągu roku szkolnego, będąc w Środzie, muszę dzielić czas na szkołę i trenowanie. Teraz, podczas wakacji mogę ,skupić się na sporcie.

Z trenerem Kobierskim szlifujemy technikę. Na siłownię chodzę tylko raz w tygodniu, aby podtrzymać napięcie mięśniowe. Ale ćwiczę technikę. Jestem też bardziej dynamiczny. To przynosi efekty.

 

Byłeś faworytem mistrzostw Polski i nie zawiodłeś. Ale czy ciężko było poradzić sobie z presją?

Rzeczywiście wyniki uzyskiwane przeze mnie w tym sezonie stawiały mnie w roli faworyta. W dysku byłem najlepszy od początku sezonu, w kuli tylko w jednym momencie Piotrek Goździewicz miał ode mnie lepszą życiówkę. Presja była. Ale zrobiłem swoje. Nawet rzucając na początku konkursu bezpiecznie uzyskiwałem bardzo dobre wyniki. Aż sam byłem zdziwiony. Udało mi się ustabilizować rzuty. Jeszcze podczas zawodów za dużo myślę, powinienem bardziej działać jak automat. A ja, jak mi coś nie wyjdzie na zawodach, to zastanawiam się, analizuję.

 

Kilka tygodni wcześniej byłeś na mistrzostwach Europy. Wróciłeś z czwartym miejscem w dysku, choć awansowałeś do finału dysku i kuli. Gdybyś zaprezentował dyspozycję z tego weekendu, na Węgrzech zdobyłbyś złoto i srebro. Nie szkoda tamtych zawodów?

Tu nie chodziło o dyspozycję. Mistrzostwa Europy to był mój cel. Miała być najwyższa forma i najlepsza dyspozycja. I pewnie była. Ale okazało się, że finał obu konkurencji - mimo wcześniejszych zapowiedzi organizatora - zaplanowano na ten sam czas. Nie zostałem wcześniej wycofany z jednej z konkurencji, więc musiałem starować i w dysku i w kuli. Gdybym nie stawił się na jednej z nich, zostałbym zdyskwalifikowany z obu.

W praktyce oznaczało to, że musiałem biegać z jednego końca stadionu na drugi, bo rzutnie były po przeciwnych stronach, biegać w deszczu i stresie, aby nie minęła mnie jakaś kolejka. Moi rywale mogli skupić się na jednej konkurencji. Dziś oczywiście można gdybać, co by było gdyby... Ale raz jeszcze podkreślę, że ja byłem przygotowany bardzo dobrze.

 

Już dwa lata temu pytałem ciebie - kula czy dysk, bo przecież trzeba się na coś zdecydować. A tutaj wyniki płatają tobie figla i nie sposób podjąć decyzji...

To prawda, wyniki zaskakują nawet mnie. Wiem, że lepiej byłoby się już teraz zdecydować. ale nie jest to proste. Na szczęście w jednej i drugiej konkurencji stosuję technikę obrotową. W przyszłym roku przechodzę na cięższy sprzęt, za trzy lata na sprzęt seniorski. Sprzęt seniorski wszystko zweryfikuje. To wówczas okaże się, komu pomogą warunki fizyczne, komu geny. W którymś momencie przyjdzie decyzja. Wszystko zweryfikują wyniki. Dysk wydaje sie moim pierwszym wyborem, ale lubię pchać kulą, to dla mnie świetna odskocznia.

 

Środa to dobre miejsce do trenowania?

Mam tutaj wszystko pod nosem. Świetne warunki, dobrego trenera. Nic więcej mi nie potrzeba. Do tego są obozy kadry, których pewnie będzie przybywać. Teraz mam 60 - 70 dni w kadrze, jako junior będę mieć ich więcej. Kadra olimpijska ma dni obozowych ponad 200...